Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Magdalena Kursa: Jak wyobrażasz sobie – bazując na swoich doświadczeniach badacza miast - Kraków w 2040 roku?

Paweł Kubicki: Na pewno Kraków będzie wówczas miastem znacznie bardziej zglobalizowanym i wielokulturowym. Tak wynika z badań, jakie ostatnio prowadziliśmy. Polska jest obecnie liderem w UE, jeśli chodzi o liczbę przyjmowanych imigrantów zarobkowych i ta tendencja będzie się pogłębiać. A sam Kraków już jest i będzie coraz częściej dla cudzoziemców atrakcyjnym miejscem do osiedlania się.

Ten proces można już wyraźnie odczuć. Gdy w ostatni weekend byłam na Wawelu, wśród tłumów ludzi robiących sobie selfie na tle kwitnących magnolii, słyszałam głównie język ukraiński, rosyjski, czasem angielski, a przecież nie ma teraz turystów w mieście.

- Kraków poprzez to, że jest zabytkowym i wdzięcznym do spacerów miastem, wciąż ma swoją magię i dzięki temu łatwo integruje mieszkających w nim cudzoziemców. Oni bardzo szybko stają się takimi „turystami w swoim mieście”, piszą o swych spacerach na blogach, wrzucają zdjęcia na Instagrama itp.

Kraków jest dziś mocno umiędzynarodowiony, bo to wynika z jego podstaw gospodarczych i struktury rynku pracy – mamy wypracowaną markę turystyczną, globalne korporacje, a także silny ośrodek akademicki połączony licznymi więzami z zagranicznymi uczelniami.

Wyzwaniem dla Krakowa na pewno będzie odpowiadanie na potrzeby coraz liczniejszych imigrantów, dostosowywanie do ich potrzeb usług publicznych, integracja w ramach tzw. sąsiedztw - to wszystko zresztą już się dzieje: mamy skierowany do cudzoziemców program „Otwarty Kraków”.

To dobrze czy źle, że Kraków stanie się tak bardzo wielokulturowy?

- Z różnych raportów dotyczących polskich miast wiemy, że największym zagrożeniem jest dla nich odpływ mieszkańców, kurczenie się i starzenie populacji. Napływ imigrantów może uchronić Kraków przed tymi niekorzystnymi trendami. Najważniejsze miasta świata, jak Londyn czy Nowy Jork, rozwijają się dzięki potencji, jaką dają im imigranci. A struktura imigracji do Krakowa jest dla miasta bardzo korzystna – przyjeżdżają najczęściej osoby młode, bardzo dobrze wykształcone, często zarabiające powyżej średniej dla miasta.

W przyszłości zatem Kraków nadal będzie miastem młodych ludzi, co dobrze wróży krakowskiej gospodarce. Dziś najważniejsze są w niej sektory kreatywne, a to młodzi ludzie tworzą start-upy, są też najodważniejsi w zakładaniu firm.

Jakie wyzwanie jest najważniejsze dla tego Krakowa przyszłości?

- Ja w plebiscycie "Wyborczej" zagłosowałem na wyzwanie „Wesoła na nowo”. To niezwykle rzadkie, by w centrum dużego miasta otworzyła się możliwość kreacji nowej funkcji w tak zwartym układzie urbanistycznym, jak to jest w przypadku Krakowa i Wesołej. To szansa na stworzenie nowego centrum, którego Kraków potrzebuje. Choć Rynek zaczyna powoli wracać do mieszkańców, to jednak znacznie zmienił swoje funkcje i raczej nie będzie pełnić roli takiego typowego salonu miejskiego jak jeszcze przed 20 laty. Tworząc Wesołą na nowo, nie można popełnić błędu, z którym mieliśmy do czynienia na Kazimierzu – centrum dzielnicy najpierw stało się imprezownią, a potem wydmuszką dla turystów.

Czyli Wesoła musi być…

- Na Wesołej musimy mieć miks różnych funkcji – nie możemy dopuścić tylko do monokultury, to nie może być wyłącznie luksusowa sypialnia czy imprezownia. Dobrze, że trwa dyskusja na temat przyszłości tej dzielnicy, widać podczas tych debat duże zaangażowanie krakowian.

Gdy myślę o Wesołej, przychodzą mi do głowy barcelońskie superbloks, czyli superkwartały zabudowy [dla aut przeznaczone są cztery ulice zewnętrzne opasające kwartał, a cztery wewnętrzne tworzą przestrzenie głównie dla pieszych – red.]. Zanim je wprowadzono, Barcelona miała bardzo poważny problem z samochodami i hałasem, teraz ruch jest znacznie ograniczony. Tę ideę można by przełożyć na zagospodarowywanie Wesołej, zwłaszcza że po pandemii wiele miast próbuje przearanżować swą przestrzeń zgodnie z ideą miasta 15-minutowego. Wesoła może stać się laboratorium takich rozwiązań.

Na pewno dzielnica powinna też oddawać akademicki charakter Krakowa, np. dobrym pomysłem wydaje mi się utworzenie tu kampusu Akademii Sztuk Pięknych. To uczelnia nastawiona na działania kreatywne, a nie ma nic bardziej miastotwórczego, jak obecność uczelni i studentów. Dziś w Krakowie wiele uczelni wyprowadziło się na obrzeża, w centrum straciliśmy więc sporo młodej energii, fajnie byłoby ją odzyskać na Wesołej. Widzę tu też miejsce dla przestrzeni coworkingowych, start-upów. Jeśli ludzie będą tu przychodzić na uczelnię czy do pracy, to siłą rzeczy dzielnica obrośnie ciekawą ofertą gastronomiczną, ale nie lokalami dla turystów otwartymi 24 godziny na dobę. Turyści też tu z czasem trafią, ale nie ci najbardziej uciążliwi, zainteresowani tylko imprezowaniem. Na pewno trzeba zrobić wszystko, by Wesoła nie stała się kolejną sturystyfikowaną przestrzenią.

No to jak już jesteśmy przy turystyce… Jej zrównoważenie to kolejne wyzwanie, choć po pandemii turyści pewno nie będą już tak intensywnie zadeptywać Krakowa jak wcześniej.

- Mimo ciemnych stron turystyki, które niestety w Krakowie dobrze poznaliśmy, sama branża nadal pozostanie dla miasta bardzo ważna, ale pandemia daje nam szansę na jej przemyślenie i przewartościowanie pewnych polityk, np. najmu krótkoterminowego. Bez wątpienia kluczowe jest ograniczenie najbardziej uciążliwej turystyki, czyli tej imprezowo-alkoholowej, choć jak pokazała pandemia, hałas nocny generują w dużym stopniu także lokalni goście, np. ci przyjeżdżający do centrum z obrzeży miasta czy okolic Krakowa.

W Krakowie problemem jest koncentracja dużej liczby turystów w stosunkowo małym centrum i jakimś rozwiązaniem byłoby ich rozproszenie na inne dzielnice. Do tego pomocna i ważna byłaby prosta wizualizacja systemu komunikacji miejskiej.

Taka wizualizacja jest chyba łatwiejsza w miastach, które mają metro lub spójny system kolei miejskiej. Takie metropolie prościej sobie – gdy jest się turystą - ułożyć w głowie i dzięki temu zapuszczać się w bardziej odległe dzielnice.

- Rzeczywiście, łatwiej jest mapować metro niż krakowską sieć linii tramwajowych czy autobusowych. Może to jedna z odpowiedzi, dlaczego turyści zostają w centrum, co nie zmienia faktu, że powinniśmy ich zachęcać do poznawania innych przestrzeni miasta i wskazywać im, jak mają do nich dojechać.

Ale moim zdaniem najważniejsza jest regulacja plagi najmu krótkoterminowego. Nie chodzi o jego likwidację, bo prywatne kwatery zawsze istniały, ale o ograniczenie skali i funkcji – apartamenty w kamienicach w centrum Krakowa czy na nowych osiedlach nie mogą służyć jako miejsce imprez dla turystów alkoholowych.

Korzystanie z takich portali jak airbnb czy booking bardzo ułatwiło podróżowanie – samodzielne mieszkania dają większą swobodę niż pokój w hotelu, są też niejednokrotnie tańsze, ale równocześnie portale te doprowadziły do zwiększenia liczby miejsc noclegowych w miastach, a tym samym do nadmiaru ruchu turystycznego w nich. Nie ma teraz prostych recept, jak ten najem krótkoterminowy regulować, ale trzeba próbować, w końcu miasta są dla mieszkańców, a nie turystów.

W naszym plebiscycie Supermiasta i Superregiony 2040 najwięcej głosów padło na razie na wyzwanie „Zielony Kraków”.

- Gdyby można było oddać drugi głos w plebiscycie, to ja wybrałbym właśnie ten punkt. Troska o zieleń i dostosowanie się do zmian klimatu to dziś fundamentalny warunek dla rozwoju nowoczesnego miasta – te, które są betonową pustynią, to miejsca z innej epoki.

Po roku pandemii, która upowszechniła pracę zdalną, wiemy, że sporo osób zdecydowało się na wyprowadzkę z miasta – argumentują, że w czasie, gdy nawet spektakle teatralne można oglądać on-line, mogą sobie na to pozwolić. Jeśli miasta mają się po pandemii odrodzić, muszą postawić na jakość życia, a ta ściśle koreluje z ilością zieleni – trzeba wprowadzać jej jak najwięcej do zwartej zabudowy urbanistycznej, czy to w postaci parków kieszonkowych, czy woonerfów [ulice-deptaki o uspokojonym ruchu samochodowym, przyjazne dla pieszych i rowerzystów – red.]. Żałuję, że w Krakowie mniej ostatnio słychać np. o projekcie „Zielonej Krupniczej”. Bez zadbania o zieleń, miasta będą tracić mieszkańców i przestaną przyciągać nowych.

Niezwykle ważnym wyzwaniem jest też walka z chaosem przestrzennym – ten dyktowany przez deweloperów chaotyczny rozwój to największy mankament ostatnich 20 lat, który przełożył się na brak zieleni czy problemy komunikacji zbiorowej, której trudno jest obsługiwać coraz bardziej rozlewające się miasto. Przykład to północ Krakowa – dopiero teraz budowany jest szybki tramwaj na Górkę Narodową, choć północ to najbardziej rozbudowana część miasta w ostatnich latach.

Ograniczenie chaosu przestrzennego powinno być priorytetem dla władz, kluczowym utrudnieniem jest jednak brak wystarczających narzędzi, by walczyć o jakość przestrzeni miejskich. To nie jest tylko problem Krakowa, to strukturalny problem wszystkich polskich miast, niezależny od tego, czy w danym mieście rządzi ten czy inny prezydent.

A wyzwania dla województwa na dwie najbliższe dekady?

- Na pewno fundamentalną sprawą jest walka o czyste powietrze. W Krakowie przez całe dekady dusiliśmy się w smogu, dziś powietrze jest lepsze, a sam Kraków jest liderem, jeśli chodzi o walkę z zanieczyszczeniami powietrza. Małopolska to region turystyczny – jeśli nadal będzie się utrzymywać w tej smogowej aurze, ludzie przestaną przyjeżdżać na Podhale czy do innych miejsc.

Kolejnym wyzwaniem jest zadbanie o spójność regionu – mam tu na myśli punkt „Takie same szanse”. Chodzi o podnoszenie jakości życia w mniejszych miejscowościach, tworzenie dobrych połączeń kolejowych i autobusowych, ale też atrakcyjnych miejsc pracy. Gigantyczny rozwój dużych polskich miast w ostatnich dekadach odbywał się kosztem ich zaplecza regionalnego. Duże miasta, w tym Kraków, działały jak pompy ssące, wyciągając z regionu kapitał i najbardziej kreatywnych mieszkańców. To globalny trend, który w Polsce widać najlepiej na przykładzie Mazowsza: Warszawa jest jednym z najbogatszych miast w Europie, a Mazowsze – gdyby wyjąć z niego stolicę – jednym z najuboższych regionów w Unii Europejskiej. Potrzebny jest bardziej zrównoważony rozwój.

W Małopolsce widać też różnicę między miastem a regionem w poziomie otwartości i akceptacji różnych kultur i stylów życia. Kraków jest tolerancyjny, tymczasem radni Małopolski przyjęli uchwałę o „strefie wolnej od LGBT”...

- Dlatego punkt „Otwarta Małopolska” też jest niezwykle ważny. Jak mówiłem wcześniej, Polska stała się krajem imigracyjnym, musimy więc się otworzyć na inne kultury, bez tego trudno liczyć na rozwój.

Czy tak będzie w Małopolsce? Pomocne jest to, że jesteśmy jednym z najbardziej turystycznych regionów w Polsce - pod Tatry przyjeżdżają ludzie z różnych stron świata, m.in. wielu turystów ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, którzy są bardzo ciepło przyjmowani przez górali. Dzięki turystyce Małopolanie stają się bardziej otwarci, bo na swym terenie doświadczają w praktyce kontaktów wielokulturowych. One będą procentować i mieszkańcy południa Polski na pewno będą coraz bardziej tolerancyjni i otwarci, ważne jest, by politycy nie wykorzystywali do swych doraźnych celów i partyjnych gier fantomowych lęków przed cudzoziemcami czy „ideologią LGBT ”.

Turystyka to ważny atut i część gospodarki Małopolski, region straciłby wiele, gdyby zyskał etykietę bastionu ksenofobi i nietolerancji.

Wyzwania dla Małopolski:

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.