Niemal 400 przedstawicieli nauk społecznych i humanistycznych podpisało się pod listem przeciwko działaniom na polsko-białoruskiej granicy. O rozwiązanie kryzysu humanitarnego apeluje też rzeczniczka praw i wolności akademickich UJ, a uczelnia organizuje warsztaty podejmujące problematykę uchodźstwa.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Piszemy ten list w poczuciu oburzenia i niemocy" - zaczyna się list otwarty, podpisany już przez niemal 400 przedstawicielek i przedstawicieli nauk społecznych i humanistycznych z uczelni w całym kraju. W skierowanym głównie do polskich władz piśmie przypominają, że od lat wielu z nich prowadzi badania z udziałem migrantów, uchodźców, a także innych grup szczególnie narażonych na wykluczenie i dyskryminację, studiując mechanizmy rodzenia się nierówności społecznych, stygmatyzacji i marginalizacji.

Nie możemy milczeć w takiej sytuacji

"Badania te uczą nas, że milczenie w obliczu przemocy czyni tę przemoc rutynową, codzienną i ostatecznie prowadzi do jej akceptacji" - czytamy.

Zdaniem naukowców ostatnie miesiące i wydarzenia na pograniczu polsko-białoruskim ujawniają przemoc państwa i niewydolność polityk publicznych, a "stan wyjątkowy, w którym stosuje się akty przemocy, staje się stanem znormalizowanym". Dlatego wprost opowiadają się przeciwko bezprawnym działaniom państwa i straży granicznej. 

"Opowiadamy się przeciwko politykom migracyjnym skazującym osoby przebywające na granicy na śmierć z głodu, odwodnienia i wychłodzenia. (...) Opowiadamy się przeciwko obojętności na krzywdę i cierpienie. Opowiadamy się przeciwko kryminalizowaniu troski i solidarności wobec osób migranckich, przeciwko karaniu niesienia bezpośredniej pomocy. Nie wyrażamy na to zgody i domagamy się od rządu Polski podjęcia działań, które gwarantują osobom przebywającym obecnie na pograniczu dostęp do ochrony prawnej i pomocy humanitarnej, bezpiecznego schronienia, wody i żywności oraz do pomocy medycznej" - apelują sygnatariusze.

Zarzuty rzeczniczki praw i wartości akademickich na Uniwersytecie Jagiellońskim

Jednocześnie oczekują od rządu zaprzestania łapanek i wywózek (tzw. push-backów) na granicy, wycofania stanu wyjątkowego, a także przestrzegania praw człowieka oraz ratyfikowanych przez Polskę międzynarodowych konwencji dotyczących procedur uchodźczych, pozwalających ubiegać się o ochronę międzynarodową osobom uwięzionym na granicy. 

Stanowisko w sprawie sytuacji na granicy opublikowała też (również podpisana pod listem) prof. Beata Kowalska, rzeczniczka praw i wartości akademickich na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jak podkreśla, wprowadzony w pasie przygranicznym stan wyjątkowy utrudnia pełną ocenę sytuacji, jednak od blisko dwóch miesięcy na granicy straciło życie co najmniej 6 osób szukających schronienia w naszym kraju, a analiza nawet szczątkowych informacji trafiających do opinii publicznej budzi poważne wątpliwości natury prawnej. 

- Wątpliwości te dotyczą m.in. uniemożliwiania przedstawicielom organizacji pomocowych, a także prawnikom dostępu do osób w potrzebie, odmowy przyjmowania wniosków o ochronę międzynarodową, praktyki tzw. wypychania (push-back), de facto pozbawienia wolności osób uwięzionych w pasie granicznym - wylicza prof. Kowalska. 

I dodaje, że niezależnie od oceny prawnej informacje o śmierci kolejnych osób czy relacje o osobach chorych i dzieciach pozostawianych lub porzucanych w lesie przy tak niskiej temperaturze uzasadniają ocenę sytuacji jako poważnego kryzysu humanitarnego.

Bezwzględna polityka Białorusi nie usprawiedliwia

- Bezwzględna polityka władz białoruskich nie może usprawiedliwiać nieludzkiego traktowania osób uwięzionych na granicy przez polską stronę - podkreśla prof. Kowalska, wzywając polski rząd do przestrzegania prawa, w tym poszanowania godności osób znajdujących się na granicy oraz podjęcia natychmiastowych kroków zmierzających do rozwiązania kryzysu humanitarnego i w konsekwencji zapobiegnięcia kolejnym tragediom.

Jednocześnie biuro rzeczniczki zachęca do wspierania działań inicjatyw Medycy na Granicy, Grupy Granica, a także dalszej współpracy z Fundacją Ocalenie, której na UJ udało się znaleźć wolontariuszki, które aktywnie włączyły się w pracę grupy tłumaczy (wciąż jeszcze poszukiwane są osoby znające kurmandżi, sorani, arabski i paszto). Biuro przypomina też, że UJ jest pierwszą w Polsce (i na razie jedyną) uczelnią, która została członkiem międzynarodowej sieci Scholars at Risk, zapewniającej schronienie prześladowanym naukowcom i studentom. Okazuje się, że tylko w ciągu ostatnich kilku tygodni do organizacji wpłynęły prośby o pomoc od ponad 1200 osób z Afganistanu.

Czterem osobom udało się znaleźć schronienie w Krakowie. To para dziennikarzy Massoma Sultani i Ale Shahir z kilkumiesięcznym synem Kianushem oraz z bratem Nasirem, studentem socjologii, o których pisaliśmy na łamach "Wyborczej" w zeszłym tygodniu.  W Krakowie jest też Simin Shams, fundatorka Taj Institute of Higher Education w Mazar-e-Sharif - uniwersytetu, który w ciągu ostatniej dekady wykształcił setki kobiet (za co założycielce grożono śmiercią). Profesor Kowalska zachęca do ich wsparcia, czy to udzielając lekcji języka polskiego, czy pomagając w doskonaleniu języka angielskiego, czy też zapraszając ich na zajęcia czy konferencje. Bo na razie, choć wszyscy chcieliby kontynuować edukację, z powodu ich nieuregulowanego statusu prawnego jest to niemożliwe.

Jednocześnie grupa naukowców z UJ proponuje organizację otwartych warsztatów edukacyjnych podejmujących problematykę migracji i uchodźstwa. Osoby zainteresowane włączeniem się w tę inicjatywę, proszone są o kontakt z biurem prof. Kowalskiej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
No to zaraz będziemy mieli kontrlist, pochwalający politykę rządu i domagający się dalszego uszczelniania granic przed inwazją tysięcy (milionów!) uchodźców. A pod nim podpisy A. Nowaka, A. Zybertowicza, A. Waśki (i jego żony), K. Ożoga, A. Nalaskowskiego, W. Polaka i całej prawackiej reszty.
już oceniałe(a)ś
1
0