Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pan Marek z Krakowa to pracownik korporacji. W pracy jest solidny i drobiazgowy, dlatego szef docenił go rok temu awansem. Tyle że pan Marek ma pewną słabość. Lubi pospać. Gdy rano dzwoni budzik, włącza w telefonie opcję drzemki, czasem kilka razy, i przewraca się na drugi bok. Kiedy w końcu otwiera oczy, zostaje mu zaledwie kilka minut na wyjście z domu. Korporacja nie wybacza spóźnień, więc pan Marek w pośpiechu szoruje zęby, narzuca ubranie, włosy przeczesuje już w samochodzie. Gdy w ostatniej chwili przyjeżdża do pracy, tam już czekają zadania: maile, spotkania, projekty. Pan Marek jest nimi tak pochłonięty, że nie myśli o jedzeniu. Co najwyżej schrupie batonika, którego popije kawą z firmowego automatu, a pierwszy prawdziwy posiłek zjada zazwyczaj dopiero po powrocie do domu.

Z każdym kęsem apetyt rośnie, więc pan Marek pochłania to, co ma w lodówce – zazwyczaj gotowe posiłki kupione w markecie, czyli przetworzoną, niezdrową żywność, z dużą ilością soli i tłuszczu, odgrzaną w mikrofalówce. Po posiłku ogarnia go zmęczenie, najedzony kładzie się więc spać. – To prosta droga do otyłości. Niezdrowa żywność w niezdrowych ilościach oraz brak ruchu – mówi dietetyk Małgorzata Denkiewicz ze Szpitala na Klinach w Krakowie. Pacjent zrozumiał, że jego styl życia jest dla niego – dosłownie – zabójczy, gdy kilka miesięcy temu bardzo osłabł i nie był w stanie już pracować. Zgłosił się więc do lekarza, a ten zdiagnozował u niego zapalenie mięśnia sercowego. Oprócz problemów kardiologicznych pan Marek zmaga się też z otyłością olbrzymią, która utrudnia mu funkcjonowanie i przyczynia się do chorób serca. Szacuje się, że w Polsce osób zmagających się ze skrajną otyłością (inaczej otyłością patologiczną, która występuje u pacjentów z BMI >40 kg/m2 lub BMI >35 kg/m2), jest około pół miliona.

Mózg wie, kiedy żołądek jest syty

Pan Marek sięgnął po ratunek – operację bariatryczną, czyli chirurgiczne zmniejszenie żołądka. Przeciętnemu człowiekowi chirurgiczne leczenie otyłości kojarzy się głównie z odsysaniem tłuszczu, czyli liposukcją. Niestety, liposukcja – choć przywraca piękne kształty, nie zmniejsza ryzyka chorób związanych z otyłością, takich jak nadciśnienie czy cukrzyca. To m.in. dlatego, że metoda ta nie pozwala pozbyć się najgroźniejszego dla zdrowia tłuszczu trzewnego obrastającego narządy wewnętrzne.

Poza tym w praktyce zdecydowana większość osób, które poddały się liposukcji, w krótkim czasie znów przybiera na wadze. Dlatego bardziej skuteczną metodą jest ta przy użyciu skalpela, czyli właśnie chirurgia bariatryczna. Sięga się po nią wtedy, gdy otyłość jest już naprawdę bardzo duża i zagraża zdrowiu i życiu chorego oraz gdy zawiodły wszystkie inne metody oparte na farmakologii, diecie i aktywności fizycznej. Dzięki zabiegom bariatrycznym radykalnie zmniejsza się ilość przyjmowanego przez pacjenta pokarmu (nie ma go już gdzie „upakować”), zmniejsza się też łaknienie, które chory odczuwa, a informacja „jestem syty” jest wysyłana z żołądka do mózgu szybciej niż normalnie.

Pan Marek wie jednak, że jeżeli nie zmieni stylu życia, otyłość i inne problemy zdrowotne wrócą. – Pacjenci myślą, że poddanie się takiemu zabiegowi „załatwi” za nich sprawę. Tymczasem nie da się utrzymać pięknej sylwetki, jeśli nie pracuje się nad zdrowym trybem życia. Musimy jeść tyle, ile potrzeba do spożytkowania energii, bo nadmiar jedzenia jest odkładany w naszym organizmie w postaci tkanki tłuszczowej. Ważne jest wstawanie od stołu z poczuciem niedosytu i dokładne przeżuwanie pokarmu. Dodatkowo wymagany jest wysiłek fizyczny. Wystarczy jazda na rowerze, spacery czy wyprowadzanie psa – wyjaśnia dietetyk Małgorzata Denkiewicz, która w krakowskim Szpitalu na Klinach opiekuje się pacjentami przed i po operacji bariatrycznej, a sama do pracy dojeżdża rowerem – niezależnie od pory roku.

Siódme: nie podjadaj

Prawidłowa dieta, pozwalająca zachować szczupłą sylwetkę, to pięć posiłków dziennie. Podjadać nie wolno! Należy też pić od półtorej do dwóch litrów wody dziennie, najlepiej niegazowanej. Nie musimy rezygnować z kawy czy herbaty (najlepiej słabej, ziołowej), ale pamiętajmy – kawa z mlekiem i cukrem wypita między posiłkami to już podjadanie, bo zawiera dużo kalorii. Nie należy się jednak zniechęcać – taka dieta, jak mówi dietetyk Denkiewicz, może być smaczna i przyjemna.

– Polscy rolnicy oferują pyszne warzywa i owoce. Najlepiej wybierać te „parchate”, czyli nie okrąglutkie i bez „skazy” marchewki czy jabłka, ale te ekologiczne, prosto z sadu, które są soczyste i nie zawierają konserwantów. Nie musimy też rezygnować z ulubionych dodatków, jak na przykład musztarda czy keczup. Ten pierwszy można przecież zrobić samemu, a musztardą możemy posmarować kromkę chleba, ale najlepiej jedną i to cienko, no i najlepiej nie sięgać po ostrą, bo ostre przyprawy wzmagają apetyt – dodaje Denkiewicz. Gdy już nauczymy się zdrowo gotować i przyzwyczaimy do jedzenia chudego mięsa (najlepiej przyrządzanego na parze), warzyw i owoców, z każdym kolejnym miesiącem jest coraz łatwiej, bo nawyki żywieniowe „wchodzą w krew”, a organizm „programuje się” na zdrowy sposób odżywiania.

Ponadto po operacji bariatrycznej nasze ciało będzie nas samo „pilnowało”. Gdy zjemy za dużo, ukarze nas wzdęciami, nudnościami, czasem nawet kołataniem serca. Taki dyskomfort oducza wracania do dawnych, złych nawyków żywieniowych. Dyscypliny odżywiania uczymy się jeszcze przed poddaniem się operacji, do której zalecane jest schudnięcie. Wystarczy pozbycie się od pięciu do piętnastu procent masy ciała. Natomiast po zabiegu przez pierwsze dwa, trzy dni pacjent odżywiany jest za pomocą kroplówki. Potem posila się płynami podawanymi doustnie, a następnie dietą papkowatą. To głównie jogurty i inne przetwory mleczne, chude buliony z marchewką, selerem, chudym mięsem. Restrykcyjna dieta trwa 6-7 tygodni. Przez ten czas można przywyknąć do niskokalorycznego i niskotłuszczowego jedzenia.

Powitać nowe życie, rozumiejąc stare

Konsultacje z dietetykiem to punkt obowiązkowy dla tych, którzy chcą poddać się operacji, ale na liście ważnych spotkań są też rozmowy z psychologiem, które też zapewnia Szpital na Klinach. – Naszą rolą jest poznanie pacjenta. Rozmawiamy z nim o czynnikach, które wpływają na jego sposób odżywiania się. Czy zawsze był otyły? Czy pozostali członkowie rodziny też cierpią na tę chorobę? Nie może być tak, że pacjent przychodzi tylko po zaświadczenie konieczne do zakwalifikowania go do zabiegu. Chodzi o diagnozę mechanizmów wpływających na otyłość – wyjaśnia psycholog Monika Włoskowicz-Majsak ze Szpitala na Klinach.

Diagnoza jest kluczowa, bo – jak zaznacza psycholog – choć często otyłość wiąże się z depresją, to czasem jest odwrotnie – otyłość wynika z depresji. Otyli pacjenci często borykają się samotnością, zdarza się, że popadają w rozpacz, która wpycha ich w alkohol. Jedzenie to często ich uzależnienie, którym rządzą takie same mechanizmy jak w chorobie alkoholowej. – Naszym zadaniem jest pokazanie tym pacjentom, jak z tym uzależnieniem walczyć. Uświadomić im, że tkwią w nich pokłady siły, decyzyjności i jak umiejętnie pokierować motywacją, by wygrać walkę z nałogiem – dodaje psycholog Włoskowicz–Majsak.

Jak zaznacza, często dopiero w gabinecie psychologicznym pacjenci, którzy przychodzą po zaświadczenie kwalifikujące ich do operacji dowiadują się wiele o sobie: rozumieją emocje, które nimi kierują, dostrzegają nowe możliwości funkcjonowania. Otwierają nowy rozdział w życiu. Psycholog musi sprawdzić, czy u pacjenta występują też inne zaburzenia – na przykład lękowe lub inne, mogące „sabotować” efekty operacji (niektóre choroby psychiczne dyskwalifikują pacjentów do tej operacji). Praca z psychologiem jest równie ważna zarówno przed, jak i po operacji. Pacjent, który nagle staje się szczupły, staje przed wyzwaniem zaakceptowania siebie w nowym ciele oraz walki ze starymi nawykami.

– Po operacji przychodzi moment euforii, który obniża naszą czujność, a ta jest bardzo potrzebna, gdy przyjdą kryzysy emocjonalne. Nowe ciało nie uchroni nas przecież przed gorszym dniem czy niespodziewanym, smutnym zdarzeniem w życiu. Wtedy trudno jest powstrzymać się przed powrotem do starych nawyków, czyli na przykład „zajadania” stresu. Naszą rolą jest przygotowanie pacjenta na takie potencjalne zagrożenia i wypracowanie u niego mechanizmów obronnych, czyli m.in. poczucia sprawczości lub zrobienia listy osób, które może poprosić o wsparcie w razie kryzysu – tłumaczy psycholożka. Żeby więc przygotować się do nowego życia, trzeba zrozumieć to stare. Warto to zrobić, bo któż nie chciałby odnaleźć siebie w tej lepszej wersji?

TOMASZ SEKIELSKI DLA WYBORCZEJ:

Tomasz SekielskiTomasz Sekielski Fot. Martyna Niećko / Agencja Gazeta

Nie mogłem tak dalej żyć. Otyłość olbrzymia – a na to cierpiałem, powodowała, że miałem nadciśnienie, zagrożenie cukrzycą typu drugiego. Wyglądałem fatalnie i czułem się fatalnie. Na różne sposoby próbowałem zrzucić kilogramy, starałem się pilnować jednak diety, ćwiczyłem. Ale niewiele osiągnąłem. Dlatego zdecydowałem się na operację bariatryczną. Mój lekarz przekonał mnie, że to dla mnie jedyna skuteczna metoda walki z otyłością. To był bardzo poważny zabieg – cztery piąte żołądka zostało usunięte. Otyłość taka jak u mnie była zagrożeniem dla zdrowia i życia. Schudłem sporo – ponad 30 kg, ale wciąż jeszcze mam dużo do zrzucenia. Teraz wracam do ćwiczeń, czyli do tego, co zacząłem jeszcze w marcu.

Dziś już wiem, że wszystkie osoby, które mają taki problem jak ja, powinny iść do lekarza, nie bać się zacząć leczyć otyłości i zdecydować się na operację, jeśli nie mogą w inny sposób stracić wagi.

Walka z nadwagą jest bardzo ciężka, osoby, które nie mają problemu z nadwagą, nie są nawet w stanie zrozumieć, jakie to trudne. U mnie problemem był stres. Zajadałem to. Niektórzy popadają w inne uzależnienia, a u mnie uzależnieniem stało się jedzenie. Teraz wracam do lepszej wersji siebie!

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.