Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po tym, jak szef Wojskowego Biura Historycznego Sławomir Cenckiewicz podał informację, że ks. Józef Tischner był kontaktem operacyjnym Służby Bezpieczeństwa, internet zalała fala komentarzy. Przeczytałem, że ks. Tischner współpracował z SB, że to koniec legendy kapłana. O hejcie i zwyczajnych pomówieniach nawet nie wspominam.

Cóż, łatwo wywołać burzę w medium, w którym nie weryfikuje się prawdziwości informacji. Ale niestety ten sam ton podchwyciły poważne media. Na przykład Jan Maciejewski w „Rzeczpospolitej” pisze o ks. Tischnerze w tym lustracyjnym kontekście tak: „Do tej biografii trzeba podejść bez znieczulenia. Nie ma sensu topić jej w słodkiej polewie góralskiej cepeliady, rozmiękczać wizerunkiem zabawnie mówiącego gwarą, sympatycznego księdza celebryty”. Kończy tym, że życie ks. Tischnera było dramatem.

Wyłącznie zapisy ewidencyjne

Przyjrzyjmy się temu dramatowi, bez znieczulenia i lukrowania.

Co wiemy o rzekomej współpracy księdza z SB? W archiwach Instytutu Pamięci Narodowej zachowały się wyłącznie zapisy ewidencyjne. Nie ma żadnej „teczki” Józefa Tischnera, nie ma żadnych dokumentów przez niego napisanych czy podpisanych, nie ma nawet esbeckich notatek, w których opisywano by jakieś informacje pozyskane od niego.

Z zapisów wiemy jedynie to, że SB po paru latach rozpracowywania ks. Tischnera jako figuranta, czyli podejrzanego o wrogą działalność, zarejestrowała go w roku 1983 jako kandydata na tajnego współpracownika, a „opracowanie go w charakterze kTW”, jak to nazywali esbecy, nie zakończyło się sukcesem. Funkcjonariusze zapisali go wtedy jako kontakt operacyjny. Była to kategoria współpracy mniej sformalizowana niż TW, teoretycznie oznaczała tajną, świadomą współpracę, w praktyce bywało różnie, bo brak wymaganej formalizacji ułatwiał zapisanie kogoś w tym charakterze bez wyraźnych podstaw. Oficer, naciskany przez szefów, próbujący się wykazać, łatwiej mógł przypisać komuś bycie KO niż TW.

W latach 80. decyzją ministra Kiszczaka nakazano pracownikom operacyjnym SB uzyskanie „wskaźnika nasycenia siecią” w liczbie 10, co oznaczało konieczność posiadania 10 osobowych źródeł informacji, spotykanie się z nimi i uzyskiwanie od nich regularnych raportów. Było to niemal fizycznie niemożliwe ze względu na mnogość innych obowiązków.

Nie ma nie tylko żadnych dowodów, ale również poszlak pozwalających twierdzić, że ks. Tischner udzielił SB jakiejkolwiek informacji o charakterze agenturalnym, że powiedział jej cokolwiek wartościowego operacyjnie.

Pozostały tylko insynuacje

Jest jeszcze jeden zapis, z października 1988 r., o zarejestrowaniu ks. Tischnera dla odmiany jako konsultanta. Koniec 1988 r. to czas upadku reżimu, kiedy było jasne, że żadne represje za odmowę współpracy nie grożą, kiedy od wielu miesięcy toczyły się rozmowy władz PRL z reprezentantami części opozycji. Ktoś, kto uwierzy, że ks. prof. Tischner został wtedy konsultantem krakowskiej SB, narazi się tylko na śmieszność.

O czym świadczy więc fakt rejestracji kogoś jako kontaktu operacyjnego? Wyłącznie o fakcie rejestracji, o niczym innym. Jeśli nie ma dowodów na współpracę, to temat jest zamknięty.

I dziś na podstawie wyłącznie takiego zapisu komentatorzy poważnych mediów piszą o życiowym dramacie ks. Tischnera, sugerują, że donosił SB? Bardzo w takim razie proszę, żeby to samo napisali o śp. Marii Kaczyńskiej, również rejestrowanej przez SB jako kontakt operacyjny (co ujawnił przed laty także prof. Cenckiewicz). Dowody w sprawie rzekomej współpracy pani prezydentowej z bezpieką są równie mocne, jak w przypadku ks. Tischnera – ograniczają się do zapisu w ewidencji.

O sprawie rejestracji ks. Tischnera wiadomo od wielu lat. Słyszałem o niej od znanego historyka z krakowskiego IPN w 2007 r. Przez tuzin lat nie udało się znaleźć żadnego dowodu współpracy, więc pozostały tylko insynuacje.

Ksiądz Tischner nie krył nigdy swoich kontaktów z SB. Był wzywany przez bezpiekę przy okazji procedury paszportowej, wielokrotnie wzywano go do Urzędu do spraw Wyznań, gdzie prowadził z nim rozmowy płk SB Józef Biel, udający urzędnika. To nie było nic tajnego.

Pułkownik Biel udawał urzędnika Urzędu do spraw Wyznań, Tischner długo udawał, że nie wie, że to esbek. Toczyli ze sobą spory na tematy religii, wiary, doktryny Kościoła, co ksiądz relacjonował później z rozbawieniem swoim znajomym.

Chodziło o to, żeby dostać paszport

Dzisiejsi komentatorzy, nieznający realiów PRL, myślący zupełnie ahistorycznie, mogą pytać z oburzeniem: „Po co te gry, po co rozmowy, spotkania z SB?”.

Odpowiedź jest prosta – trochę z ciekawości, trochę dla nawracania, ale przede wszystkim chodziło o to, żeby dostać paszport na wyjazd do Rzymu, żeby móc prowadzić swoją działalność bez straty nerwów na wojnę z szeregowymi esbekami i urzędnikami. Na zasadzie takiej, że skoro jest rozmowa, to nie będą bić. Nie ma podstaw, by sądzić, że te kontakty przekroczyły granice przyzwoitości.

Taki „dialog” prowadził niemal każdy proboszcz, każdy biskup, każda osoba znacząca cokolwiek w Kościele. Który z proboszczów nie rozmawiał, zachowywał się otwarcie wrogo wobec swojego „anioła stróża” z SB, ten nie miał zezwolenia na kupno materiałów budowlanych – cegieł, cementu, papy i blachy, nie miał paszportu, żeby wyjechać z pielgrzymką, miał na głowie kontrole i przeciw sobie wszystkie władze. Niekiedy łącznie z kościelnymi, bo zajmujący się Kościołem Wydział IV MSW miał duże możliwości w tym względzie. Cierpieli wtedy parafianie, parafia upadała, wreszcie ksiądz zostawał odwołany przez kurię i np. zostawał wysłany na zagraniczne misje. To właśnie spotkało kapelana opozycji, ks. Adolfa Chojnackiego, który z żadnym czerwonym nie rozmawiał. Mądrość Kościoła polegała wtedy na sztuce uniku, na sztuce kompromisu (zwłaszcza udawanego).

Od wszystkich domorosłych lustratorów ks. Tischnera domagam się jednego. Zanim napiszecie o jego dramacie i konieczności stanięcia w prawdzie, zanim rzucicie kolejne insynuacje ukryte pod maską troski o prawdę, zróbcie tylko jedno – dajcie jakikolwiek dowód na współpracę ks. Tischnera z SB. Jakikolwiek!

Maciej Gawlikowski – publicysta, dziennikarz, autor licznych filmów, książek i opracowań historycznych poświęconych opozycji w czasach PRL.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.