Koronawirus. Po odwołaniu międzynarodowych lotów i połączeń kolejowych wielu Polaków pozostaje za granicą. Nie wiedzą, jak wrócić do domu. Pomóc im chcą firmy autokarowe, jednak mimo apeli do władz całą akcję muszą koordynować same.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wprowadzenie przez rząd stanu zagrożenia epidemicznego na terenie Polski, a co za tym idzie zamknięcie części granic i odwołanie połączeń międzynarodowych, postawiło wiele osób w trudnej sytuacji. Chodzi zarówno o pozostających za granicą Polaków (i obcokrajowców z prawem pobytu w Polsce), którzy nie wiedzą, jak wrócić do kraju, jak i cudzoziemców przebywających w Polsce.

Koronawirus i #LOTdoDomu

Części z nich ma pomóc operacja nazwana #LOTdoDomu zorganizowana przez rząd wraz z Polskimi Liniami Lotniczymi LOT, które zaplanowały dodatkowe serie rejsów z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Cypru, Malty oraz USA. Polacy oraz uprawnieni do tego tego cudzoziemcy pozostający w innych krajach mogą zgłaszać zapotrzebowanie na przelot ze swojego miejsca pobytu online, a LOT ma na bieżąco analizować liczbę potrzebujących z danego kraju oraz możliwości organizacji lotu.

Za powrót podróżni mają płacić zryczałtowaną stawkę, której wysokość ma być uzależniona od kierunku, z którego realizowany będzie przelot: 400-800 zł w granicach Europy i 1600-2400 zł za przelot dalekiego zasięgu. Pozostałą kwotę dopłacić ma polski rząd.

Z wielu stron napływają jednak informacje, że te możliwości są niewystarczające, a wiele osób utknęło za granicą i nie wie, co zrobić. Części z nich kończą się pieniądze, potrzebne lekarstwa.

Koronawirus. Awaryjne wyjazdy z Polski

Zmobilizować się postanowili przewoźnicy autokarowi, którzy na swoich stronach zaczęli ogłaszać, że organizują awaryjne wyjazdy obcokrajowców z Polski oraz powroty Polaków do kraju. Wszystko zgodnie z przepisami, jak bowiem czytamy na stronie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, kategoria pojazdów dopuszczonych do ruchu na przejściach granicznych została poszerzona o busy i autobusy. Podróżni, podobnie jak osoby poruszające się samochodami osobowymi, mają zostać poddani kontroli sanitarnej i zarejestrowani, mają też otrzymać informację o obowiązku poddania się 14-dniowej kwarantannie (nie dotyczy ona jednak kierowców).

Jak mówi Maciej Socha, założyciel krakowskiej firmy Manifold, wszystko mogłoby przebiegać znacznie sprawniej, gdyby tylko akcja była skoordynowana.

- Już jakiś czas temu próbowałem się dodzwonić do ministerstw, wysyłałem maile, kontaktowałem się z ambasadami. Niestety, bez odzewu. Przecież jeśli rząd może współpracować z LOT-em, może też współpracować z nami - podkreśla. - Podobna sytuacja miała miejsce po wybuchu wulkanu na Islandii. Wtedy również dzwoniłem do ambasad, mówiłem, że i tak jeździmy za granicę z cudzoziemcami, a nasze autokary wracają puste i przecież mogłyby zabrać wiele osób. Nikt nie podjął z nami współpracy, a w telewizjach pokazywano alarmujące obrazki grup Polaków koczujących na lotniskach i dworcach.

Koronawirus. Giełda adresów

Firma Sochy najpierw organizowała się samodzielnie, kierowcy jeździli też po lotniskach z kartkami informującymi, dokąd mogą zabrać pasażerów. Jak stwierdził Socha, to jednak za mało, akcję trzeba skoordynować, by dotrzeć do wszystkich i poszerzyć możliwości działania.

- Nie byliśmy w stanie dotrzeć do wszystkich, nie wszyscy przecież siedzą na lotniskach i dworcach, mogą być w hotelach i innych miejscach. Poza tym do dyspozycji mamy tylko 10 autokarów, a dzięki naszej olbrzymiej bazie danych i dostępowi do zamkniętych grup branżowych, moglibyśmy skoordynować ok. 600 firm autokarowych z całej Polski. Wystarczyłoby stworzyć giełdę adresów, jak w firmach taksówkowych. Gdybym dostał informację np. o setce Polaków czekających w Berlinie, wpisałbym to w giełdę i w ciągu 5 minut byłbym w stanie znaleźć 5 firm, które tam pojadą i ich zabiorą - tłumaczy Socha.

Wobec braku odzewu ze strony jednostek centralnych postanowił całą akcję wziąć na swoją firmę. Zachęca do kontaktu przez facebookowy profil Manifoldu wszystkich tych, którzy chcą wrócić do Polski. Wystarczy podać swoje namiary, liczbę osób, miejsce wyjazdu i docelowe, a pracownicy firmy mają się zająć całą logistyką i kontaktem z innymi przewoźnikami.

Koronawirus. Kontrole na granicach

Socha zapewnia też, że przejazdy jego autokarów organizowane są zgodnie z wytycznymi WHO, powierzchnie wrażliwe w pojazdach są każdorazowo dezynfekowane, po przekroczeniu granicy każdy pasażer jest rejestrowany, a poza sprawdzeniem stanu ich zdrowia na granicy, jeszcze przed wyjazdem robi to także zorganizowany przez Manifold medyk (co ma także zabezpieczyć kierowców).

- Na razie przejazdy na granicach przebiegają bez problemu, szczególnie przy wyjeździe z Polski - mówi Socha. - Wjazd do Polski jest spowolniony, ze względu na długie oczekiwanie i kontrole na granicy, ale innych problemów nie ma. 

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    rząd chce zarobić kasę dla lotu żeby znów nie bankrutował. ta pomoc rządowa i lotu wygląda tak że bilet w jedną stronę z Londynu kosztuje 1500 zł. Dużo drożej niż normalnie
    już oceniałe(a)ś
    0
    0