Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dominika Wantuch: Na świecie i w Europie jest już czymś powszechnym i popularnym. W Polsce pacjenci dopiero poznają urologię robotyczną. Czym ona właściwie jest?

Doktor Paweł Wisz: To chirurgia, w której wykorzystujemy robota do przeprowadzania skomplikowanych operacji urologicznych metodą małoinwazyjną. To głównie zabiegi związane z nowotworem prostaty. Robot jest narzędziem, które usprawnia pracę lekarza. Chirurgia robotyczna zaczęła się rozwijać w 2000 r. Wtedy we Frankfurcie przeprowadzono pierwszą operację usunięcia prostaty z wykorzystaniem robota da Vinci. Od tego czasu obserwujemy diametralny wzrost liczby takich zabiegów.

Ile dziś wykonuje się ich na świecie?

Na świecie mamy już ok. 5,2 tys. robotów, w samych Niemczech jest blisko 140, w Czechach 10, we Włoszech ponad 100. W ciągu roku wykonuje się nimi ponad milion operacji.

Ale urologów, którzy wykonują operacje z wykorzystaniem robota da Vinci, wcale nie jest wielu? Pan jest jednym z siedmiu urologów na świecie, którzy odbyli pełne, certyfikowane szkolenie?

Na świecie pracuje 43 tys. chirurgów robotycznych. Mamy Europejskie Towarzystwo Urologiczne i tam jest sekcja robotyczna, którą zainicjował światowy lider chirurgii robotycznej w urologii prof. Alexandre Mottrie. W 2010 r. założył on Orsi Academy – największy na świecie, poza USA, ośrodek szkoleniowy chirurgii robotycznej. W 2015 r. powstał pierwszy na świecie program szkoleniowy, który przeszedł proces walidacji. To bardzo usystematyzowany program kształcący lekarzy w chirurgii robotycznej, mający na celu uzyskiwanie powtarzalnych i dobrych wyników.

Rzeczywiście, ja byłem siódmą osobą na świecie, która to szkolenie pod kierownictwem prof. Mottriego przeszła. Są to szkolenia odbywające się stale, ale ze względu na ich prestiżowy charakter następny termin aplikacji na szkolenie u prof. Mottriego jest w 2026 r.

Jest pan też jednym z 12 urologów w Europie, który przeszedł kurs pod kierownictwem prof. Vipula Patela.

Profesor Patel jest urologiem z USA, który wykonał najwięcej na świecie operacji nowotworów prostaty metodą robotyczną. Miałem zaszczyty być jednym z 12 urologów w Europie, który odbył kurs Masterclass dla zaawansowanych operatorów robota da Vinci pod jego kierownictwem.

Jaka była pana droga w kierunku urologii robotycznej?

Pierwsze kroki stawiałem w Niemczech, gdzie pracowałem i gdzie chirurgia robotyczna rozwija się bardzo prężnie, a w USA 90 proc. operacji urologicznych odbywa się z pomocą robota. W Belgii przez ostatni rok nie widziałem ani jednego zabiegu nowotworu prostaty wykonanego metodą tradycyjną. Dlatego gdy tylko mogłem, to sam zacząłem aplikować na kursy, rozmawiałem z profesorami, oni szacowali moje umiejętności i możliwości pracy z robotem. Zdobyte doświadczenie pozwoliło mi stać się jedynym międzynarodowym polskim trenerem robotycznym w Orsi Academy.

Jakie umiejętności i predyspozycje musi mieć lekarz, by pracować z robotem? Bo rozumiem, że choć robotyka coraz mocniej się rozwija, to nie jest to naturalna droga dla każdego urologa.

Tak, roboty są powszechne, ale nie każdy będzie z nimi pracował. To są wyspecjalizowani lekarze, a sposób edukacji i sprawdzania, kto się nadaje, przez lata się zmieniał. Najpierw lekarze uczyli się metodą „see one, do one, teach one”, czyli „zobacz jedną, zrób jedną, naucz jedną”, ale oczywiście ze względów bezpieczeństwa pacjenta ta metoda nie była doskonała. Dziś mamy symulatory, na których się uczymy. W krakowskim Szpitalu na Klinach dysponujemy najnowocześniejszym systemem treningowym SimNow. Symulator jest podpięty do konsoli i na nich wykonujemy „wirtualne operacje”. Każdy ruch jest analizowany przez komputer, co pozwala na późniejsze zminimalizowanie ryzyka powikłań w czasie właściwej operacji.

On naśladuje ruchy lekarza?

Robot nie pracuje autonomicznie, jest to narzędzie odzwierciedlające ruchy lekarza. Ma on cztery ramiona, czyli operacja wygląda inaczej niż tradycyjna, gdy lekarz ma do dyspozycji dwie ręce i narzędzia. Lekarz pracujący przy konsoli musi zgrać ustawienie ramion robota, wiedzieć, jak je zmieniać, jak ruszać kamerą, jak przy tym wszystkim zgrać ruchy swoich rąk, bo ramiona robota są jakby przedłużeniem rąk lekarza i naśladują jego ruchy. Do tego mamy 10-krotne powiększenie i obraz trójwymiarowy, a końcówki ramion robota mogą obracać się na wszystkie strony.

W jakich operacjach urologicznych wykorzystywany jest da Vinci?

Głównie w operacjach usunięcia prostaty w wyniku nowotworu. Ale generalnie można nim wykonać wszystkie operacje onkologiczne w obrębie jamy brzusznej – operacje nerek, usunięcie guza nerek, usunięcie nerki, usunięcie nerki z moczowodem czy pęcherza moczowego. Ostatnio na największej na świecie konferencji urologii robotycznej w Lizbonie miałem możliwość zaprezentowania, jak robot da Vinci poradził sobie z przypadkiem zaawansowanego, bo aż 14-centymetrowego guza nerki, który został w całości usunięty przy zachowaniu narządu. W innym prezentowanym przypadku precyzja robota da Vinci pozwoliła na zachowanie nerki u pacjentki, u której guz był umiejscowiony tak, że przylegał do naczyń nerkowych. Dzięki wykorzystaniu robota da Vinci możliwe było bardzo precyzyjne usuniecie nowotworu w okolicy naczyń, bez ich uszkodzenia i z zachowaniem nerki.

Na czym w praktyce polega różnica między operacją prostaty metodą tradycyjną a robotem?

Prostata znajduje się w miednicy mniejszej, w miejscu gdzie przebiega dużo struktur nerwowo-naczyniowych. Dzięki temu, że mamy 10-krotne powiększenie i obraz 3D, nasze ruchy są precyzyjniejsze, jesteśmy w stanie dokładnie wypreparować odpowiednie struktury, żeby je zaoszczędzić. Bo operacja prostaty jest operacją onkologiczną. Czyli mamy nadrzędny cel: wyleczyć z nowotworu, a potem zrobić wszystko, by zapewnić powrót do jakości życia sprzed operacji, czyli przywrócić funkcję trzymania moczu i jeśli jest możliwość, to zachować erekcję.

Każdy milimetr zachowania cewki moczowej wpływa na powrót trzymania moczu. I robot, dzięki swojej delikatności, precyzji i możliwości uwidocznienia najdrobniejszych struktur wokół prostaty, daje większe szanse na utrzymanie moczu po operacji.

Jeśli chodzi o kolejne różnice, to dzięki temu, że robot jest precyzyjniejszy, to mamy podczas operacji mniejsze krwawienie i pacjent szybciej wraca do zdrowia. Usuwamy cewnik już w drugiej dobie po operacji i pacjent idzie do domu. Po operacji otwartej cewnik trzymany jest przez około dwa tygodnie, a okres rekonwalescencji jest znacznie dłuższy i wolniejszy.

Operacje z wykorzystaniem robota są też bardziej komfortowe dla lekarza, eliminują drżenie rąk, niepożądane ruchy, bóle pleców, kolan, które pojawiają się po kilku godzinach stania nad stołem operacyjnym.

Są jakieś minusy operacji robotycznych?

Tak, jeden – nie są w Polsce bezpłatne.

Jaki jest koszt?

Około 40 tys.

A jak wygląda to za granicą?

Na Zachodzie operacje z robotem da Vinci są refundowane. I tam już dawno stwierdzono, że jest to bardziej opłacalne dla systemu opieki zdrowia. Bo choć robot jest sam w sobie drogi – kosztuje ok. 10 mln zł – to całościowe koszty leczenia są dla systemu opieki niższe. Mamy mniejsze ryzyko przetoczenia krwi, pacjent krócej leży w szpitalu, szybciej wraca do zdrowia i do pracy. Kraje skandynawskie wymuszają nawet, żeby operować robotem, bo wyliczyły, że w dłuższej perspektywie jest to tańsze. Kilka lat temu opublikowano też w Hamburgu badania, z których wynikało, że choć operacje robotyczne na początku są droższe, to po dwóch latach okazują się tańsze dla systemu opieki zdrowotnej.

To ważne, bo przecież rak prostaty jest jednym z najczęstszych u mężczyzn.

Tak, dotyka mężczyzn po 45. roku życia i jest drugim co do częstości. U mężczyzn po 60. roku życia jest już pierwszym. Rocznie w Polsce choruje na niego15 tys. mężczyzn. I co ważne, ich świadomość rośnie. Ja, pracując za granicą, nieraz operowałem mężczyzn, którzy przyjeżdżali z Polski, a potem wysyłali kolejnych znajomych, bo oni już o tym normalnie rozmawiają, nie wstydzą się, chcą tę metodę polecić innym pacjentom. Cieszę się, że zmiany w Polsce się dokonały i pacjenci nie muszą już wyjeżdżać za granicę dzięki takim szpitalom jak Szpital na Klinach.

Roboty zastąpią pracę lekarzy?

Nie, bo one są od nas zależne. Ale na pewno roboty wyprą tradycyjne metody operacji urologicznych. Nie uciekniemy od tego, roboty chirurgiczne, z najbardziej zaawansowanym systemem da Vinci na czele, to jest nasza przyszłość.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.