Wykatapultował mnie z domu ten ostatni popis lata, sierpień u progu listopada, słońce łagodne, jednostajne, niespokojny był tylko rytm miasta. Miasto bowiem, co sami zapewne widzieliście, buzowało. Wrzało w nim dniem i nocą. Ludność korzystała, jakby ogłosili właśnie, że po tym weekendzie świata już nie będzie.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.