Magda, studentka Uniwersytetu Rolniczego : W Krakowie mieszkałam z siostrą i mamą do 18. roku życia. Najpierw w domu przy ul. Dobrego Pasterza na powierzchni 250 m kw. z 12-arową działką. Luksus, bo praktycznie w centrum miasta mogłyśmy się wylegiwać na hamakach i organizować grille. Musiałyśmy się stamtąd wyprowadzić i przez kilka lat mieszkałyśmy w kamienicy na Salwatorze. Myślałam, że się pozabijamy. To był koszmar. Szczególnie z ukochanymi zwierzętami - trzema psami (w tym dwa ogromne leonbergery), siedmioma kotami, dwoma jeżami, królikiem i żółwiem.
Jak się żyje na przedmieściach? Opowieść Magdy
Barbara, pracuje w jednym z krakowskich przedszkoli : Przez lata mieszkałam w Krakowie, ale kursowałam pomiędzy miastem i Wysoką koło Wadowic. 5 lat temu musieliśmy podjąć decyzję - zostać w Krakowie i porzucić wieś albo opuścić Kraków i na stałe wyjechać do Wysokiej. Wybór był prosty. Z Wysoką jesteśmy związani od dawna. Wszystko robiliśmy tam sami - wybudowaliśmy dom, własnoręcznie zasadziliśmy każdą roślinkę.
Tadeusz, informatyk w dużej spółce giełdowej : Dlaczego Niepołomice? W Krakowie miałem zamek, tutaj też mam. Miałem Wisłę, mam Wisłę, miałem rynek i tutaj też mam. Mam basen, mogę biegać po puszczy, a przy tym żyję w ciszy i spokoju. Z żoną pracujemy w okolicach ronda Czyżyńskiego, odpadały więc takie lokalizacje jak Gaj czy Kryspinów. Z Niepołomic problem dojazdu praktycznie nie istnieje - podróż do pracy zajmuje nam do 30 minut. Żona dojeżdża drugim samochodem. Synowie uczący się w Krakowie przemieszczają się busami, a jak trzeba, podrzucam ich autem. Na transport wydajemy do 1000 zł, nie przywiązuję jednak do tego dużej wagi. Decydując się na przeprowadzkę, trzeba być świadomym jej kosztów. Nie mogłem zakładać, że kiedyś nie wystarczy mi na przejazdy do miasta.
Mateusz, informatyk : Moi rodzice wyprowadzili się pod Myślenice, kiedy miałem 11 lat. Do dziś mam o to żal. Przeprowadzka na obrzeża miasta to jedna z największych krzywd, jaką można wyrządzić dorastającemu dziecku. Wiem, że większość małżeństw marzy o własnym domu, ogrodzie, wsi spokojna, wsi wesoła, ale ten obrazek wcale nie jest taki sielankowy. Ogród i przyroda dla dzieciaka są ważne, ale bez kolegów z trzepaka czy rodzeństwa wychodzi to trochę słabo. A dzieciaki ze wsi traktowały mnie jak innego, miastowego.
Bogusław, brat Barbary, handlowiec : Kiedy Basia przeprowadziła się na wieś, stwierdziłem, że oszalała. Dla zasady postanowiłem jej na tym odludziu zbyt często nie odwiedzać. Tak było przez kilka lat. W końcu przyjechaliśmy z żoną, zabraliśmy ze sobą psy. Wtedy pomyślałem: "Dlaczego nie kupić sobie małej działki i postawić na niej choćby szałasu, nawet bez wody czy prądu, żeby przyjeżdżać z psami". Tak to się wszystko zaczęło. Najpierw był szałas, a pod koniec lat 90. wybudowaliśmy niewielki dom z dużym tarasem.
Tomasz, pracuje w branży telekomunikacyjnej : 7 lat temu przeprowadziłem się z rodziną na północ od Krakowa, jednak dojazdy do pracy i szkoły okazały się na tyle problematyczne, że zdecydowaliśmy się też na zakup mieszkania w centrum miasta. Staram się w nim jednak spędzać najmniej czasu, jak to tylko możliwe. Nie podoba mi się kierunek, w jakim zmierza Kraków.
Magda : Najwięcej czasu zajął nam wybór działki. W Brodach ujął nas krajobraz, a gdy zobaczyłyśmy stojące tuż obok działki sarny, zakochałyśmy się w tym miejscu. To nic, że każdego dnia muszę jechać 1,5 godz. na uczelnię. Wolę jeździć busem, ale mieszkać w spokojnym miejscu i każdego poranka zamiast warkotu samochodów słyszeć śpiew ptaków.
Mateusz : Na wsi wszyscy się znają, z każdej strony co chwila słychać "a syn tej to taki, a córka tamtej zrobiła tak i tak". To wcale nie jest przyjemne. A ja chciałem się wyróżniać, nosiłem glany i kolorowe sznurówki. Rodzicom było trochę wstyd, bo nikt inny we wsi tak nie wyglądał, więc wszyscy gadali. Awantur mieliśmy mnóstwo.
Tadeusz : Dom to wolność i przestrzeń. Teraz żyjemy na 150 m kw. zamiast 70, które mieliśmy w mieszkaniu. Mamy swoją działkę, swoją trawę, na której można się wylegiwać. Nad głową nie mam smogu.
Magda : Wieś jest idealna dla osób, które kochają zwierzęta. Wystarczy otworzyć drzwi i psy z kotami już się same sobą zajmą. Minusy? Latem praktycznie ich nie ma. Zimą czasem można zakląć na śnieg, lód i ciemność. Ale w mieście przecież wtedy też jest brzydko.
Barbara : Dojazd to utrapienie. Codziennie w samochodzie spędzam 3 godz. O ile jazda do granic Krakowa nie trwa długo, to muszę się przebić przez całe miasto do pracy w Czyżynach. Dojazdy to też koszty, miesięcznie pokonuję przecież 3 tys. km. Komunikacja publiczna odpada - dom stoi na uboczu Wysokiej pod samym lasem i do przystanku mamy 3 km.
Wczesne wstawanie i późne powroty powodują, że w ciągu tygodnia praktycznie nie mam siły na korzystanie z uroków wsi. Ale za to weekendy są cudowne - cisza, zieleń, ogródek, lasy, spokój.
Bogusław : Mamy za sobą próbę życia tylko na wsi - na pół roku przeprowadziliśmy się tam na stałe. Uciekliśmy. Na wsi człowiek odczuwa samotność, szczególnie jeśli tak jak my mieszka z dala od innych domów. Wszędzie jest daleko, nawet do sklepu trzeba jechać autem. Żeby pójść na basen, trzeba się wybrać w 8-kilometrową podróż do Wadowic. Do tego ciemność. To zupełnie inna ciemność niż ta, którą znamy z miasta po zgaszeniu świateł. Do tego też trzeba się przyzwyczaić.
Tomasz : W Krakowie nie mieliśmy warunków do życia z rodziną, dlatego postanowiliśmy zbudować dom. Wszystko pięknie, tylko problem pojawia się, kiedy trzeba codziennie dojechać do pracy. Choć praca to jeszcze mały problem, jakoś dałoby się to zorganizować. Rzecz rozbiła się o edukację dzieci. Nie da się ukryć, najlepsze szkoły są w centrum, a nasze dzieci uczęszczają do szkoły muzycznej. Człowiek w pewnym momencie staje pod ścianą. Cały dzień jest w pracy i w samochodzie. A kiedy dzieci po zajęciach dodatkowych wrócą do domu, nie mają czasu nawet na odrobienie lekcji. Stąd drugie mieszkanie w centrum.
Mateusz : Najgorsze były dojazdy. Miałem znajomych w Krakowie, szkołę, zajęcia dodatkowe i wszystko to trzeba było pogodzić. Straciłem setki godzin na dojazdach. Wtedy byłem za głupi i nawet nie chciało mi się w drodze czytać książek. Więc setki godzin spędziłem na tępym gapieniu się w okno. Że nie wspomnę o imprezach i wyjściach np. do kina. Zawsze byłem tym, który musi wyjść pierwszy, lub tym, po którego przyjedzie tatuś. Czułem się strasznie ograniczony. Barbara: Na początku nie brakowało nam dostępu do kultury. Byliśmy jeszcze nasyceni i woleliśmy napawać się wiejską ciszą. Po dwóch latach zaczęło nam jej brakować. Można pojechać do Krakowa, Wadowic, nawet Lanckorony, ale problemem jest właśnie słowo "pojechać". Jak się pomyśli, że znowu trzeba wsiąść do samochodu, to się tej kultury odechciewa. Wolimy spotkać się ze znajomymi i pograć w brydża.
Tadeusz : W Niepołomicach nie ma z tym problemu. Mamy kino, restauracje. Zawsze można się wybrać do Krakowa. Dwójka moich synów nadal chodzi na imprezy w Krakowie, spotyka się ze znajomymi. Minusem jest potrzeba dokładnego zorganizowania dnia. Trzeba zaplanować, kiedy kogo zawieźć, kiedy odebrać.
Magda : Jak są chęci, to wszystko można zorganizować. Choć nie jestem typowym studentem, który imprezuje co weekend, to prowadzę normalne życie towarzyskie. Wychodzę ze znajomymi na piwo, na koncerty i do kina. Trzeba wszystko wcześniej dogadać i pomyśleć, jak wrócić do domu. Albo nie wracać wcale i zostać u znajomych w Krakowie. Z tym też nie ma najmniejszego problemu. Poza tym zawsze można urządzić imprezę u mnie.
Tomasz : Cenię sobie przyrodę i przestrzeń, więc to wiejskie życie jest jak najbardziej dla mnie. W Krakowie nie dba się o tereny zielone, są zabudowywane, likwidowane, niedostępne. Nie ma gdzie wyjść z dziećmi. A kontakt z przyrodą i odpoczynek w jej otoczeniu jest nieoceniony.
Bogusław : Przyroda atakuje z każdej strony. Jeśli ktoś to lubi, to się tym cieszy. Ja też przez wiele lat cieszyłem się pielęgnowaniem ogrodu, po latach jednak staje się to bardziej obowiązkiem. Na wsi otaczają nas głównie emeryci. Ludzie, którzy przeprowadzili się z Krakowa, Katowic. Porzucili swoje domy, mieszkania i oddali je dzieciom. Całkowicie odcięli się od miasta. My jesteśmy jednak zwierzakami miejskimi. Nie wiem, czy to jest kwestia tego, że wychodzimy na ulicę i jest jasno, że są ludzie, samochody. Choć od paru lat nie korzystam zbyt intensywnie z takich przyjemności jak knajpy, kina i inne rozrywki, to jednak dobrze jest mieć świadomość, że one gdzieś obok są. Nie masz nerwicy, że jesteś odizolowany.
Mateusz : Na wsi wszyscy się znają, z każdej strony co chwila słychać "a syn tej to taki, a córka tamtej zrobiła tak i tak". To wcale nie jest przyjemne. Chciałem się wyróżniać, nosiłem glany i kolorowe sznurówki. Rodzicom było trochę wstyd, bo nikt inny we wsi tak nie wyglądał, więc wszyscy gadali. Awantur mieliśmy mnóstwo. Kiedy udało mi się złapać kontakt z rówieśnikami, nie mieliśmy co ze sobą zrobić. Gdzie usiąść, gdzie pójść. Żadnych rozrywek. Bo ile można grać w piłkę na beznadziejnym niby-boisku. Wiem, że może to głupi argument, ale wiadomo, my wszyscy, jak to nastolatki, chcieliśmy wypić pierwsze piwo, zapalić pierwszego papierosa. I nawet nie było gdzie i jak ich kupić. Bo przecież wszyscy nas znają. Trzeba było podkradać rodzicom. OK, z jednej strony to może i dobrze, że nie ma jak, nazwijmy to, dokazywać, ale ten nastoletni bunt też trzeba jakoś przejść. A na wsi nawet nie ma jak.
Tomasz : Nas nie trzyma w mieście to, że chcemy wyjść do restauracji czy na koncert, bo tam się idzie raz na jakiś czas. Gdybyśmy mieli możliwość uniknięcia miasta, z pewnością byśmy skorzystali. Do centrum nie ma po co się pchać. Kierunek, w jakim zmierza Kraków, z pewnością mieszkańcom nie służy. Zamiast zamykać drogi dla samochodów, inwestować w Centrum Kongresowe, powinniśmy zadbać o komunikację. To jest w tej chwili, obok zieleni, główny problem Krakowa. Przesiadki, powolne tramwaje... Nie mogę porzucić samochodu, choćbym bardzo chciał. A to oczywiście koszty. Jak się mieszka za Krakowem, to właśnie dojazdy są najdroższe. Może wydaje się też nieco więcej na życie codzienne, bo nie ma dostępu do wielkich sieci handlowych, gdzie jest jednak taniej niż w małych sklepikach w pobliżu. To jednak cena, którą trzeba zapłacić za to, by mieć trochę oddechu od zgiełku.
Bogusław : Do ekonomii nie przykładam wielkiej wagi. Stać nas na to, jak żyjemy. Nie mamy 20 lat, kredytu, dzieci, więc czujemy się dość swobodnie.
Tomasz : Wolałbym mieszkać w jednym miejscu, bo takie życie to duże wyzwanie logistyczne. I zdecydowanie nie wybrałbym centrum miasta. Sławomir Shuty napisał, że Kraków "zmienia się w makietę dla turystów otoczoną slumsami". To może nieco przejaskrawione, ale widać, że bliskie prawdy. Wystarczy przespacerować się z Rynku Głównego w stronę dzielnic oddalonych od centrum.
Bogusław : Jestem nie tylko zwierzęciem miejskim, ale i śródmiejskim. W mieście mi nic nie przeszkadza. Smog, korki, nic. Naprawdę, nie dostrzegam złych stron.
Barbara : Czy żałuję naszej decyzji? Raczej nie. Liczba plusów zdecydowanie przewyższa minusy. Nie wykluczam jednak powrotu do Krakowa. Dwójka naszych dorosłych dzieci nie była i pewnie nie będzie zainteresowana przeprowadzeniem się do nas. A na starość bardziej uciążliwe będą kwestie utrzymania domu - dorzucenie do pieca, odśnieżanie. Jakie byłoby idealne rozwiązanie? Gdybym miała swobodę wyboru i odpowiednią sumę na koncie, to przedmieścia byłyby najlepszą opcją. Tak, by mieć swoją działkę, ale i blisko do pracy w Krakowie.
Mateusz : Wróciłem zaraz po maturze. Mieszkanie po babci ma prawie 100 metrów. Było stare i zniszczone, ale chwilowo to mi wystarczało. Później poszedłem do pracy, wynająłem jeden pokój koledze i już pod koniec studiów udało mi się przeprowadzić gruntowny remont za własną kasę.
Magda : Mogłabym mieszkać w Krakowie. Gdybym miała tam dwa hektary ziemi, mnóstwo drzew i duży dom.
Bogusław : Miasta nie porzuciłem. W Krakowie mieszkam od poniedziałku do piątku, weekendy spędzamy za miastem.
Tadeusz : Ja już sobie życia w bloku nie wyobrażam. Jeżeli będę musiał zmienić pracę i wydłuży mi się dojazd do nowej, to wtedy będę się zastanawiał. Nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszłości. Może na emeryturze będę wolał wrócić do miasta, a może zdecydujemy się z żoną na przeprowadzkę na dalszą wieś. Jak się już przyzwyczaiło do ciszy, to bardzo trudno z niej zrezygnować.
Mateusz : Teraz mieszka z nami jeszcze moja dziewczyna. I nie mogło ułożyć się lepiej. Jesteśmy w centrum, wychodzimy, kiedy i gdzie chcemy, korzystamy z uroków miasta, jak się da. I na pewno w tym mieszkaniu zostaniemy. Innego życia sobie nie wyobrażam.
Materiał promocyjny
Materiał promocyjny
Materiał promocyjny
Wszystkie komentarze