Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pierwszą wiadomość dostali od niego po 10 dniach. Przybliżają list do kamery, trzymają go w obu rękach. Delikatnie, żeby nie poniszczyć. Rozmawiamy na Zoomie, Tamara siada przed komputerem tylko na moment. Zakłada okulary, zaczyna: "Mamo... mamo i tato". Zasłania usta, odchodzi od stołu. List zaczyna czytać Andriej, kończy - siostra Margerita.

Chłopak dziękuje za dostarczone jedzenie i ubranie na zmianę. Pisze, że strażnicy nie traktują go źle. Przypomina, że kocha, że trzeba całe to nieporozumienie wyjaśnić. No i żeby koniecznie pozdrowili jego Izabellę, dziewczynę z Polski.

"Belarusian life matters"

Artsem Sauchuk został zatrzymany przez białoruską milicję 17 sierpnia, tydzień po tym, kiedy przyjechał do Mińska. Po półrocznym areszcie sąd w lutym skazał go na cztery lata kolonii karnej. Powód: organizacja zamieszek i rażące naruszenie porządku publicznego.

Iza: - Dostaliśmy zaproszenie na wesele przyjaciela Artsema, chodzili do jednej klasy. Umówiliśmy się, że pojedzie około 2 tygodni wcześniej i odwiedzi rodziców, a ja dojadę siedem dni później. Pokaże mi miasto, a po weselu wrócimy do Polski. Ostatecznie na ślub nie dotarliśmy. Artsem był już za kratkami, ja zostałam w Krakowie. Chwilę wcześniej, przed wyjazdem Artsema, świętowaliśmy jego trzydziestkę.

Andriej: - Syn przyjechał do domu 8 sierpnia, dzień przed wyborami. Razem poszliśmy wszyscy do pobliskiej szkoły, żeby tam oddać głos. Kiedy okazało się, że Łukaszenka znów sfałszował wybory, w ludziach coś pękło. Zaczęli masowo wychodzić na ulicę. Nasz Artsem pojechał autem, ale nawet nie wrócił nim do domu, bo całe miasto zablokowała milicja. Następnego dnia znowu siadał za kierownicę, jeździł po mieście i trąbił.

Protest solidarnościowy z Artsemem Sauchukiem w BiałorusiProtest solidarnościowy z Artsemem Sauchukiem w Białorusi archiwum rodzininne

Według oficjalnych wyników ogłoszonych przez białoruski rząd Aleksander Łukaszenka zdobył ponad 80 proc. głosów poparcia. Do Mińska zjeżdżali się ludzie z całego kraju, masowo protestując przeciwko podanym wynikom. Białorusini tłumnie protestowali w Grodnie, Brześciu, Mohylewie i dziesiątkach innych miast, marząc o wolnym, demokratycznym kraju. W odpowiedzi na liczne demonstracje białoruskie resorty siłowe taranowały tłum samochodami, strzelali. Zaaresztowano kilka tysięcy ludzi, po pierwszych trzech dniach strajków życie straciły dwie osoby.

Tamara: - Poszła plotka, że 17 sierpnia będą wypuszczać ludzi z Okrestiny, gdzie najstraszliwiej torturowano. Ci ludzie wychodzili stamtąd i nie mieli nic. Ani jedzenia, ani telefonu, ani rubli, żeby bilet do domu kupić. Pod więzieniem pojawiali się więc dobrzy ludzie, którzy pomagali im wrócić. Nasz Artsem też pojechał pomagać. Wtedy widzieliśmy go po raz ostatni.

"Ludzie wolni są braćmi"

- Nagle przestał odpisywać na SMS-y. Nie odbierał telefonów. Jakby zapadł się pod ziemię - opisuje ten dzień Iza.

Rodzina próbuje rekonstruować przebieg wydarzeń. Ustalili, że Artsem razem z przyjacielem i imiennikiem, Artiomem Khvashevskym, jechali do Okrestiny. W pobliżu mińskiej operetki mieli zobaczyć auto na włączonych światłach awaryjnych. Podjechali sprawdzić, co się stało. Wtedy obok nich pojawił się patrol mińskiej drogówki - uwagę funkcjonariuszy zwróciła polska tablica rejestracyjna. Mężczyźni z miejsca mieli usłyszeć, że to Unia Europejska podburza Białorusinów do walki. I że przyjechali, żeby skłócić ludzi. Zabrano ich na komisariat. Najpierw osadzili go w Okrestinie, po dwóch tygodniach przewieźli do "Wołodarka". Teraz Artsem przebywa w więzieniu w Żodzinie pod Mińskiem.

Z danych nieuznanego przez białoruskie władze Centrum Ochrony Praw Człowieka "Wiesna": Sąd uznał, że Artsem uczestniczył w starciach z milicją tydzień wcześniej, 10 sierpnia; że rzucał petardami i blokował ruch, popychając na jezdnię wózki spod supermarketu. Na dowód sądowi posłużyło nagranie z kamery przemysłowej, na której widać Artioma pchającego wózek po chodniku, pod górkę. I selfie z protestu znalezione w telefonie kolegi.

- Oskarżono go o zakłócanie porządku publicznego i blokowanie ruchu. Zeznania Artsema i jego przyjaciół są jednak zgodne. Mówią, że 10 sierpnia wracali do domu, a ponieważ ruch był zablokowany, zaparkowali na jednej z ulic i dalej szli pieszo. 17 sierpnia zatrzymał ich patrol drogówki, funkcjonariusze przeszukali samochód, ale niczego nielegalnego nie znaleźli - mówi Natalia Satsunkevich z "Wiesny". I dodaje: - Stawiane Artsemowi zarzuty są motywowane politycznie, dlatego domagamy się jego natychmiastowego zwolnienia.

"Przestępca nie może być prezydentem"

Iza pokazuje cztery kartki, które wysłał jej Artsem: na Dzień Kobiet, z zaśnieżonymi choinkami, z różowym misiem i z górami. - Przez pierwsze dwa miesiące kontaktowałam się z nim tylko przez prawnika. Potem już było łatwiej, odkryłam stronę, przez którą mogę do niego wysyłać listy i pocztówki - opowiada Izabella. - Pomagają też organizacje charytatywne. Artsem otrzymuje listy od nieznanych mu ludzi. To miłe, że ktoś pisze do niego i do innych więźniów politycznych, dodaje siły.

Pytamy, co Artsem pisze w listach, co napisał jej ostatnio. Izabella milknie. - Artsem śmieje się, że przez tych siedem miesięcy w areszcie przeczytał więcej książek niż w całym swoim życiu. Ojciec jeszcze jesienią mu przekazał podręczniki do programowania, a teraz staramy się, żeby mógł uczestniczyć w jakichś kursach albo zajęciach. Żeby głowę zajął, był na bieżąco.

Artsem Sauchukl wyjechał z Białorusi do Polski 10 lat temu, tuż po wyborach prezydenckich również "wygranych" przez Łukaszenkę. Andrzej Poczobut, polsko-białoruski dziennikarz i współpracownik "Wyborczej" (zaaresztowany 25 marca, przebywa w "Wołodarce") pisał o tamtych zamieszkach: "Brutalne rozpędzenie i areszt dla ponad 800 uczestników protestów wystarczyło, by kraj pogrążył się w apatii i strachu". Jednym z owych 800 zaaresztowanych wtedy Białorusinów był młody Artsem. Po 12 dniach wypuszczono go na wolność, ale został relegowany z Białoruskiego Narodowego Uniwersytetu Technicznego. Młody chłopak zakwalifikował się do programu im. Konstantego Kalinowskiego, który ułatwia niemogącym studiować na Białorusi ze względów politycznych dokończenie nauki w Polsce. Przyjechał do Krakowa, rodziców odwiedzał regularnie, raz, dwa razy w roku.

"Mury runą"

W zeszłym roku Artsem skończył informatykę na Akademii Górniczo-Hutniczej, wcześniej studiował na Politechnice Krakowskiej. W ramach pracy inżynierskiej przygotował aplikację dla jednej z kawiarni. - Mówił dobrze po polsku, ale pamiętam, że zapytałem go, czy na pewno chce pisać pracę w naszym języku, bo błędów językowych nie będę mu poprawiał. Zapewnił, że sobie poradzi, a w razie czego pomoże mu jego dziewczyna, Polka. I rzeczywiście sobie poradził - uśmiecha się promotor pracy Artsema dr Krzysztof Kluza z AGH.

Według promotora, studentem może nie był wybitnym, ale znał się na rzeczy i na drugi stopień tych wymagających studiów z pewnością by się dostał. - Ale nie wiem, czy chciał kontynuować naukę. Podobno miał już pracę i dobrze mu szło - zastrzega.

"Dobrze" to mało powiedziane. W krakowskiej firmie Autenti, gdzie Artsem pracował jako programista, wspominają go jako człowieka, który poradzi sobie z każdym zadaniem.

- Kiedy ukradli mu z mieszkania służbowego laptopa, udało mu się namierzyć sprawcę, zawiadomić policję i sprzęt odzyskać. Tak było zawsze, jak się za coś wziął, coś sobie postanowił, to się działo. I to na megapoziomie - mówi szef Autenti Grzegorz Wójcik. - To jeden z naszych najlepszych deweloperów, zawsze z uśmiechem i zaangażowaniem brał się za nawet najbardziej skomplikowane projekty, także te badawczo-rozwojowe. W dodatku to fantastyczny człowiek, dusza towarzystwa, wszyscy w firmie go uwielbiają. W tym większym szoku jesteśmy, że Artsem po prostu wyjechał na urlop i nie wrócił.

Artsem SauchukArtsem Sauchuk archiwum rodzinne

W firmie o sytuacji Artsema dowiedzieli się od jego znajomych. - To nie jest chłopak, który szuka kłopotów, nigdy nie widzieliśmy, żeby był jakoś zaangażowany politycznie, w zasadzie w ogóle się na takie tematy nie wypowiadał. Nawet kiedy na Białorusi wydarzenia były coraz bardziej niepokojące - podkreśla Wójcik. - Próbowaliśmy mu pomóc, ale niewiele możemy. Po prostu czekamy, jego stanowisko pracy też.

"Free Belarus"

30 kwietnia ma odbyć się rozprawa odwoławcza Artsema. Pytamy rodziców, jakie nadzieje wiążą z apelacją. - Gdyby w Białorusi działało prawo, to bylibyśmy pewni, że ten horror się skończy i nasz Artsem wróci do domu. A tak? To sprawa polityczna, wyrok wydany pod z góry ułożoną tezę - mówi Andriej. Matka chłopaka dodaje: - Bóg nie bierze wolnego. Ja wierzę, że każdy zostanie osądzony za swoje uczynki. I jeszcze będą w piekle gotować się ci, którzy naszym synom zgotowali piekło na ziemi.

W "Wiesnie" nastroje nie są optymistyczne. - Artsem komunikuje się z prawnikiem, ma dostęp do pomocy prawnej, ale także prawnicy są teraz na Białorusi pod ogromną presją. Uniewinnienia w sądach praktycznie się nie zdarzają - nie ukrywa Satsunkevich. - Także w tym przypadku, niestety, szanse są małe.

Z danych "Wiesny" wynika, że pod koniec marca na Białorusi było 322 więźniów politycznych, przynajmniej 1000 osób mierzy się z zarzutami i jest ściganych z powodów politycznych. Ta liczba wciąż rośnie, białoruskie sądy praktycznie każdego dnia wydają wyroki skazujące za rzekomy udział w zamieszkach lub zakłócanie porządku publicznego. - Rośnie też liczba oskarżanych o obrazę rządu i funkcjonariuszy publicznych, wiele osób zostało osadzonych w więzieniach za złamanie art. 364 białoruskiego kodeksu karnego, a więc napaść lub groźby wobec policjantów - mówi Satsunkevich, który nie ma wątpliwości, że choć zwykły człowiek w zderzeniu z machiną reżimu nie może wiele zdziałać, liczy się każdy gest.

- Piszmy listy, wysyłajmy pocztówki, takie wsparcie jest dla więźniów politycznych niezwykle ważne, pokazuje, że ich los nie jest ludziom obojętny. I ziarnko do ziarnka zwiększa presję na rządzących, także tę międzynarodową - podkreśla. - Walczymy o demokrację, o nasz kraj, dla nas każdy wyraz solidarności znaczy wiele.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.