Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zdobywca Korony Himalajów i Karakorum, czyli wszystkich czternastu ośmiotysięczników Ziemi. Pierwszy Polak na szczycie Mount Everestu zimą, od wejścia na który 17 lutego minie 40 lat. Laureat Złotego Czekana – prestiżowej, najważniejszej nagrody świata gór za całokształt dokonań (2019) oraz Nagrody Księżniczki Asturii w kategorii sport (2018).

5 stycznia 2020 roku Krzysztof Wielicki skończył 70 lat. I choć w górach zdobył już wszystko, wciąż ma apetyt na więcej. – Ważny rozdział w moim życiu został już napisany. Nie zamierzam jednak odejść na górską emeryturę. Często się zastanawiam, co sprawia, że człowiek jest skłonny narażać życie, łamać bariery, przekraczać granice. W imię czego to robi? Myślę, że jedyną dobrą odpowiedzią jest pasja, albo raczej głębokie uzależnienie, z którym żyjemy aż do śmierci – mówi Krzysztof Wielicki.

Złota era polskiego himalaizmu

W tym roku o wybitnym wspinaczu mówi się przede wszystkim jako o pierwszym zimowym zdobywcy Mount Everestu. Historycznego wejścia na szczyt Wielicki dokonał razem z Leszkiem Cichym czterdzieści lat temu. Ich wyprawa była pierwszą polską ekspedycją zimową w Himalaje i miała zakończyć się zdobyciem ośmiotysięcznika. Nigdy wcześniej zimą Polacy nie wyszli tak wysoko. Ale przełom lat 70. i 80. był czasem rozkwitu polskiego himalaizmu. Przewrotnie, bo polscy wspinacze zdobywali szczyt za szczytem, kiedy w Polsce panoszył się szary PRL.

Ich koledzy z Zachodu przeznaczali na wyprawy wysokogórskie potężne sumy, Polaków nie było stać nawet na podstawowy sprzęt. Sami szyli sobie kombinezony, kurtki czy śpiwory, ale wyspecjalizowali się w tym do tego stopnia, że po czasie zaczęli zbierać zamówienia na sprawdzoną w górach odzież czy sprzęt. – Przez wiele lat Polacy z zazdrością patrzyli, jak Brytyjczycy, Włosi, Niemcy, Anglicy czy Japończycy zapisywali się w historii, zdobywając najwyższe góry świata. A gdy polscy wspinacze mogli już dołączyć do tego elitarnego grona, z zapałem mogli zapełniać ostatnie puste kartki opowieści o pionierskich wyprawach. Ich dokonania zostały nazwane „złotą erą polskiego himalaizmu". Miałem zaszczyt być częścią tej historii – mówi Wielicki.

Tam, gdzie nie ma życia

Na najwyższy szczyt Ziemi polscy himalaiści wyruszyli niecałe dwa lata po zdobyciu Mount Everestu przez Wandę Rutkiewicz (16 października 1978). Do bazy dotarło w sumie 20 Polaków i czterech szerpów. Szczyt mieli zaatakować Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy, uznani już wówczas wspinacze. Panowie musieli zmierzyć się ze słowami pierwszego w historii zdobywcy Mount Everestu, Edmunda Hillary’ego, który poza słynnym zdaniem: „W końcu załatwiliśmy skurczybyka" podsumowującym zakończoną sukcesem letnią wyprawę na najwyższą górę świata, po latach podkreślił, że „zimą powyżej siedmiu tysięcy metrów nie ma życia".

Nie dość, że Polacy musieli zaaklimatyzować się na tej wysokości, to jeszcze wyjść prawie dwa kilometry wyżej. A przede wszystkim bezpiecznie ze szczytu wrócić. Czyli ze strefy śmierci (powyżej 8 tysięcy metrów) w której człowiek jest w stanie przeżyć tylko kilkadziesiąt minut.

Halo Leszek, halo Krzysztof!

Po dotarciu do base campu pogoda Polakom sprzyjała. Było zimno, ale nie wiało. W ciągu piętnastu dni himalaiści założyli trzy obozy. – Nie widzę żadnych problemów w wejściu na szczyt – cieszył się wówczas Krzysztof Wielicki. Niestety, przez następne trzy tygodnie atak szczytowy, a nawet dojście do trzeciego, wcześniej założonego przez himalaistów obozu, były niemożliwe. Zaczęła się dramatyczna walka z czasem – Polacy mieli zezwolenie na wejście na szczyt tylko do 15 lutego. W rozmowie z władzami Nepalu udało się wynegocjować zaledwie dwa dni więcej.

– Czuliśmy się jak kamikaze, jak niewolnicy misji gotowi do jej wypełnienia – wspomina Wielicki. Co zrobili Polacy? Weszli na Mount Everest dokładnie w dniu, w którym kończyła im się przepustka. Był 17 lutego 1980 roku. – Halo Leszek, halo Krzysztof! Gdzie jesteście? – zapytał przez radio Andrzej Zawada, kierownik wyprawy. – Na szczycie Everestu – krzyknęli chórem himalaiści. – Gdyby to nie był Everest, to chybabyśmy nie weszli – śmiał się potem w rozmowie z bazą Cichy.

Piekło mnie nie chciało

Wspomnienia Krzysztofa Wielickiego, historię jego dokonań, ale też zmiany, jakie zaszły w polskim himalaizmie na przestrzeni lat, wiernie oddaje jego biografia „Piekło mnie nie chciało", której autorami są Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski.

– Wielicki nie był przekonany do pomysłu napisania jego biografii. Pytał ciągle: „Ale po co"? Moglibyśmy długo wymieniać przyczyny: bo podziwiamy jego hart ducha, siłę charakteru, bo się nie poddawał, bo jest jednym z ostatnich lodowych wojowników, bo miał odwagę spełniać marzenia, bo nie wahał się za to dużo zapłacić, bo w górach osiągnął wszystko, bo potrafił potem powiedzieć „dość", bo jest jednym z niewielu, który przeżył… – mówią autorzy książki.

Na swoim koncie mają już biografię Jerzego Kukuczki pt. „Kukuczka" oraz Mirosława Hermaszewskiego pt. „Cena nieważkości. Kulisy lotu Polaka w kosmos".

Spotkanie z Dariuszem Kortko i Marcinem Pietraszewskim wokół biografii Krzysztofa Wielickiego „Piekło mnie nie chciało" 12 lutego (środa) o godz. 18 w księgarni Świat Książki w Centrum Serenada (al. Bora-Komorowskiego 41). Wstęp wolny.

fot. materiały prasowe

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.