Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

IWONA HAJNOSZ: Epidemia koronawirusa na naszych oczach zmieniła znany nam świat. Poznaliśmy, co to dystans społeczny, izolacja, pandemia… Ten czas zmienił też medycynę, zaczęliśmy częściej korzystać z telewizyt i teleporad u lekarzy. Wybraliśmy wirtualną przestrzeń ze strachu przed realną…

PAWEŁ KAŹMIERCZAK: Rzeczywiście, epidemia stała się czynnikiem spustowym do gwałtownego przekonania się pacjentów do usług telemedycznych. W przypadku naszej firmy zachęcenie pacjentów do korzystania z usług świadczonych zdalnie nastąpiło w kilku etapach. Pierwszy strumień pacjentów to chorzy, którzy ze względu na zawieszenie przyjęć planowych zostali przekierowani na telekonsultacje kardiologiczne. Były to osoby, które nie wymagały natychmiastowej pomocy. W ich przypadku uznaliśmy, że wystarczy kontakt ze specjalistą na odległość.

Ponadto na taki rodzaj pomocy medycznej nalegali sami pacjenci, którzy w obliczu informacji o przebiegu pandemii po prostu bali się kontaktu fizycznego z lekarzem i omijali placówki medyczne. Do tego stopnia, że w ostatnich tygodniach o blisko 40 proc. zmniejszyła się u nas liczba pacjentów z zawałem serca. Potwierdzają to też światowe statystyki. Bardzo niepokoi nas ten drastyczny spadek hospitalizacji, bo zawał serca to stan zagrożenia życia, a gdy chory nie trafi na czas do placówki medycznej, grozi to poważnymi powikłaniami.

Jak wytłumaczyć ten fakt, bo teza, że podczas pandemii ludzie nie dostają zawałów, jest pewnie fałszywa? Poza tym te dane są zatrważające…

– Doszliśmy do takiej sytuacji, że nawet czując ból w klatce piersiowej, tak boimy się kontaktu z systemem ratownictwa medycznego, że zawały przechodzimy w domu i umieramy poza systemem opieki kardiologicznej. Na szpitalne oddziały trafiają osoby tylko w bardzo ciężkich stanach, choć i w tej grupie spadek przyjęć jest widoczny. A w przypadku lżej przebiegających zawałów, jak już wspomniałem, liczba hospitalizacji spadła o 40 proc.!

Czy to oznacza, że gdy strach przed wirusem trochę opadnie, do placówek medycznych trafią chorzy w dużo gorszym stanie, już z powikłaniami kardiologicznymi?

– To zjawisko opisują lekarze na całym świecie i nie dotyczy ono tylko kardiologii, ale też innych specjalności medycznych. W przypadku naszej spodziewamy się pacjentów z cięższym przebiegiem choroby, z następstwami pod postacią niewydolności serca i całego układu krążenia. Odległe efekty pandemii będą katastrofalne, jeśli na powrót nie przekonamy chorych, żeby przestali się bać kontaktu z lekarzem. Teraz nadchodzi czas na prace nad zniesieniem bariery strachu. Trzeba mieć świadomość, że wideokonsultacje mają swoje ograniczenia, zwłaszcza w zakresie badań. Tutaj kontakt jest bezwzględnie konieczny.

Część specjalistów jest zdania, że chorzy, zwłaszcza ta młodsza część populacji, niechętnie wrócą do kolejek przed gabinetem, a urządzenia, które rejestrują parametry życiowe – temperaturę, tętno czy ciśnienie – i te dane transmitują do lekarzy, to będzie nowy standard opieki. Dostęp do technologii stał się tak powszechny i łatwy, że z telemedycyny korzystają dziś lekarze niemal wszystkich specjalności.

PAWEŁ KAŹMIERCZAKPAWEŁ KAŹMIERCZAK Radoslaw Kazmierczak

– Z telemedycyny w takim rozumieniu kardiologia rzeczywiście korzysta już od dawna. W naszych oddziałach oferujemy np. Tele-EKG, czyli możliwość podłączenia holtera zdarzeniowego. Standardowo badanie holterowskie możemy prowadzić przez 24 godziny czy nawet długoterminowo – na 30 dni. W Tele-EKG stosujemy urządzenia, które pozwalają zdalnie monitorować pracę serca, do tego w czasie rzeczywistym. Transmisja danych do naszego centrum diagnostycznego odbywa się z użyciem zwykłego telefonu komórkowego. Nasi specjaliści zbierają wywiad i decydują, jakiej pomocy wymaga pacjent. Czy jego stan stał się na tyle poważny, że od razu trzeba wzywać karetkę pogotowia ratunkowego i wieźć go do najbliższej placówki przypisanej przez system ratownictwa, czy jest dość czasu, by dowieźć go do naszej. Z reguły ci chorzy trafiają do nas.

Jeszcze przed pandemią wizyta u kardiologa oznaczała z reguły długie tygodnie czekania w kolejce. A gdy chory już usiadł przed lekarzem, to okazywało się, że trzy czwarte czasu podczas takiej wizyty pochłaniają rozmowy o objawach i proste badania. Jak oszczędzić chorym drogi do gabinetów i czekania w kolejkach, a specjalistom czasu?

– To już się dzieje. W stałym zdalnym monitoringu mamy np. pacjentów z wszczepionymi kardiowerterami-defibrylatorami. To urządzenia, które wyłapują groźne zaburzenia rytmu serca. Na odległość mamy kontrolę np. nad tym, jaki jest stopień naładowania baterii, jaka jest liczba zdarzeń zaburzenia rytmu serca, i nad sposobami jego korekcji. Wiemy, ile wyładowań wystąpiło w danym dniu, a ile w nocy. U nas do tego systemu są wpięte dziesiątki pacjentów. To właśnie technologia pozwala nam nadzorować i korygować proces leczenia, a gdy wyniki tego wymagają, wybrać inną ścieżkę terapeutyczną.

W przypadku chorób serca rehabilitacja po zabiegu jest tak samo ważna jak sama operacja. Tymczasem pandemia na wiele tygodni pozamykała gabinety fizjoterapeutów. Jaki to ma wpływ na stan waszych pacjentów?

– Na szczęście żaden. Wprowadziliśmy rehabilitację zdalną. To znaczy wyposażyliśmy naszych pacjentów w rowerki treningowe, na których mogą ćwiczyć w domu. Oczywiście pod nadzorem naszych specjalistów, którzy kontrują EKG podczas wysiłku, dobierają obciążenia treningowe i są z nimi w stałym kontakcie telefonicznym. Zaletą takiej metody działania jest też to, że jest to świadczenie refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Ostatnie miesiące to przełom pod każdym względem. Z jednej strony wszyscy odczuwamy wdzięczność dla lekarzy za ich nieustępliwą walkę o życie chorych z COVID-19, z drugiej zaś boimy się kontaktu z nimi jak nigdy wcześniej. Jak pogodzić te rozbieżności?

– Żyjemy w czasach przełomu w myśleniu. Chorzy, chcąc zwiększyć swoje bezpieczeństwo, odsuwają się od systemu ochrony zdrowia, ale paradoksalnie wcale sobie tym nie pomagają. Dramatycznie rośnie ryzyko powikłań nieleczonych chorób serca, w tym zawałów. Ważne jest, żeby w końcu przełamać strach i zrozumieć, że zostać w domu z zawałem to większe ryzyko niż wirus.

Zawał serca - objawy

Typowym objawem zawału serca jest ból, który występuje nagle. Jego intensywność może spowodować wybudzenie ze snu. Zazwyczaj jest to ból za mostkiem, rozlany, piekący, może promieniować do ręki, żuchwy. Mogą się pojawić nudności, wymioty. Niektórzy pacjenci uskarżają się na ból brzucha. Charakterystyczne w przypadku zawału serca jest to, że ból zazwyczaj jest o stałym nasileniu, które może łagodnie ustępować, ale trwa cały czas. Gdy pacjent jest pewny, że to ból zawałowy, nie powinien zwlekać z wezwaniem karetki, bo każda minuta ma znaczenie. Ale możliwy jest cały wachlarz innych dolegliwości. Poza tym występują też tzw. nieme zawały, dość charakterystyczne dla osób np. z cukrzycą.

Grupa American Heart of Poland

To największa sieć oddziałów szpitalnych wyspecjalizowanych w leczeniu układu sercowo-naczyniowego, która powstała blisko 20 lat temu z inicjatywy lekarzy z Polski i Stanów Zjednoczonych. W jej skład wchodzi sieć Polsko-Amerykańskich Klinik Serca (PAKS) – ponad 20 oddziałów kardiologii interwencyjnej, kardiochirurgii i chirurgii naczyniowej na terenie Polski. W sieci oddziałów szpitalnych PAKS leczeni są pacjenci z różnymi postaciami ostrego zespołu wieńcowego (w tym z ostrym zawałem serca), miażdżycą naczyń obwodowych, zaburzeniami rytmu i przewodzenia, niewydolnością krążenia i wadami serca. Placówki współpracują z systemem opieki ratunkowej szpitali wojewódzkich i powiatowych, uzupełniając sieć ratownictwa medycznego. Pracuje w nich ponad 300 wybitnych kardiologów, kardiochirurgów i chirurgów naczyniowych.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.