Odmieniłam twarz, odzyskałam wolność i wystąpiłam w filmie - o swojej metamorfozie w gabinecie ConsensusMed opowiada Elżbieta, pielęgniarka i lekkoatletka.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Elżbieta ma 46 lat i piękne rysy twarzy, widać na nich jednak ślady napięcia, smutku i zmęczenia. Jest pielęgniarką - skóra nie lubi nocnych dyżurów. Opieka nad pacjentami daje o sobie znać w okolicach lędźwi i przypomina o sobie bólem pleców. Jako była lekkoatletka wie, jak ważny jest w życiu ruch, więc sportu nie odpuszcza, choć nie zawsze łatwo znaleźć w sobie siły do joggingu, gdy się pracuje w szpitalu i ma rodzinę.

- Lubię moją pracę, choć jest wymagająca, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Efekty zawodowych obciążeń widziałam na twarzy. Nawet gdy odespałam dyżur, wyglądałam na zmęczoną. Szczególnie widoczne były zmarszczki na czole i wokół oczu, opadnięte policzki, skurczone usta. Pierwszym impulsem, by coś z tym zrobić, był moment, kiedy moja córeczka, siedząc mi na kolanach, chwyciła za moją skórę w okolicach załamania fałdu nosowo-wargowego i zapytała: "Mamuś, czy to boli?".

Lunchowy zabieg

Na metamorfozę zdecydowała się wiosną 2018 r. Zgłosiła się na casting „Metamorfozy” organizowany z okazji Dnia Kobiet przez ConsensusMed i Akademię Stylizacji Babicz & Babicz. – W akademii stylizacji dobrano mi farbę do włosów, która pokryła siwiznę, a w gabinecie ConsensusMed zajęli się usuwaniem oznak upływu czasu z mojej twarzy. Do wizyty przygotowałam się, czytając o botoksie, niciach i wypełniaczach – wspomina Elżbieta. Jako że pracuje w służbie zdrowia, sprawdziła, czy proponowane preparaty są odpowiedniej jakości, a gabinet oceniła pod kątem czystości. Wyposażenie gabinetu ją przekonało. Dr Katarzyna Jasiewicz zaproponowała jej dwa spotkania. Na pierwszym podała toksynę botulinową i nici, na drugim – kwas hialuronowy, czyli popularny wypełniacz. – Botoks znałam z oddziału szpitalnego. Jest podawany pacjentom z przykurczami spastycznymi, czyli wzmożonym napięciem mięśniowym. Nici mają skład podobny do rozpuszczalnych nici chirurgicznych, więc wiedziałam, że znikną bez śladu po okresie ich działania. Natomiast kwas hialuronowy miałam podawany w staw kolanowy – opowiada pielęgniarka.

Podanie botoksu trwało chwilę, a skóra nie zdradzała, że coś przy niej majstrowano. - To lunchowy zabieg. Aplikowanie nici do liftingu zajęło kwadrans i nie bolało, bo wcześniej dr Jasiewicz podała znieczulenie. Na powierzchni skóry były widoczne niewielkie nierówności, ale zniknęły w ciągu kilku dni – wspomina pacjentka.

Gdy szła na kolejną wizytę, widziała już efekty tej pierwszej – wygładzone czoło, ale nadal zachowujące ruchomość, i „otwarte oko”. Zewnętrzne kąciki brwi uniosły się i nadały pogodny wyraz twarzy, bo botoks został też podany w mięsień obniżający kącik ust, blokując mimowolne robienie miny „w podkówkę”. Kąciki ust uniosły się. Odrobina botoksu podana też w dolną powiekę wygładziła skórę pod oczami. – Nici zdążyły już unieść moje „chomiczki” i podkreśliły owal twarzy. Na drugim spotkaniu pani doktor wymodelowała mi kości policzkowe kwasem hialuronowym i uzupełniła ubytek objętości w okolicy doliny łez. Dwa zabiegi w dwie godziny. Efekt botoksu utrzymywał się ok. pół roku, a efekt nici do liftingu i wypełniacza – do roku. Lubię swoją pogodną i wypoczętą twarz. A fryzura postawiła kropkę nad i – mówi z zadowoleniem Elżbieta. – To jedna z metamorfoz, które przeprowadziłam. Przygotowujemy się do kolejnych. Zapraszam pacjentki. Taka metamorfoza to koszt ok. 3 tys. zł – mówi dr Katarzyna Jasiewicz.

Co trzecia Polka choruje

Elżbieta pracuje obecnie… w gabinecie ConsensusMed, bo podczas wizyt okazało się, że gabinet poszukuje pielęgniarki. Asystuje przy zabiegach Body Jet Evo – liposukcji wodnej i reimplantacji tłuszczu, stosowanego najczęściej do powiększania piersi, a także podawania pozyskanych z tkanki tłuszczowej komórek macierzystych w stawy. Jej inne zadania to pobieranie krwi i preparowanie jej do najnowocześniejszej wersji wampirzego liftingu. – Podajemy także fibrynę bogatopłytkową. To materiał biologiczny pozyskany z krwi pacjenta, o wysokiej koncentracji związków odżywczych. Ta zaawansowana kuracja przeciwstarzeniowa jest w pełni naturalna i pozwala na tworzenie wewnątrz skóry siateczki budującej rusztowanie dla tkanek – wyjaśnia dr Jasiewicz.

Nowy, świeży wygląd i nowa praca to nie wszystkie zmiany w życiu Elżbiety. Zaintrygowana książką dr Jasiewicz „Ciałoterapia”, postanowiła razem z córką wystąpić w filmie reklamowym gabinetu, w którym pracuje. Dotyczył on leczenia wysiłkowego nietrzymania moczu. Elżbieta znała to doświadczenie, bo sama borykała się z tym problemem. – Rozmawiam z kobietami na oddziałach i wiem, jak wiele kłopotów niesie zła kondycja mięśni dna miednicy. Niechętnie o tym mówią, a przecież ta kondycja ma wpływ na sexuall wellnes, kontrolę trzymania moczu, równowagę ciała, bóle lędźwi. Brakuje dostępnej wiedzy. Krążą mity o ćwiczeniach mięśni Kegla i kulkach gejszy. Nie mówi się praktycznie nic o dobrze prowadzonej profilaktyce nietrzymania moczu – mówi Elżbieta. Dodaje, że zdarzało jej się rozmawiać na ten temat w szatni siłowni z kobietami. – Są sprawne, dbają o aktywność fizyczną. Problemy z gubieniem moczu zaczynają się w czasie skoków, unoszenia ciężarów, skakania na skakance czy biegania. Jak wówczas reagują? Zmieniają formę sportu i nie robią niczego dla swoich mięśni. A przecież ta przypadłość jest odwracalna – kwituje.

Wysiłkowe nietrzymanie moczu jest najczęściej występującą chorobą cywilizacyjną w Polsce. Dotyka co trzecią Polkę. – A przecież profilaktykę łatwo zastosować. Wystarczy włączyć odpowiednie ćwiczenia mięśni dna miednicy. Aby je wykonywać prawidłowo, warto udać się do fizjoterapeuty uroginekologicznego. Gdy nie mamy na to czasu, można wykorzystać krzesło Emsella. Zabieg kosztuje mniej niż trening z trenerem personalnym, a pół godziny ćwiczeń zapewnia 11 tys. skurczów odpowiadających tzw. ćwiczeniom Kegla. Po sześciu zabiegach mięśnie są silne. Przywrócona jest też ich prawidłowa funkcja. Efekt warto podtrzymać, ćwicząc w domu lub wykonując zabieg Emsella raz, dwa razy w miesiącu – mówi dr Jasiewicz.

Zabieg, do którego nie trzeba się rozbierać

„Siłownia” dla mięśni dna miednicy odbywa się w ubraniu. Nie wymaga żadnych specjalnych działań oprócz spędzenia 30 minut na specjalnym fotelu treningowym. Nabyty wzorzec motoryczny ułatwia samodzielne ćwiczenia. W ConsensusMed nad nauką prawidłowości wykonywanych ćwiczeń czuwa fizjoterapeutka uroginekologiczna. Nikt się nie krępuje. Wie o tym Elżbieta, która z niego skorzystała. – Pierwszy zabieg był zaskakujący, ale przyjemny. Potem tak się przyzwyczaiłam do tego fotela treningowego, że zaczęłam czytać książkę. Do domu albo do pracy szłam zaraz po zabiegu, niczego szczególnego nie czułam oprócz drobnych zakwasów i skurczów mięśni dna miednicy na samym początku. Za to efekt był rewelacyjny, poczułam go już po drugim zabiegu – relacjonuje Elżbieta.

Emsella to ergonomiczne krzesło wykorzystujące technologię HIFEM do stymulacji i wzmacniania mięśni dna miednicy. Posiada certyfikat FDA jako urządzenie skuteczne w leczeniu wysiłkowego nietrzymania moczu. Fotel ćwiczy za pacjenta, a emitowane fale elektromagnetyczne HIFEM przenikają swobodnie przez odzież i kości miednicy.

W trakcie jednego 28-minutowego treningu Emsella wywołuje ponad 11 tys. skurczów o supramaksymalnej intensywności. W tym samym czasie za pomocą standardowych ćwiczeń mięśni dna miednicy kobieta jest w stanie wykonać ok. tysiąca słabszych skurczów. Dla wzmocnienia tych mięśni ważny jest też czas trwania skurczu oraz odpowiednia relaksacja mięśni. – Urorehabilitanci wskazują, że większość kobiet wykonuje standardowe ćwiczenia niewłaściwie. Z reguły skurcze są zbyt szybkie, mięśnie są za słabo napinane i nieodpowiednio rozluźniane. Technologia HIFEM nie tylko wywołuje intensywne skurcze, lecz także odpowiednio je utrzymuje i relaksuje mięśnie. To najlepsza siłownia dla mięśni dna miednicy – tłumaczy dr Jasiewicz.

Metamorfozy

Program ruszył w 2012 r. podczas akcji edukacyjnej „Metamorfozy pod lupą” w Operze Krakowskiej. Dr Jasiewicz na scenie wykonywała zabiegi medycyny estetycznej, a w atelier prowadziła badania profilaktyczne. Karty „Metamorfozy” posiada kilka tysięcy osób.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem