Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dominika Wantuch: Rak prostaty jest drugim pod względem częstości zachorowań nowotworem u mężczyzn i drugim pod względem śmiertelności. To dość smutne statystyki.

Dr Łukasz Nyk: – To prawda, rocznie choruje od kilku do kilkunastu tysięcy mężczyzn. Przyczyn jest kilka: czynniki genetyczne, środowiskowe, klimatyczne, tryb życia. Bardzo ważny jest moment, kiedy pacjent zgłasza się do lekarza. Im szybciej, tym lepiej. Do niedawna jednak wielu mężczyzn odkładało moment wizyty u specjalisty, nowotwór gruczołu krokowego uznawali za coś krępującego, wstydliwego. Na szczęście podejście się zmienia. Mamy coraz większą świadomość społeczną, coraz więcej mężczyzn zgłasza się do urologa, rozumie potrzebę robienia badań, a to stwarza nam szansę na całkowite wyleczenie pacjenta. Tym bardziej, że mamy coraz lepsze metody diagnostyczne i coraz bardziej zaawansowane metody leczenia.

Wśród nich Robot da Vinci?

– Zdecydowanie. Statystyki mówią, że dynamika śmiertelności na raka prostaty zmniejsza się dzięki zastosowaniu nowych metod diagnostycznych i leczenia. Da Vinci jest dla nas najbardziej precyzyjnym i dokładnym narzędziem operacyjnym.

W jaki sposób przydaje się w leczeniu schorzeń urologicznych?

– Robota stosujemy przy operacjach urologicznych i uroonkologicznych, w tym w szczególności w operacjach raka prostaty i nerki, ale również pęcherza moczowego. Operujemy metodą laparoskopową, czyli małoinwazyjną, która jest tak samo skuteczna pod względem onkologicznym, jak operacje otwarte i umożliwia uzyskanie bardzo dobrego wyniku czynnościowego po operacji (trzymania moczu i wzwodu). W operacjach z asystą robota da Vinci zamiast swoich rąk używamy ramion robota i narzędzi robota, sterując nimi i mając nad nimi całkowitą kontrolę. One są podczas operacji naszymi rękami. W tych operacjach nic nie dzieje się bez wiedzy i decyzji chirurga. Robot nie ma własnej autonomii i pozostaje pod całkowitą kontrolą urologa.

Brzmi abstrakcyjnie.

– Ale to jest przyszłość medycyny, która teraz jest też w naszym zasięgu, choć na razie nie w takim wymiarze, jakbyśmy marzyli.

Co to znaczy?

– Miałem okazję zobaczyć, jak wiele ma możliwości i jak wykorzystywany jest robot da Vinci podczas półrocznego stażu z urologii małoinwazyjnej i robotycznej w Klinice Urologii Uniwersytetu w Chicago. To jeden z trzech pierwszych ośrodków na świecie wprowadzających chirurgię robotyczną w urologii. Tam codziennie, na trzech salach operacyjnych, wykonuje się robotami po dwie operacje. Czyli sześć w ciągu jednego dnia. To pokazuje ogromne możliwości urządzenia.

Mówi pan, że wykorzystanie robota jest niezwykle istotne przy operacji raka prostaty.

– Lecząc chorych na raka prostaty musimy spojrzeć na trzy aspekty naszego postępowania: po pierwsze onkologiczny, po drugie na aspekt związany z trzymaniem moczu po operacji i trzeci to erekcja, czyli wzwodu prącia po operacji. Gruczoł krokowy jest tak niefortunnie położony, że znajduje się w samym dnie miednicy mniejszej. Od góry graniczy z pęcherzem moczowym, od dołu ze zwieraczem zewnętrznym cewki moczowej, który zapewnia trzymanie moczu po operacji, a po bokach oplata go sieć naczyń i nerwów odpowiedzialnych za wzwody prącia po operacji.

Im bardziej precyzyjne narzędzia mamy, tym bardziej jesteśmy w stanie wypreparować cewkę moczową nie uszkadzając struktur odpowiedzialnych za trzymanie moczu oraz zaoszczędzić pęczki naczyniowo-nerwowe odpowiedzialne za erekcję, nie ryzykując jednocześnie dodatnim marginesem chirurgicznym.

Taką możliwość daje robot?

– Zwiększa szansę na dobry wynik onkologiczny i czynnościowy. Widzimy bowiem obraz operacji w trójwymiarze, z bardzo bliska. Widzimy to, co dzieje się wewnątrz pacjenta, czego gołym okiem nie możemy dostrzec. Mówiąc precyzyjnie: siedząc za konsolą, mogę poruszać kamerą i ustawiać ją w najlepszym dla mnie położeniu, pod odpowiednim kątem, a dodatkowo poruszam, steruję i operuję ramionami robota, mając do dyspozycji jednocześnie zamiast rąk, małe, bardzo precyzyjne narzędzia chirurgiczne, które pracują tak, jak pracowałyby moje dłonie. Mogę je wprowadzić do miednicy mniejszej i bez kłopotu nimi manewrować, ponieważ narzędzie ma ok. 1-2 cm.

Ilu pacjentom można w ten sposób pomóc?

– Generalnie jest tak, że jeżeli chory kwalifikuje się do leczenia operacyjnego to można wykonać każdą operację z asystą robota. Więc możliwości prawie nieograniczone. Oczywiście, nie każdy rak prostaty wymaga operacji, są również inne metody leczenia i postępowania.

Trzeba również pamiętać o tym, że robot ma zastąpić kiepskiego chirurga. Bo to wciąż chirurg-urolog jest najważniejszy w procesie leczenia operacyjnego. Wielu uważa, że robot umożliwia operatorowi być jeszcze lepszym i bardziej skutecznym. I oczywiście chcielibyśmy pracować robotami, jak w Chicago, ale to na razie niemożliwe. Liczymy, że robot otrzyma dofinansowanie NFZ i będzie bardziej dostępny. Zwłaszcza że skraca zdecydowanie krzywą nauki danej operacji nawet 10-krotnie.

Co to oznacza?

W chirurgii laparoskopowej urolog, żeby wypracować pewną powtarzalność swoich operacji (tzw. krzywa nauki), aby robić je dobrze, płynnie i pewnie, z jak największą korzyścią dla pacjenta powinien wykonać ok. 100-200 takich operacji. Przy zastosowaniu robota, ta potrzeba powtórzeń zmniejsza się nawet 10 razy. Oznacza to, że narażamy 10 razy mniej mężczyzn na ewentualne problemy. To jest ogromna szansa i dla lekarzy, i dla pacjentów.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.