Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Jasiu, jak się nie będziesz uczył, to skończysz w zawodówce”, „Jasiu, dlaczego chcesz iść do zawodówki, przecież masz dobre oceny, jesteś zdolny chłopak, dostaniesz się do liceum!” - takie zdania to wciąż codzienność. Tak ze strony nauczycieli, jak i rodziców czy kolegów ze szkolnych ławek.

- To się musi zmienić. Bo na razie dyrektorzy gimnazjów i podstawówek niechętnie widzą nas w swoich murach. Ile razy słyszeliście wymówki, że wtedy jest zebranie, później wycieczka, a później egzamin i może odwiedzicie nas ze swoją ofertą w przyszłym roku - mówili dyrektorzy krakowskich szkół branżowych i techników podczas zorganizowanej przez „Wyborczą” debaty w ramach projektu „Zawodowcy”.

Szkolnictwo zawodowe to ogromna szansa

Wniosek był jeden - musi się zmienić świadomość. Bo jeśli chodzi o poziom, krakowskie „zawodówki” naprawdę nie mają się czego wstydzić.

Debata o szkolnictwie zawodowym - zapis

- Ogólnopolskie rankingi każdego roku plasują krakowskie technika w czołówce. Widać to choćby w rankingu „Perspektyw”, w którym z drugiej strony nasze licea wcale tak dobrze sobie nie radzą - mówiła wiceprezydent Krakowa ds. edukacji, sportu i turystyki Anna Korfel-Jasińska. I podkreślała, że to efekt wielu lat pracy. - Kiedy wraz z jedną z reform edukacji tworzono gimnazja, pojawiła się rekomendacja, by były one łączone z liceami ogólnokształcącymi, co było jednym z kroków sprowadzania szkół zawodowych i techników na dalszy plan. Jednocześnie w wielu miastach takie placówki likwidowano, lub też zaprzestano finansowania znajdującego się w nich sprzętu. Kraków tej tendencji na szczęście się oparł i mimo trudnego dla tych szkół okresu, nie tylko udało się je zachować, ale i później postawić na nogi.

- W politykach miejskich mocno stawiamy na szkolnictwo zawodowe, bo to ogromna szansa. Krakowskie szkoły są świetne, trzeba je tylko odpowiednio przedstawić. Staramy się więc działać i rozpoczęliśmy cykl spotkań z dyrektorami podstawówek, nauczycielami i doradcami zawodowymi, w trakcie których rozmawiamy o tym, jak szkolnictwo zawodowe najlepiej wypromować - podkreślała Ewa Całus, dyrektor krakowskiego wydziału edukacji.

Spotkania są potrzebne, jak się bowiem okazuje, wiedza na temat szkół branżowych i techników kuleje.

- Nie pomaga w tym fakt, że reforma szkolnictwa wyższego sprzed kilku lat zmieniła nazewnictwo, podstawy programowe oraz długość trwania nauki. Większość osób zupełnie w tym systemie nie ma orientacji, co więcej, nie chodzi tylko o uczniów i ich rodziców, ale nawet nauczycieli - nie ukrywał dyrektor Zespołu Szkół Mechanicznych nr 3 Krzysztof Sekunda.

- Nauczyciele w podstawówkach mają bardzo fragmentaryczną wiedzę choćby na temat zapotrzebowania rynku na konkretne zawody, systemu kwalifikacji zawodowych, czy licznych możliwości, jakie daje szkolnictwo zawodowe - wtórował dr Marian Piekarski, doradca zawodowy i dyrektor Centrum Pedagogiki i Psychologii na Politechnice Krakowskiej. - Oczywiście trudno nauczycieli winić - obłożenie obowiązkami jest ogromne, a do tej pory doradzali uczniom raczej w wyborze gimnazjum. Faktem jednak jest, że uczniom nie ma nawet kto wiedzy przekazać. A w związku z reformą edukacji i kumulacją dwóch roczników w tegorocznej rekrutacji, obserwuję jeszcze większy poziom bezradności i brak decyzyjności młodzieży.

Trudna decyzja o przyszłości

Jak podkreślał Piekarski, wątpliwości co do podwójnej rekrutacji przekładają się i na rodziców, którzy wykazują coraz większą aktywność. Z chęcią korzystają z możliwości spotkań, a podczas dni otwartych dyrektorzy nigdy wcześniej nie widzieli takiej ich liczby.

- Gimnazjaliści zwykle przychodzą sami lub grupkami, jak się wydaje podejmując decyzje bardziej świadomie i samodzielnie. Ośmioklasistom w większości towarzyszą rodzice. I oni będą mieli jeszcze większy wpływ na podejmowanie decyzji z racji reformy szkolnictwa i młodszego wieku uczniów wybierających pomiędzy liceum a szkołą branżową - zauważał Sekunda.

- W tym momencie decyzję o swojej przyszłości uczniowie muszą podejmować już w wieku 13,5 lat. Może to być dużym wyzwaniem dla szkolnictwa zawodowego, bo młodzież, niezdecydowana co do tego co chce robić, może być bardziej skłonna wybrać liceum ogólnokształcące, tak na wszelki wypadek. Dla nich szkoła branżowa może się wydawać jasną deklaracją zawodu wykonywanego w przyszłości i zamknięciem sobie innych dróg - podkreślała Marzena Lenar, dyrektor Zespołu Szkół Poligraficzno-Medialnych.

Zdaniem debatujących ważne jest, by o szkołach branżowych nie tylko mówić, ale i je młodzieży pokazać. Dlatego są bardzo otwarci na współpracę z podstawówkami, a nawet przedszkolami, zapraszają je do siebie na wycieczki. Odzew jest jednak niewielki.

- Niestety, wśród wielu dyrektorów wciąż pokutuje przekonanie, że ich szkoła wypadnie tym lepiej w statystykach, im więcej absolwentów będzie miała w liceach ogólnokształcących - mówiła wiceprezydent Korfel-Jasińska. - Jesienią zorganizowaliśmy spotkanie z dyrektorami szkół technicznych, którzy opowiadali o swoich świetnie wyposażonych pracowniach, wymianach międzynarodowych, realizowanych projektach, np. projektowaniu ogrodów przedszkolnych, czy świadczeniu usług pracodawcom o świetnej pozycji na rynku. Rodzice byli zszokowani, bo oni wciąż pamiętają te owiane złą sławą zawodówki ze swoich lat młodości i opowieści rodziców.

Perspektywa dobrej pracy

Jak mówili debatujący, warto też pokazywać pozytywne przykłady.

- Zacznijmy traktować szkoły branżowe nie jak drugi wybór, ale perspektywę. Przede wszystkim perspektywę dobrej pracy, bo w tej chwili firmy poszukują głównie absolwentów szkół branżowych - mówił Sekunda. - Zgłasza się do mnie wielu pracodawców, którzy mają ogromny problem ze znalezieniem pracowników, szukają więc już wśród uczniów.

- Prognozy dotyczące zapotrzebowania na pracowników i kluczowych dla rozwoju naszej gospodarki zawodów mówią jasno: szkolnictwo zawodowe jest niezwykle potrzebne. Ale nawet w tych zawodach szkoły z trudem znajdują chętnych, by niektóre klasy w ogóle otworzyć - mówił Marek Filipczyk, dyrektor Centrum Kształcenia Praktycznego. Do jego szkoły często z kolei zgłaszają się dorośli, którzy po zetknięciu z rynkiem pracy dostrzegają potrzebę kształcenia w zawodach praktycznych. Coraz popularniejsze są więc kwalifikacyjne kursy zawodowe, prowadzone m.in. przez CKP.

- Przychodzą studenci, asystenci na uczelniach, którzy uczą się stolarki, czy obróbki CNC. Owszem, przychodzą z pewną wiedzą, ale gdyby po samych tylko studiach mieli stanąć przed obrabiarką, po prostu by sobie nie poradzili - podkreślał Filipczyk. - Przychodzą też hobbyści i ludzie, którzy nie do końca dobrze pokierowali swoją karierą i ścieżką kształcenia, chcą więc nabyć potrzebne na rynku pracy umiejętności.

- Jeszcze kilkanaście lat temu w naszej branży było tak, że pracodawcy byli skłonni przyjąć do pracy człowieka z ulicy, bez odpowiedniego wykształcenia, decydując się na jego samodzielne przeszkolenie. Chodziło oczywiście o względy ekonomiczne. Kilka lat temu ten trend zaczął się jednak odwracać. Pracodawcy chcą już pracownika, który wie, co robi i się na swoim fachu zna. A że w wielu zawodach, w których kształcą szkoły branżowe, ludzi brakuje, tym lepsze ich perspektywy na rynku pracy - mówiła Beata Krupa, kierownik szkolnictwa zawodowego w Zespole Szkół Poligraficzno-Medialnych.

Potwierdzał to m.in. Paweł Kucharczyk, dyrektor Zespołu Szkół Łączności. - Nasi absolwenci zdecydowanie nie mają problemu ze znalezieniem pracy, a duża część uczniów znajduje ją jeszcze w trakcie nauki, na przykład dzięki praktykom.

Sprzęt od pracodawców

Dyrektorzy zgodnie przyznali, że na przestrzeni ostatnich lat współpraca z pracodawcami idzie znacznie lepiej. O ile kiedyś to szkoły musiały o taką współpracę walczyć, o tyle obecnie firmy są coraz bardziej otwarte, często wręcz zgłaszają się do szkół same.

- Udaje nam się na przykład pozyskać sporo sprzętu od pracodawców. Jest to co prawda sprzęt, który te firmy już wycofują, jest więc im niepotrzebny i może nieco przestarzały, dla nas jednak wciąż jest bardzo wartościowy i na pewno nie moglibyśmy sobie na niego pozwolić. I co najważniejsze, z powodzeniem można na nim prowadzić wszystkie ćwiczenia - mówił Kucharski. - Współpraca idzie coraz lepiej, bo wiele firm stworzyli absolwenci naszej szkoły, wiedzą więc, jakie są nasze potrzeby i jest to dla nas bardzo duże wsparcie.

Wciąż nie oznacza to jednak, że sytuacja jest idealna. Jak dodaje Kucharski, nie wszystkie firmy są na przykład w stanie zrozumieć, że szkoły muszą zrealizować pewną podstawę programową.

- Część pracodawców chciałaby np., żeby w naszych pracowniach uczniowie wykonywali na ich rzecz usługi czy badania, które mogliby później wykorzystać. Nie mamy przecież tyle czasu wolnego, musimy iść zgodnie z programem, z którym i tak ledwie się przecież wyrabiamy - podkreślał.

- Pracodawcy chętnie współpracują, jeśli chodzi o zapraszanie na warsztaty, gorzej jednak z przekazywaniem nowoczesnego sprzętu czy środków na jego zakup. Nie wspominając o problemie z utrzymaniem maszyn, ich naprawami i kosztownych materiałach eksploatacyjnych. Uczeń musi przecież mieć na czym pracować, a postęp technologiczny jest bardzo szybki. By nabyć wartościowe umiejętności, nasi uczniowie potrzebują nowoczesnego oprogramowania graficznego, a nie tego sprzed 5 lat - podkreślała Krupa.

- Konieczne wydają się zmiany systemowe i o takie Kraków wielokrotnie do ministerstwa występował. Pod kątem współpracy z firmami przydałyby się przede wszystkim narzędzia finansowe, jak np. zwolnienie z podatku czy jego obniżenie w wypadku przekazania szkole sprzętu czy przy innych formach współpracy. Przedsiębiorca musi widzieć jednak w swoich działaniach pewien interes ekonomiczny - proponowała Korfel-Jasińska.

Prestiż i wyzwanie

Jak podkreślali uczestnicy debaty, o szkolnictwie zawodowym trzeba przede wszystkim wiele mówić. Pokazując nie tylko, jak system działa, ale i podkreślając szanse uczniów na rynku pracy. Nie zapominając jednak przy tym, że wcale nie jest to ścieżka łatwa.

- Pamiętajmy, technikum to zarówno nauka przedmiotów takich jak w liceum, a do tego 1500 godzin kształcenia w zawodzie i 2 dodatkowe egzaminy praktyczne. Mimo obiegowych opinii, to wcale nie jest ścieżka łatwiejsza - podkreślała Krupa. - Tym bardziej więc warto podkreślać, że to wcale nie jest gorszy wybór, a wręcz przeciwnie, prestiż i wyzwanie. A ukończenie szkoły zawodowej naprawdę świetnie wyposaża w wiedzę i praktyczne umiejętności - wtórowała jej Całus.

- Mamy atuty w ręku, musimy je tylko wrzucić na stół - podkreślał dr Piekarski.

embed
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.