Mam synka i męża, i tę okrutną chorobę, z którą się zmagam. Moim jedynym ratunkiem jest leczenie w Kolonii w Niemczech - mówi Agnieszka Gil z Olkusza. I prosi o pomoc w zbiórce pieniędzy.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– O chorobie dowiedziałam się w 2018 r. W 2019 r. założyłam zbiórkę na leczenie, która trwa już ponad dwa lata, a środków brakuje. Mam synka i męża, i tę okrutną chorobę, z którą się zmagam. Moim jedynym ratunkiem jest leczenie w Kolonii w Niemczech. Niestety, bez tego leczenia nie mam szans na zdrowie – mówi Agnieszka Gil, 24-latka z Olkusza.

Ostatni rezonans pokazuje, że mimo leczenia guz nie znika. Nie powiększył się ani nie zmniejszył. Niestety, jest nieoperacyjny, więc nie można go wyciąć. Ostatnią nadzieją – jak mówi sama Agnieszka – jest immunoterapia w Niemczech.

– Chcę patrzeć, jak mój synek dorasta. Chcę go wychować, ale żeby tak było, muszę żyć. Moja historia nie może się tak skończyć. Chwytam się każdej szansy, by pokonać nowotwór – dodaje.

Agnieszce Gil można pomóc, wpłacając datki za pośrednictwem strony siepomaga.pl.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem