Większa precyzja, niewielkie blizny, krótsza rekonwalescencja - to tylko kilka przewag robotów chirurgicznych da Vinci nad tradycyjnymi operacjami. Od kwietnia z jednego z nich korzystają pacjenci krakowskiego Szpitala na Klinach.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na pomysł wykorzystania robotów w medycynie wpadło... NASA. Pod koniec lat 70. rozpoczęto pracę nad robotami, które miały się stać wyposażeniem sal operacyjnych statków kosmicznych i baz orbitalnych, w razie potrzeby ratując życie astronautów. Robotem miał sterować przebywający na Ziemi lekarz, a wszystko miało przebiegać tak precyzyjnie, jakby stał nad łóżkiem pacjenta.

Na zamówienie Pentagonu

Pierwszym na świecie robotem chirurgicznym zatwierdzonym i dopuszczonym do powszechnego użytku był w 1994 r. AESOP Robotic System, który podczas mało inwazyjnych operacji chirurgicznych trzymał i stabilizował kamery. Kolejny był ZEUS: sterowany, trzyramienny robot wykorzystywany w chirurgii laparoskopowej. Z jego wsparciem w 1998 r. po raz pierwszy przeprowadzono operację zespolenia jajowodów oraz założenia by-passów.

Niemal w tym samym czasie w asyście nowego robota da Vinci, który powstał na zamówienie Pentagonu, przeprowadzono operację zastawki mitralnej serca oraz kolejnego założenia by-passów. Wkrótce robota zaczęły rozwijać także firmy komercyjne, a da Vinci stał się najbardziej zaawansowanym systemem robotycznym na świecie, z którego wykorzystaniem przeprowadza się ponad 170 typów zabiegów chirurgicznych, w tym na odległość kilkunastu tysięcy kilometrów.

Da Vinci to swego rodzaju robotyczne przedłużenie rąk chirurga. Przez niewielkie nacięcia do wnętrza ciała pacjenta wprowadzone zostają interaktywne ramiona zaopatrzone w potrzebne w danym przypadku mikronarzędzia chirurgiczne. Ich ruchem steruje chirurg operator, który przebieg operacji śledzi w dużym powiększeniu na swoim monitorze.

Precyzyjnie do celu

– Zabiegi wykonywane przy wsparciu systemu robotycznego da Vinci dają możliwość działania w trudno dostępnych miejscach, pozwalają na wysoką precyzję. Technologia umożliwia np. anatomiczną resekcję prostaty z zachowaniem potencji seksualnej oraz trzymania moczu przy minimalnej utracie krwi – podkreśla pracujący w Nowym Jorku urolog Janusz Plawner.

Robot najlepiej sprawdza się w operacjach raka prostaty i raka trzonu macicy, w których specjalizuje się Szpital na Klinach. Zabiegi wykonywane w obrębie miednicy są bowiem wyjątkowo trudne ze względu na niełatwy dostęp i potrzebę wysokiej precyzji. Dodatkowo zastosowanie robota ogranicza ryzyko wznowienia nowotworu, a także wystąpienia powikłań pooperacyjnych oraz dysfunkcji związanych z aktywnością seksualną i trzymaniem moczu, zarówno u kobiet, jak i mężczyzn. Od czerwca krakowski szpital wykorzystuje da Vinci także w zabiegach z zakresu chirurgii ogólnej.

Decyzję o wykonaniu zabiegu daną metodą podejmuje sam pacjent, zgłaszając się do szpitala. Tam spotyka się z lekarzem na wizycie kwalifikacyjnej, gdzie wyjaśniane są wszelkie szczegóły zabiegu, ewentualne powikłania czy alternatywne metody leczenia.

– Operacje robotyczne mogą w całości zastąpić operacje otwarte, widać ten trend w rozwoju chirurgii w USA i krajach Europy Zachodniej – podkreślają w krakowskim szpitalu. – Wskazania do przeprowadzenia zabiegu metodami otwartymi bądź mało inwazyjnymi są takie same, o ile przeprowadzenie zabiegu jest możliwe i stanowi najlepszą metodę leczenia w przypadku konkretnego pacjenta.

Ile to kosztuje?

Jak można się spodziewać, cena zabiegu nie jest niska. Zabieg urologiczny to koszt ok. 40 tys. zł, ginekologiczny – 35 tys. Finalnie cena może być jednak niższa, w zależności od typu zabiegu, jego rozległości, a także indywidualnych uwarunkowań zdrowotnych pacjenta (np. braku chorób współtowarzyszących).

W ramach usługi każdy pacjent może liczyć na konsultację kwalifikującą u lekarza przeprowadzającego zabieg (ok. 45 minut), zlecenie wykonania badań dodatkowych takich jak PSA, biopsja, MRI czy badane histopatologiczne, konsultację u lekarza anestezjologa, a w przypadku wystąpienia chorób współistniejących także przeprowadzenie dodatkowej diagnostyki u lekarzy innych specjalizacji. Dodatkowo otaczany jest opieką tzw. Indywidualnego Opiekuna Pacjenta, który pomaga mu w umówieniu wizyt (kwalifikującej i kontrolnych), odpowiada na wszelkie pytania dotyczące przebiegu operacji, rekonwalescencji, dalszych zaleceń czy możliwości sfinansowania zabiegu.

Opieka po zabiegu

Sama hospitalizacja zwykle trwa pięć dni. W jej trakcie pacjent objęty jest opieką zarówno lekarza prowadzącego, jak i fizykoterapeuty, dietetyka oraz psychologa. Po opuszczeniu szpitala czekają go jeszcze konsultacja specjalistyczna (trzy do siedmiu dni po wypisie) oraz wizyty kontrolne, wszystkie uzupełnione badaniami diagnostycznymi i radiologicznymi. Wszystko to wliczone jest w cenę zabiegu.

Szpital podkreśla jednocześnie, że nie zawsze pacjent musi sięgać do własnej kieszeni. Coraz więcej osób dysponuje bowiem ubezpieczeniami pracowniczymi, których zakres obejmuje wypłatę świadczenia w przypadku poważnego zachorowania. A nowotwory prostaty i trzonu macicy niewątpliwe się do takich zaliczają.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem