Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Magdalena Kursa: „2040 rok – to będzie czas autonomicznych samochodów, powszechnej sztucznej inteligencji, ale i czas innych niż obecnie problemów gospodarczych czy społecznych. To będzie też dekada niepokojów. Dla Krakowa trzeba więc szukać wyzwań nieoczywistych” – napisał pan na swym blogu w nawiązaniu do naszego plebiscytu Supermiasta i Superregiony. Co miał pan na myśli?

Bogusław Kośmider, zastępca prezydenta Krakowa: – Przyszłość Krakowa i innych miast będzie zależeć od umiejętności reagowania na zmieniający się świat. Mam przeczucie, bazujące na oglądzie obecnej sytuacji, że jednym z efektów pandemii będzie konieczność przyzwyczajenia się do życia w niepewności – nie jest tak, że pandemia przejdzie i wszystko wróci do pierwotnych kolein. Jakieś formy zagrożeń zdrowotnych będą wciąż wisieć nad nami, a z drugiej strony zmiany, które pandemia uruchomiła, będą nadal funkcjonować – chodzi m.in. o pracę zdalną, ale też o dalszy rozwój handlu elektronicznego, w którym zamówione towary dostarczane są nam do domu czy paczkomatu. Nie wiemy, kiedy wróci turystyka, ile powierzchni biurowej będzie potrzeba w mieście.

JAKI MOŻE BYĆ KRAKÓW W 2040 ROKU? JAK MOŻE ZMIENIĆ SIĘ MAŁOPOLSKA PRZEZ 20 LAT. ZAGŁOSUJ W PLEBISCYCIE!

Pandemia wytrąciła nas, krakowian, nas Polaków i w ogóle naszą cywilizację, z poczucia względnego spokoju. Problemy z ruchem turystycznym czy przemysłem spotkań to dopiero początki trudności, które nas czekają. Rozczarowania związane z utratą pracy czy utratą możliwości spowodują, że ludzie zaczną zastanawiać się, kto jest temu winny, przyjdą okresy niepokoju.

Jak te niepokoje przełożą się na Kraków i jakie działania w związku z tym musimy podjąć?

– Ważnym wyzwaniem Krakowa będzie znalezienie nowych motorów rozwoju gospodarczego miasta. Mam nadzieję, że ruch turystyczny w jakiś sposób się odtworzy, ale czy będzie taki jak przed pandemią? Śmiem wątpić! Część ludzi wstrzyma się z podróżami ze względów finansowych lub zdrowotnych, część ograniczy wyjazdy.

Niektórzy uważają, że jak tylko będzie można znów podróżować, turystyka wróci do rozmiarów sprzed pandemii albo jeszcze się wzmocni, bo ludzie będą złaknieni wyjazdów.

– Myślę, że mniej będzie niskobudżetowych turystów – bo jak ktoś dotąd miał mało pieniędzy, to po pandemii będzie ich mieć jeszcze mniej. Portowca z Edynburga może już nie być stać na piwo w Krakowie, jeśli będzie zarabiać o 20 proc. mniej. Musimy się więc przygotować na spadek liczby turystów. Czeka nas raczej rozwój turystyki targetowanej – tzn. jedni będą przyjeżdżać do nas, by zobaczyć np. forty, inni ze względu na kulturę. Wróci też turystyka kongresowo-konferencyjna, bo jednak nie wszystko da się ustalić i poznać zdalnie.

Turystów będzie mniej, czyli… niektórzy się ucieszą, że miasto nie będzie już „zadeptywane” przez tłumy przyjezdnych.

– Kraków przyjął w tym roku nową strategię turystyki, która uwzględnia potrzeby mieszkańców. Chodzi o to, by turystyka była zrównoważona. Wyzwaniem dla Krakowa będzie opracowanie nowych pomysłów na działania przemysłu turystycznego. Kiedyś atrakcyjny dla przyjezdnych były tylko Wawel i Rynek Główny, potem przyjezdni odkryli Kazimierz, później Nową Hutę, Podgórze, nawet Zabłocie. Doszły też nowe atrakcje, np. muzeum w podziemiach Rynku. Teraz potrzebujemy kolejnych narracji o Krakowie.

Musimy przy tym wszystkim pamiętać, że mniejsza liczba turystów zmieni gospodarkę miasta: mniej będzie miejsc pracy w turystyce, mniej restauracji, mniej lokali będzie wynajmowanych, mniej pieniędzy wpłynie też do budżetu miasta. Trzeba się zastanowić nad czymś innym, co zapełni tę lukę. Według mnie w Polsce i w Krakowie czeka nas po pandemii rewolucja w służbie zdrowia. Kraków może tę rewolucję zdrowotną wykorzystać – mamy znakomitych lekarzy, dobrze przygotowane szpitale, również rozwijające się prywatne jednostki. Liczba turystów się zmniejszy, ale za to ludzie będą bardziej dbać o zdrowie, wzrośnie więc rola turystyki medycznej.

Czyli zamiast intensyfikacji city break i weekendowych turystów będziemy mieć popandemiczną turystykę medyczną?

– Na pewno musimy wykorzystać olbrzymi potencjał medyczny Krakowa. Miałem okazję być w partnerskim dla Krakowa San Francisco, dokąd w celach medycznych przyjeżdżają ludzie z całego świata. Dowiedziałem się, że tam największym pracodawcą w mieście jest ich Uniwersytet Medyczny.

Przez pandemię wszyscy zaczęliśmy przykładać większą wagę do jakości opieki medycznej, ogromna liczba zgonów w Polsce z powodu COVID- 19 to efekt zaniedbań w naszej służbie zdrowia – po pandemii będziemy bardziej rozliczać władzę z jej jakości. W Europie jest wiele miast, których jedną ze specjalnością jest przemysł medyczny. Kraków też ma taki potencjał.

Ale największym kapitałem Krakowa zawsze byli i są jego mieszkańcy: dobrze wykształceni, kreatywni, szukający nowych, innowacyjnych rozwiązań. To dzięki nim Kraków przyciągał w przeszłości przyjezdnych, ludzi nowoczesnego biznesu, ludzi kultury, w ostatnich latach miliony turystów i branżę outsourcingową. Centra obsługi biznesu i technologiczne, które stały się europejską specjalizacją Krakowa, nadal będą jednym z motorów rozwoju miasta. Pandemia pokazała, jak ważne jest skrócenie łańcucha dostaw, to szansa na powstanie w mieście nowych centrów logistycznych, technologicznych czy też produkcyjnych.

Czyli w naszym plebiscycie za najważniejsze wyzwanie dla Krakowa wybrał pan pewno punkt: "uczelnie i biznes", uznając, że bez dobrze wykształconych absolwentów Kraków nie będzie ośrodkiem biznesowym, a bez tego nie będzie tu dobrych miejsc pracy, boomu mieszkaniowego itp.

– Rozwijanie ośrodka akademickiego i jego współpraca z biznesem to niezwykle ważne wyzwanie, ale ja akurat głosowałem na punkt „Metropolia Kraków”, czyli na Wielki Kraków, którego jednym z elementów będzie głębsza i partnerska współpraca z otaczającymi nas gminami. Ta współpraca nie ma polegać na połykaniu mniejszych gmin, ale na dogadywaniu się w ważnych sprawach. To zresztą ma już miejsce np. w kwestii walki ze smogiem. Mamy Zintegrowane Inwestycje Metropolitalne, jest Stowarzyszenie Metropolia Krakowska.

Wielki Kraków jest nieunikniony, za dwie dekady będziemy funkcjonowali w sposób bardziej zintegrowany. Kraków 2040 zatem to wielka aglomeracja połączona transportem szynowym: siecią tramwajową, być może koleją aglomeracyjną ze Skawiną i Klinami, Wieliczką, Krzeszowicami, Niepołomicami. Z pełną trzecią obwodnicą Krakowa, nowymi trasami wylotowymi i być może z premetrem. I z mniejszą liczbą samochodów wewnątrz miasta, tak jak to jest w całej Europie.

Czeka nas więc proces podobny jak przed ponad stu laty, gdy do Krakowa dołączyły podmiejskie wsie, m.in. Zwierzyniec i Zakrzówek? Granice Krakowa poszerzy się jeszcze np. o Zabierzów czy Zielonki?

– Moim zdaniem będzie raczej tak jak w przypadku większości metropolii europejskich, które nie wchłaniają sąsiadów, ale zawiązują z nimi dopuszczalne prawem porozumienia czy związki. Ktoś, kto mieszka np. w Niepołomicach, oczekuje, że jego miejscowość zachowa swą odrębność, ale on sam będzie mógł łatwo korzystać ze wszystkiego, co oferuje mu Kraków. Już idziemy w tym kierunku: mamy międzygminne autobusy, w przyszłości pojedzie może tramwaj do Skawiny czy Niepołomic. Współpraca powinna być partnerska, bardzo trzeba tego pilnować. Elementem tego może być w przyszłości rozwinięcie Karty Krakowskiej na mieszkańców całej metropolii.

W parlamencie ruszyły prace nad ustawą o Metropolii Krakowskiej. Wierzy pan, że obecny rząd zgodzi się na jej utworzenie, wzorem jedynej w Polsce Metropolii Górnośląsko-Zagłębiowskiej? Mielibyśmy z tego dodatkowo kilkaset milionów złotych na inwestycje z okolicznymi gminami, np. transportowe czy proklimatyczne.

– Dziś raczej nie pozwolą nam na utworzenie metropolii, bo PiS centralizuje co się da, ale potem będzie to nieuniknione, podobnie jak wzmocnienie powiatów – pandemia pokazała, jak ważne są szpitale powiatowe.

Na razie PiS myśli raczej o przejmowaniu szpitali...

– Gdy zrozumieją, jakie to skomplikowane i jak wiele niesie za sobą problemów, zwłaszcza w czasie, gdy obywatele zaczynają domagać się od rządzących jakościowej opieki zdrowotnej, wycofają się z tego. Generalnie decentralizacja to ogólnoświatowy trend, w Polsce też władze będą musiały dostosować się do tego.

A wracając do nieoczywistych wyzwań dla Krakowa, myślę, że bardzo ważne będzie uatrakcyjnienie mieszkania w Krakowie. Bo dla miasta wyzwaniem jest zatrzymywanie obecnych i ściąganie nowych mieszkańców, nie tylko tych najbardziej kreatywnych. Nie chodzi tylko o to, by zapewnić im nowe linie tramwajowe czy dostęp do terenów zielonych, ale też, by ludzie czuli się w Krakowie „u siebie”. Kraków musi być bezpieczny, wygodny, stwarzający możliwości rozwoju. Ważna będzie perspektywa lokalnych ojczyzn. Będziemy mieć Wielki Kraków, a w nim każdy swoją małą ojczyznę: ojczyznę na Polanie Żywieckiej, Borku czy na Prądniku. Tak jest na świecie, Kraków też będzie szedł w tę stronę, a samorząd będzie musiał stymulować te procesy identyfikowania się z lokalną społecznością. Czeka nas era dialogu, wzajemnego przekonywania się, rozmów, deliberacji.

Zaległości cywilizacyjne już w Krakowie nadrobiliśmy?

– Dziś jesteśmy w zupełnie innym miejscu niż dwie dekady temu – na początku wieku kluczowe dla Krakowa były inwestycje drogowe, transportowe, także ciepłownicze, wodociągowe czy kanalizacyjne. Formułując takie wyzwania dla miasta jako ówczesny radny, zdawałem sobie sprawę, że sam budżet Krakowa nie udźwignie ich kosztów. Na szczęście największe przedsięwzięcia zostały w dużym stopniu sfinansowane ze środków unijnych. Z kolei w 2010 roku wśród najważniejszych wyzwań dla Krakowa widziałem tzw. inwestycje metropolitalne, wzmacniające ponadregionalną rolę Krakowa. Z czasem powstały w mieście centrum kongresowe czy hala widowiskowo-sportowa, a także kolejne inwestycje transportowe, np. tramwaj na Ruczaj czy na Nowy Płaszów.

W przeszłości spierałem się z wieloma osobami na temat roli centrów outsourcingowych – tym, którzy uważali, że to tylko „klepanie” faktur, pokazywałem perspektywę rozwoju i specjalizacji tych ośrodków. Nie myliłem się. Najpierw do Krakowa zawitała Motorola, potem Delphi, a dziś bardzo wielu światowych graczy lokuje w mieście swe ośrodki naukowo-techniczne. To były zadania na poprzednie dwie dekady, które udało nam się zrealizować.

A metro, premetro czy inny rodzaj podziemnej komunikacji zbiorowej, by Kraków nie utonął w korkach? Doczekamy się kiedyś?

– Zdecydują o tym specjaliści, ale jak widać mieszkańcy też w tej sprawie mają swoje zdanie. Klasyczne metro być może nie, ale premetro czyli transport szynowy, która wjeżdża pod ziemię w śródmieściu, a potem wyjeżdża na powierzchnię poza centrum, prędzej czy później w Krakowie pewnie powstanie. Mam nadzieję, że przejedziemy się tym za naszego życia. Jeżeli decyzja specjalistów będzie pozytywna, to budowa powinna się zacząć w przyszłej kadencji, a gotowa powinna być w perspektywie kilkunastu lat. To oczywiście bardzo kosztowne i trudne przedsięwzięcie, zwłaszcza w Krakowie, głównie ze względu na zabytkowe centrum, ale i przyzwyczajenia mieszkańców. Musimy się liczyć z tym, że gdy premetro powstanie, trzeba będzie zmienić strukturę transportu w Krakowie, tak by autobusy dojeżdżały do premetra, a nie jeździły z jednego końca miasta na drugi. Krakusi też będą musieli w takiej sytuacji zmienić swe przyzwyczajenia, a niektórzy są konserwatywni (ja także) – jak ktoś przez lata jeździ „ósemką” z Bronowic do Borku Fałęckiego, to trudno go przekonać do zmiany trasy i środka transportu.

Oczywiście inwestycje transportowe czy działania proklimatyczne wciąż są i będą nadal dla nas ważne, ale jeśli mówimy o wyzwaniach do 2040 roku, to trzeba szukać nieoczywistych wyzwań. Kraków musi być np. miastem innowacyjnym, które do tej innowacyjności jest w stanie swych mieszkańców przekonać.

Co konkretnie ma pan na myśli?

– Chodzi o tzw. samorządową innowacyjność – w przeszłości byliśmy w Polsce liderem emisji obligacji komunalnych czy połączenia samorządowych spółek w jeden holding komunalny. Ostatnio samorządowcy z Łodzi postanowili przejąć nasze rozwiązania dotyczące Karty Krakowskiej, a holding przez lata był symbolem innowacyjności samorządowego Krakowa.

Wyobrażam sobie, że w przyszłości pomyślimy o emisji obligacji dla mieszkańców, w Polsce nikt tego dotąd nie zrobił, ale za kilka lat może to być możliwe. Takie rozwiązanie byłoby dla mieszkańców bardzo motywujące, dawało możliwość zupełnie innej relacji z miastem. Innowacji może być więcej – w magistracie przygotowujemy Centrum Kontaktu, czyli system call centerowy i internetowy pozwalający na szybki kontakt z miastem, np. na zgłaszanie interwencji, informowanie, obsługę, konsultacje. Takich przykładów łączenia technologii z potrzebami społecznymi jest bardzo dużo. A innowacyjność zawsze przyciąga innowacyjność.

A wyzwania dla Małopolski ? Na razie w naszym plebiscycie wojewódzkim najwięcej głosów padło na walkę ze smogiem.

– Walka ze smogiem i wyrównywanie szans między dużymi a małymi miastami to naturalne wyzwania dla Małopolski. Ja dodałbym do tego hasło, że Małopolska powinna być polską Bawarią.

Słyszę to hasło niemal w każdej kampanii wyborczej...

– Ja to usłyszałem po raz pierwszy od Jarosława Gowina, gdy jeszcze w PO przychodził na spotkania mojego koła. Mówił, że Małopolska powinna być jak Bawaria, a Kraków jak Monachium.

Podzielam ten pogląd, bo Bawaria to miejsce, w którym tradycja wiąże się bardzo z nowoczesnością. Są tam wielkie firmy informatyczne, ale też tradycyjna społeczność, która kultywuje stare zwyczaje. Powinniśmy zadbać o atrakcyjność małopolskich średnich i małych miast do zamieszkania i do inwestowania. Na tę atrakcyjność składają się takie parametry jak dobry transport, czyste powietrze, dostęp do jakościowej kultury, edukacji czy służby zdrowia. Tarnów, Nowy Sącz, Trzebinia, Olkusz nie powinny być tylko sypialniami, ale też miejscami, które będą interesujące dla małych, średnich i nawet dużych firm ze względu na obecną w tych miastach lokalną klasę kreatywną i wykształconych ludzi. Mamy to już w dużych miastach i powoli tworzy się w mniejszych.

Ważnym wyzwaniem dla regionu będzie też jego decentralizacja. Niektóre instytucje regionalne czy wydziały urzędu wojewódzkiego czy marszałkowskiego mogłyby być zlokalizowane na dużą skalę poza Krakowem, np. w Tarnowie, Nowym Sączu, Suchej Beskidzkiej, Proszowicach czy w Chrzanowie. Byłaby to szansa dla tych miast, ale też dla całego regionu. Przy coraz większej popularności pracy zdalnej oraz przy sprawnej komunikacji taka decentralizacja nie wydaje się być niemożliwa.

Mówię to wszystko z zastrzeżeniem, że dziś trudno jest cokolwiek przewidywać, niewiadomych jest wiele, ale mimo tego musimy się już dziś przygotowywać na wyzwania przyszłości, by one nas nie zaskoczyły. A wyzwania często są nieoczywiste, tak jak to bywało w przeszłości. I zawsze umieliśmy w Krakowie te wyzwania prawidłowo rozpoznać, do tych wyzwań się przygotować i je do rozwoju Krakowa wykorzystać. I tak będzie w przyszłości.

OTO WYZWANIA DLA KRAKOWA - KTÓRE WYBIERASZ?

OTO WYZWANIA DLA MAŁOPOLSKI - KTÓRE WYBIERASZ?

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.