Władze Krakowa apelują do mieszkańców, by wstrzymać się z oddawaniem darów dla Ukrainy. - Transporty do granicy i dalej są wstrzymywane. Nasze magazyny są już pełne. Wasze dary trafią na Ukrainę, kiedy tylko będzie to możliwe - podaje magistrat.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

AKTUALIZACJA: W niedzielę o godz. 20 zbiórka darów dla Lwowa zostanie zawieszona - poinformował Urząd Miasta Krakowa. Zostanie ona wznowiona, kiedy tylko uda się wysłać zebrane rzeczy z magazynów na granicę polsko-ukraińską.

Władze Krakowa i organizatorzy zbiórki darów dla Lwowa już w sobotę informowali, że pomoc krakowian i krakowianek jest tak duża, że w magazynie na Stadionie Miejskim im. Reymana kończy się miejsce. 

CZYTAJ TAKŻE: Chcecie pomóc Ukraińcom? Oto, co możecie zrobić. Przydatne adresy

Dary Krakowa dla Ukrainy

I apelowali, by wstrzymać się z przynoszeniem tam darów. Jednocześnie trwały poszukiwania kolejnych magazynów, w których mogłyby zostać zgromadzone dary dla Ukrainy. W niedzielę na profilu w mediach społecznościowych krakowskiego magistratu pojawiła się informacja, że rzeczy można przynosić do Muzeum Inżynierii Miejskiej. 

Jednak najnowszy komunikat miasta głosi, że przyjmowane są tylko dary najpilniej we Lwowie oczekiwane. "Musimy ograniczyć przyjmowanie pomocy dla Lwowa. Transporty do granicy i dalej są wstrzymywane. Nasze magazyny są już pełne. Wasze dary trafią na Ukrainę, kiedy tylko będzie to możliwe" - podają władze Krakowa. 

I dodają, że obecnie najbardziej potrzebne są środki ochrony osobistej (czyli kamizelki kuloodporne, hełmy, siatki maskujące), leki, antybiotyki, bandaże, generatory prądu, śpiwory, karimaty, łóżka polowe, latarki, baterie, środki do odkażania wody, apteczki.

Na wschodnią granicę dotarło już ponad 50 ton darów z Krakowa dla obywatelek i obywateli ogarniętej wojną Ukrainy. W 15 ciężarówkach znalazły się tam m.in.: pampersy, podpaski, papier toaletowy, zupy w proszku, dżemy, suche pieczywo, cukier, pasztety. Na dwóch paletach jechały podstawowe leki, których brakuje w Drohobyczu, m.in. antyseptyki, środki uspokajające i przeciwzapalne, antybiotyki dla dorosłych i dzieci. Konwój prowadził Piotr Ziętara, prezes Wodociągów Miasta Krakowa, który poprosił 20 pracowników, by poświęcili wolną sobotę i wsiedli w auta razem z nim.

Konwój na granicy

Jak z polsko-ukraińskiej granicy relacjonował Michał Olszewski, redaktor naczelny krakowskiej "Wyborczej", do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy wyjazd w ogóle dojdzie do skutku. Polska nie ma bowiem opracowanych szczegółowych procedur dotyczących konwojów humanitarnych. Podróż do samego Lwowa i Drohobycza okazała się niemożliwa, o czym pracownicy krakowskich wodociągów wiedzieli od początku. O ile dojazd do Lwowa i Drohobycza z Polski nie nastręcza w tej chwili większych trudności, to już powrót mógł okazać się koszmarem. Na każdym z drogowych przejść granicznych z Ukrainą utworzyły się bowiem gigantyczne kolejki aut. W piątkowy wieczór (25.02) sznur samochodów przed przejściem drogowym Medyka–Szeginie miał długość ok. 30 kilometrów, co oznaczało nawet trzy doby w ciężarówce.

Dlatego 40 ton pomocy dla Lwowa przejęły cztery ciężarówki w Przemyślu, a pozostałą część (11 ton) Polacy przepakowali na ukraińską ciężarówkę już wewnątrz polskiego posterunku granicznego. Sama procedura na przejściu okazała się jednak bardzo skomplikowana. Ziętara wraz z kierowcą Bartłomiejem Lenartem musieli przejść na ukraińską stronę, żeby powrócić na polską część granicy tirem. Ukraiński kierowca nie mógł tego zrobić. Po załadunku musieli zaś oddać auto na ukraińskiej stronie. W międzyczasie pracownicy wodociągów sprawnie ułożyli towary w przyczepach. Za czerwoną linią, czyli paskiem oddzielającym ukraińską i polską część przejścia, czekał na nich z podziękowaniami mer Drohobycza Taras Kuczma. 

Polska Misja Medyczna dla szpitali

W niedzielę (27.02) środki medyczne dla Ukraińców przywiezie Polska Misja Medyczna. – Z ukraińskich szpitali spływają do nas kolejne listy pilnych potrzeb, a magazyny na miejscu są puste. Brakuje opatrunków, środków zabezpieczających personel medyczny, worków na krew. Sytuacja nie dotyczy tylko najbardziej wrażliwych miejsc w kraju, w tym momencie nie ma znaczenia, czy mówimy o dużym szpitalu czy przychodni – braki są wszędzie. Dodatkowo potrzebne są koce, latarki, baterie. Musimy przewieźć to wszystko z Polski. Wszystkie organizacje próbują jak najszybciej dotrzeć na miejsce, bo nie ma chwili do stracenia. Ludzie codziennie giną i odnoszą rany w walce, nasza pomoc jest tam niezbędna – mówi Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej.

Organizacja prowadzi zbiórkę środków na pomoc szpitalom w Ukrainie, z której zakupi artykuły odpowiadające na zgłaszane na bieżąco potrzeby. Wśród odbiorców pierwszych transportów z pomocą znajdują się Centra Ratownictwa Medycznego w Lisiczańsku i Kramatorsku, gdzie poza opatrunkami trafią też m.in. środki ochrony indywidualnej dla brygad ratowniczych. Część środków trafi do szpitali w obwodzie lwowskim.

Najczęstsze pytania dotyczące zbiórki darów dla Lwowa można znaleźć na miejskich stronach. 

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Bartosz T. Wieliński poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    A najpopularniwjsze dyskonty cos przekazują? Bo poki co to kazdy kupuje z potrzeby serca nabijając dyakontom kasę, ktora powinna trafić do potrzebujacych.
    @Joel25
    Nie masz obowiązku kupować.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0