Największym bogactwem miasta są jego stali mieszkańcy. Ich trzeba teraz wzmacniać szczególnie mocno - mówi aktorka Alina Kamińska w rozmowie na temat ostatnich 30 lat w Krakowie. Jej zdaniem największym sukcesem tego okresu jest powstanie społeczeństwa obywatelskiego.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

 Magdalena Kursa: Jak Kraków zmienił się w ostatnich 30 latach ?  

Alina Kamińska, aktorka, radna Dzielnicy I: - Mieszkam w Krakowie, na Kazimierzu od ponad 30 lat, więc mogę powiedzieć, że miasto zmieniało się na moich oczach. Łatwo dostrzec pozytywne zewnętrzne zmiany jak np. coraz więcej zadbanych kamienic, ulic, coraz więcej parków, skwerów. Znacznie lepiej funkcjonuje komunikacja zbiorowa. Ale dla mnie najważniejszym sukcesem tego okresu jest powstanie ogromnej liczby stowarzyszeń, fundacji, organizacji pozarządowych. To świadczy o tym, że wśród mieszkańców wzrosła świadomość możliwości współdecydowania, ale też współodpowiedzialności za miasto. Sama jestem prezesem stowarzyszenia i cieszę się, że miasto oferuje różnego rodzaju granty, konkursy. Bardzo ważny jest też Budżet Obywatelski.

Jest Pani artystką, więc spytam też o kulturę w ostatnich dekadach

- Bardzo cenię to, co w mieście robi obecnie Robert Piaskowski,  zrozumienie, że kultura jest również dobrem gospodarczym i również z tego powodu powinno się ją wspierać. Mamy w Krakowie wspaniałe festiwale, brakuje mi jednak wystaw i wydarzeń o światowym zasięgu np. na wystawę prac Fridy Kahlo jeździliśmy do Budapesztu. Chciałabym wystaw tej rangi w Krakowie - jedna z Dama z Gronostajem nie załatwi wszystkiego. Jako przewodnicząca Komisji Kultury i Dziedzictwa Kulturowego Dzielnicy I otrzymuję pytania, co teraz będzie ze światem sztuki. Mówię: poczekajmy, działalność gospodarcza musi się podźwignąć, miasto ma też program wsparcia dla kultury. Ten trudny czas trzeba wykorzystać na przemyślenie strategii Krakowa - gospodarowanie miastem nie może opierać się w tak dużym stopniu na biznesie turystycznym. Obecnie widać to szczególnie wyraźnie.Wciąż ktoś mówi teraz o ciemnych oknach na Starym Mieście,a ja sama  obserwuję to również na Kazimierzu. Największym bogactwem miasta są przecież jego stali mieszkańcy.I ich właśnie trzeba wzmacniać szczególnie mocno. Teraz ich doskonale zdany egzamin solidarności społecznej wszyscy widzimy,a szczególnie personel medyczny krakowskich placówek służby zdrowia.

Jak Kazimierz wygląda teraz i jak może się zmienić po  pandemii?

- Nigdy wcześniej nie słyszałam takiej ciszy. Można przespać bez problemu całą noc. Mogę nawet usłyszeć, gdy w kamienicy po przeciwnej stronie ulicy ktoś śpiewa. Zastanawiam się, czy jak to wszystko się skończy, znów zaleje nas fala ludzi szukających rozrywki czy też znajdzie się miejsce dla dziecięcych wózków i ławek, na których będzie można posiedzieć i porozmawiać. Jeśli chodzi o turystów – chętnie ich będziemy przyjmować, ale władze i branża turystyczna muszą pamiętać, że turyści są gośćmi a krakowianie gospodarzami, którzy mają prawo współdecydować, jak ma wyglądać życie w ich dzielnicach. Pelargonie w oknach są dla mnie zawsze znakiem, że ludziom dobrze się w danym miejscu mieszka i że dobrze czują się z sąsiadami – mam nadzieję, że będzie ich jak najwięcej.

Ta miejska aktywność i solidarność, o której Pani mówi, zostanie przez pandemię wzmocniona czy raczej powszechne problemy i bankructwa osłabią ją?

- Z jednej strony przez pandemię jesteśmy zatomizowani, oddaleni od siebie. Z drugiej, to właśnie obecna sytuacja zrodziła w ludziach ogromne pokłady empatii, chęci pomocy. Sama od miesiąca robię, co mogę, by pomagać szpitalom. Szyjemy maseczki, kombinezony, fartuchy. Kupiliśmy jako Stowarzyszenie Przyjaciół Szpitala Specjalistycznego im.S.Żeromskiego trzy tysiące metrów materiału hydrofobowego w hurtowni ogrodniczej, który spełnia parametry medyczne, dokupiliśmy rzepy, zamki wodoodporne, gumki. Wczoraj wysłaliśmy lekarzom pierwszą partię 60 fartuchów ochronnych i kilkanaście kombinezonów. Planujemy z Teatrem Bagatela i Teatrem w Krakowie, gdzie są szyte, dostarczyć ich ponad 2,5 tysiąca. Właśnie dostałam dziś zdjęcia lekarzy ubranych w nie. Jestem szczęśliwa, że mogłam chociaż tak pomóc.

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ

Supermiasta. Co nam się udało?

W tym roku mija 30 lat od pierwszych w historii III RP wyborów do rad gmin. Gdy spojrzymy na szare zdjęcia naszych miast z 1990 r., zobaczymy, jak gigantyczną drogę w tym czasie pokonaliśmy. Utworzenie samorządów, wzmocnionych następnie reformą z 1999 r., to jeden z największych sukcesów odnowionej Polski.

Z okazji tej niezwykle ważnej rocznicy zapraszamy Was do udziału w plebiscycie Supermiasta. Razem z Wami chcemy zastanowić się, co nam się najlepiej w ciągu tych 30 lat udało. Co jest największym sukcesem, z czego jesteśmy najbardziej dumni?

Naszą akcję podzieliśmy na kilka etapów. Najpierw prosiliśmy Was o nadsyłanie propozycji: jakie wydarzenie, inwestycja, zjawisko jest największym sukcesem miasta w ciągu ostatnich 30 lat. Spośród zgłoszonych propozycji redakcyjne jury wybrało dziewięć. Rozpoczęliśmy internetowe głosowanie, w którym wybierzecie największy sukces 30-lecia w Krakowie.

Głosowanie potrwa do 30 kwietnia, wyniki podamy 8 maja. 16 czerwca odbędzie się uroczysta gala plebiscytu Supermiasta w redakcji „Gazety Wyborczej” w Warszawie. Trzy z nich otrzymają Grand Prix przyznane przez jury ekspertów z redakcji lokalnych.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Tak największym bogactwem są zawsze rdzenni mieszkańcy. To dla atmosfery przez nich, przez pokolenia w mieście, stworzonej przyjeżdzają turyści i migrują ludzie z innych regionów kraju. Wysiedlenie ich ze Starego Miasta spowodowało, ze w tej chwili jest ono pustym muzeum figur wioskowych. W ramach ekspiacji władze, branża gastronomiczna. Powinny wzorem Sieny wprowadzi preferencje dla rdzennych mieszkańców: gwarancje miejsca parkingowego (zielone krawężniki lub tak jak w Szwajcarii koperty z nr rejestracyjnym pojazdu) karty zniżkowe, albo po prostu zniżki dla zameldowanych i płacących podatki za okazaniem dowodu. I to nie 10%. We Włoszech, w sezonie turystycznym lokales płaci 50% mniej. Bo to on finansuje swoją stałą wizytą w kawiarni czynsz w styczniu czy lutym. Powtarzam te oczywistości od lat. Ale to grochem o ścianę, bo większość władz miasta i gastronomii to ludzie urodzeni poza Krakowem i ich myślenie na temat dziedzictwa sprowadza się do maksymalizacji zysku tu i teraz. Stąd pusty skansen.
    @Yokokasta

    Siena ma niecałe 54 000 mieszkańców i 118 km. kw. powierzchni - czyli jest to miasto o wielkości Legionowa (54 000 mieszkańców 135 km. kw). W samej dzielnicy Stare Miasto mieszka ponad 30 000 osób na 5 km. kw. Także rozwiązania ze Sieny można wdrożyć w Legionowie albo w Zgierzu - to już jednak 56 000 mieszkańców i 423 km. kw.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @llillith
    I jeszcze: Sienę zwiedza rocznie mniej niż 200 000 osób, Kraków ponad 14 mln...
    już oceniałe(a)ś
    0
    0