Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czwartek, koło południa. Maria Włodkowska, rzeczniczka prasowa Szpitala Uniwersyteckiego, w nietypowej roli. – Odpowiem na pytania, jak tylko rozładuję paletę – słyszymy od niej. Musimy czekać, bo trzeba przyjąć 25 kartonów, w każdym po dziesięć kilo owoców.

Zwyciężyć jak pod Grunwaldem

Pomoc dla Szpitala Uniwersyteckiego płynie nieustająco od dwóch dni, czyli od momentu, gdy Marcin Jędrychowski, dyrektor SU, w mediach społecznościowych w nietypowy sposób o nią poprosił. – Jeśli zależy wam, by bitwa z koronawirusem zakończyła się spektakularnym zwycięstwem, jak pod Grunwaldem, zapewnijcie szpitalnym rycerzom przyłbice – zaapelował i prosił o przesyłanie masek, gogli i fartuchów.

Swój apel dyrektor szpitala zamieścił obok zdjęcia, na którym trzyma kartkę z hashtagiem #Grunwald2020. Na początku jego działanie spotkało się z krytyką – część osób odbierała je jako niepoważne, ale okazało się niezwykle skuteczne.

Gogle i przyłbice

Choć szpital zaznaczał, że może przyjąć wyłącznie rzeczy nowe i oryginalnie zapakowane, to nawet z tym nie było problemu. Apel dotyczył rzeczy ochrony osobistej, ale uruchomił niezwykłą chęć pomocy.

– Starsza pani osobiście pofatygowała się do szpitala w Prokocimiu, choć chodziła o kulach, żeby podarować nam 10 sztuk gogli, które kupiła specjalnie dla nas w markecie budowlanym. Zdajemy sobie sprawę, jak duży może to być dla niej wydatek, takie gogle kosztują nawet ponad 45 zł za sztukę – opowiada rzecznik Włodkowska. – Z kolei grupa krakowskich sędziów już w środę przekazała 20 sztuk przyłbic – wykupili wszystkie z magazynu. A w czwartek znaleźli kolejne 35 sztuk i też wykupili je dla nas. Cały czas pytają, czego jeszcze potrzebujemy. Grupa „Corona Ninja” przywiozła 20 sztuk przyłbic aż z Bielska. Dojechali po godz. 22.

Nie każdy ma dostęp do środków ochrony osobistej, więc ludzie starają się na różny sposób wesprzeć personel. Dosyłają jedzenie – bo w tym natłoku pracy i zamęcie nie zawsze jest czas samemu coś przygotować. Firmy i restauracje dowożą posiłki, słodycze, ależ też budynie i kisiele. A do tego wodę, soki, napoje.

Wsparcie od sołectwa

– Nasz apel dotyczył tylko środków ochrony, jesteśmy zaskoczeni tym, że ludzie, czytając go, pomyśleli też o tym, żebyśmy mieli co jeść – mówi rzecznik Włodkowska.

Wsparcie ze strony mieszkańców Krakowa – choć nie tylko, bo do akcji włączył się np. sołtys sołectwa Mogilany – pozwoliło szpitalowi uzupełniać zapasy nie tylko z oficjalnego rozdzielnika.

Dary dla szpitala można dostarczać nadal, donosząc je bądź dosyłając do nowego szpitala w Prokocimiu – zostawiać przy wejściu nr 3 albo w dawnym budynku dyrekcji przy ul. Kopernika 36.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.