Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jedną z takich placówek jest krakowski Szpital na Klinach, który kupił robota chirurgicznego da Vinci – kosztował ok. 8 mln zł – i postawił na medycynę nowoczesnych technologii. Zatrudnia lekarzy – urologów, ginekologów i chirurgów – z doświadczeniem w operowaniu za pomocą tego robota. Jednym z nich jest dr Paweł Wisz, urolog, jedyny Polak z mistrzowskim certyfikatem w operowaniu nowotworów prostaty, zdobytym w Orsi Academy w Belgii (to najlepszy ośrodek szkolący urologów w operacjach z użyciem robotów).

Elita elit

„Głupek z młotkiem jest tylko głupkiem” – dwa razy tę maksymę powtórzył przy mnie belgijski prof. Alexandre Mottrie, twórca Orsi Academy. Poznałam go w klinice urologicznej w Aalst, niedużym miasteczku kilkanaście kilometrów od Brukseli. Profesor stworzył tu jeden z najbardziej zaawansowanych ośrodków chirurgii robotycznej w Europie. Kształci elitę elit.

Zjeżdżają się tu specjaliści z całego świata. Spotkałam Hindusów, Australijczyków, Rosjan, wielu Włochów...

Profesor, oprócz pracy w klinice, od 2010 roku szefuje Orsi Academy. To placówka non profit, w której lekarze zdobywają umiejętności operowania z użyciem robotów. Głównie da Vinci, ale też innych – robota Cambridge (jest w fazie wdrażania) i systemów robotycznych tworzonych obecnie przez Medtronic.

Musimy być lepsi – to motto akademii prof. Mottriego, którym zaraża adeptów chirurgii robotycznej. Droga do doskonałości jest jednak pełna wyrzeczeń.

Konkurencja u profesora jest wielka, a liczba utalentowanych lekarzy starających się o staż ogromna. W 2019 roku trenowało tu 1220 lekarzy. Z certyfikatami wyszło kilkuset – z ponad 170 wyuczonymi schematami operacyjnymi.

Lekarze wysiadują tu całymi godzinami, bo system kształcenia nie przepuszcza na wyższe stopnie wtajemniczenia osób, które nie zaliczą poszczególnych zadań bez błędów, po trzy razy z rzędu i to w coraz krótszym czasie.

„Ludzie to zły materiał treningowy”

Mieszcząca się w miejscowości Melle Orsi Academy to świetnie zaprojektowane centrum szkoleniowe. Na dwóch piętrach sale wykładowe i szkoleniowe sąsiadują z salami wyposażonymi w roboty treningowe. Obok wielkie gospodarstwo rolne, w którym hoduje się setki świń, wykorzystywanych przez lekarzy do ćwiczeń. Żeby z góry uprzedzić obrońców zwierząt: są one humanitarnie traktowane, usypiane do zabiegów przez specjalnie wyszkolonych weterynarzy. Nie czują bólu, ale z operacji już się nie budzą. Dziennie usypianych jest od 10 do 15 zwierząt.

– Ludzie to zły materiał treningowy – mówi prof. Mottrie.

Jeśli można uczyć się chirurgii z użyciem robotów, na specjalnych trenażerach i z użyciem zwierząt, to zawsze lepiej, niż trenować na ludziach. – To najlepszy możliwy model kształcenia specjalistów – dodaje profesor.

A symulować można każde możliwe do przewidzenia powikłanie, np. krwawienie. Operator ma odruchowo umieć na nie reagować.

W istocie to morderczy kurs, a certyfikat trzeba po prostu wysiedzieć: nie ćwiczysz – nie zaliczasz. – Taki model nauki operowania, jaki my tu proponujemy, to o 50 proc. mniej komplikacji chirurgicznych dla pacjenta, a w konsekwencji tańsze leczenie dla systemów opieki medycznej. U mnie w klinice przez ostatni rok nie odbył się ani jeden zabieg nowotworu prostaty wykonany metodą tradycyjną – wyjaśnia mi prof. Alexandre Mottrie.

Prof. Alexandre Mottrie i dr Paweł Wisz Prof. Alexandre Mottrie i dr Paweł Wisz  Fot. Materiały prasowe

Nie tylko sprzęt, ale i kadra

Dr Paweł Wisz przeszedł typową, „emigracyjną” drogę: wyjazd do Niemiec, praca, specjalizacja, szkolenia, powrót do kraju. – Medycyną robotową zafascynowałem się kilka lat temu. Ten rodzaj chirurgii na zachodzie Europy i w USA przeżywał rozkwit, co było szczególnie istotne w mojej specjalizacji, czyli urologii. W urologii najlepszym narzędziem operacyjnym stał się robot da Vinci. Wtedy w Polsce rynek „robotowy” istniał od niedawna, konieczne więc były zagraniczne szkolenia.

– Wyjeżdżając z Polski, nie sądziłem, że czeka mnie powrót – dodaje dr Wisz. – Z polskimi szpitalami utrzymywałem stały kontakt, również będąc za granicą, ale to kierownictwo krakowskiego Szpitala na Klinach przekonało mnie do powrotu do Polski na stałe. Jest to ośrodek, w którym się rozumie, że jakość oferowanych usług zależy nie tylko od najnowocześniejszego dostępnego sprzętu, ale też od kadry, która ten sprzęt obsługuje. Szczególnie ważne jest to w robotyce, bo pamiętajmy, że robot to narzędzie w rękach chirurga, a całościowy wynik leczenia zależy od wiedzy i doświadczenia lekarza.

– Istotnym czynnikiem sukcesów współczesnej chirurgii jest postęp technologiczny i doskonałość narzędzi, jakimi chirurdzy mogą się posługiwać. Przy użyciu systemu chirurgicznemu da Vinci zabiegi chirurgiczne są skuteczniejsze, mniej inwazyjne i bardziej wystandaryzowane. Robot wspiera pracę naszych chirurgów, rozszerza zasięg oraz precyzję ludzkich dłoni i wzroku. Dzięki dostępowi do systemu da Vinci tworzymy nowoczesne, komfortowe i ergonomiczne środowisko pracy dla najlepszych lekarzy – wyjaśnia Joanna Szyman, prezeska zarządu Grupy NeoHospital, do której należy Szpital na Klinach.

Coraz więcej coraz nowocześniejszych robotów

To wpisuje się w ekonomiczny trend, zgodnie z którym – jak wynika z raportu „Rynek robotyki chirurgicznej w Polsce” przygotowanego przez Upper Finance i PMR, przewidywany wzrost rynku robotów chirurgicznych w Polsce to około 30 instalacji w 2023 r. wobec obecnych ośmiu.

A to oznacza, że – według prognoz specjalistów – rynek robotyki w Polsce, rok do roku, będzie rósł o 50 proc. „Tak wysoka dynamika wynika nie tylko z trendu do zakupu nowych aparatów, ale również ze wzrostu efektywności ich zastosowania. Szacujemy, że efektywność aparatów wzrośnie przynajmniej dwukrotnie w analizowanym okresie. Wiąże się to z coraz większą świadomością tej technologii wśród pacjentów i specjalistów” – czytamy w raporcie. Autorzy raportu wśród barier w rozwoju robotyki – oprócz wysokich cen systemów robotycznych – widzą też problem z dostępnością do specjalistów, którzy potrafią operować z użyciem tej techniki. Co prawda producent robota zapewnia szkolenia dla lekarzy, zdobywają oni specjalne certyfikaty, ale w Polsce nie ma ich zbyt wielu. Konkretnie – jest ich 20. Dostęp do wykwalifikowanej kadry to zatem element ograniczający rozwój robotyki, choć z drugiej strony tego trendu, czyli postępu technicznego w Polsce i na świecie, nie da się zatrzymać.

Wprowadzenie robotów, a także symulacji wirtualnej i sztucznej inteligencji zmienia szkolenia przyszłych operatorów. Obecnie wypracowane metody pozwalają już w fazie początkowej wyselekcjonować przyszłych chirurgów, którzy mają potencjał, by zasilić światowe kadry operatorów systemów robotycznych. Szkolenia te są od niedawna prowadzone również w Polsce – w krakowskim Szpitalu na Klinach.

Dwóch stażystów rocznie

Certyfikat szkoleniowy w Orsi ma tylko jeden Polak – dr Paweł Wisz. Jak go zdobył? – Pierwsze kroki stawiałem kilka lat temu w Niemczech, gdzie wówczas pracowałem i gdzie chirurgia robotyczna rozwija się bardzo prężnie. Potem była Belgia, praktykowałem u profesora Mottriego za własne pieniądze. Zdobyte doświadczenie pozwoliło mi stać się jedynym międzynarodowym polskim trenerem robotycznym w Orsi Academy.

– To obecnie najbardziej polecany ośrodek szkoleniowy w dziedzinie urologii robotowej i największe centrum poza USA. Pracuje w nim obecnie 10 robotów da Vinci. Niestety, w związku z powyższym bardzo trudno jest się dostać na szkolenie, a najbliższe wolne terminy przypadają na 2026 rok. Profesor Mottrie przyjmuje tylko dwie osoby w roku, aby być pewnym, że będzie mógł się im w pełni poświęcić i doprowadzić umiejętności uczestników do perfekcji w wykonywaniu zabiegów przy użyciu robota – wyjaśnia dr Wisz.

Kultura otwartości na zmiany

Doktor wciąż jeździ na szkolenia do Orsi Academy – wciąż sam sobie za nie płaci, ale na co dzień pracuje w krakowskiej placówce. – Naszą ideą jest ciągłe doskonalenie, tworzymy kulturę otwartości na zmiany, elastyczność, pobudzamy do kreatywności i twórczego myślenia, a satysfakcja i komfort pacjenta są naszym priorytetem i najwyższą wartością. Tworząc w Krakowie Centrum Chirurgii Robotycznej, zapowiadaliśmy, że chcemy zbudować program rozwoju umiejętności i upowszechnienia technik robotycznych dla szerszego grona kadry medycznej w Polsce. Dziś dzięki naszym wspaniałym specjalistom, którzy zdobywali doświadczenie w zakresie wykonywania zabiegów robotycznych poza Polską – w USA, Niemczech czy Belgii i postanowili wrócić do Polski, by podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem, rozwijamy ofertę naszego Szpitala na Klinach – mówi Joanna Szyman.

Operacje znikomo inwazyjne

To, czego dr Wisz nauczył się w Belgii, to technika operowania tzw. metodą kołnierzykową, opracowaną przez profesora Mottriego. – Przynosi pacjentowi same korzyści. Bo operacja jest znikomo inwazyjna, a do tego wykonana w perfekcyjny sposób, co przekłada się bezpośrednio na znacząco krótszy czas trwania hospitalizacji oraz utrzymywania cewnika Foleya, który usuwa się już w drugiej dobie pooperacyjnej – w przeciwieństwie do operacji laparoskopowych, po których jest usuwany po 14 dniach. Co za tym idzie – szybciej następuje powrót do pełnej sprawności przy, co najważniejsze, znakomitym wyniku zarówno onkologicznym, jak i funkcjonalnym, lepszym w porównaniu z wynikami operacji wykonywanych innymi technikami – wyjaśnia urolog.

Prof. Alexandre Mottrie: – U nas operacje z robotem da Vinci są refundowane. Bo jest to bardziej opłacalne dla systemu opieki zdrowia: całościowe koszty leczenia są niższe. Mamy mniejsze ryzyko przetoczenia krwi, pacjent krócej leży w szpitalu, szybciej wraca do zdrowia i do pracy. Kraje skandynawskie wymuszają nawet, żeby operować robotem, bo wyliczyły, że w dłuższej perspektywie jest to tańsze. Są badania dowodzące, że choć operacje robotyczne na początku są droższe, to po dwóch latach okazują się jednak tańsze dla systemu opieki zdrowotnej.

Operacja nerki u profesora Mottriego kosztuje komercyjnie od 12 do 15 tys. euro. Operacja prostaty w Szpitalu na Klinach – ok. 40 tys. zł.

5,3 tys. robotów Da Vinci

Za kilka dni w krakowskim Szpitalu na Klinach zacznie się kurs dla urologów. – Mamy symulatory, na których się uczymy. Dysponujemy najnowocześniejszym systemem treningowym SimNow. Symulator jest podpięty do konsoli i na nim wykonujemy „wirtualne operacje”. Każdy ruch jest analizowany przez komputer, co pozwala na późniejsze zminimalizowanie ryzyka powikłań w czasie właściwej operacji – wyjaśnia dr Wisz.

Obecnie na świecie pracuje 5,3 tys. robotów da Vinci. Według raportu „Rynek robotyki chirurgicznej w Polsce w 2019 roku”, w USA już 98 proc. zabiegów urologicznych jest przeprowadzanych z użyciem robotów. W Polsce ta procedura nie jest nawet refundowana przez NFZ, choć już w 2017 roku Agencja Oceny Technologii Medycznych wydała pozytywną opinię odnośnie do refundacji w przypadku operacji raka jelita grubego, gruczołu krokowego i błony śluzowej macicy. Niestety, do tej pory pacjenci muszą płacić za takie zabiegi z własnej kieszeni.

Co gorsza, pomimo zapowiedzi Ministerstwa Zdrowia o dopisaniu tych procedur do koszyka świadczeń gwarantowanych, nic się w tej mierze nie zmieniło.

Polskie placówki dysponujące systemami da Vinci

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu – chirurgia ogólna i urologia

NZOZ Mazovia – urologia onkologiczna

Wojewódzkie Centrum Onkologii w Poznaniu – laryngologia, chirurgia głowy i szyi, ginekologia, operacje jamy brzusznej

Szpital Medicover w Warszawie – urologia

Szpital Wojewódzki w Białymstoku – urologia, chirurgia jelita grubego

Szpital na Klinach w Krakowie – urologia, ginekologia, chirurgia ogólna, bariatria

Mazowiecki Szpital Onkologiczny w Wieliszewie – onkologia, urologia

Mazowiecki Szpital Wojewódzki w Siedlcach – onkologia, urologia, ginekologia

Źródło: raport „Rynek robotyki chirurgicznej w Polsce w 2019 rok.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.