Wiedeń do rodziców: odwozisz dzieci do szkoły? Zostaw auto pod domem, skorzystaj z roweru lub komunikacji miejskiej. Czy taka zmiana ma szansę przyjąć się w Krakowie? Rozmowa z Petrą Jens, pełnomocniczką miasta do spraw komunikacji pieszej z wiedeńskiej Agencji Mobilności, inicjatorką projektu "Schulstraße".
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Michał Olszewski: Podobno to pani wpadła na pomysł, żeby zniechęcić wiedeńczyków do przywożenia dzieci do szkoły samochodami.

Petra Jens: – Nie, to nie tak! Wiedeń ma strategię mobilności, w której znajduje się wyraźny cel: do 2025 roku chcemy zredukować o 25 proc. liczbę przejazdów prywatnymi samochodami osobowymi. Dlatego rozwijamy ruch rowerowy, pieszy, komunikację publiczną. To jest nasz pomysł na lepsze i zdrowsze miasto. Zobowiązuje nas też do tego polityka miejska: chcemy, by do 2030 roku redukcja emisji CO2 w Wiedniu wyniosła 30 proc. w porównaniu z latami 90. W tym celu 80 proc. podróży odbywać się musi pieszo, rowerem lub komunikacją miejską. Brakuje nam niedużo: w tej chwili udział wynosi 73 proc. Nie wspominam nawet o zdrowiu i obowiązku, by walczyć z powszechną otyłością. Nie uda nam się to, jeśli będziemy hołdować dawnym przyzwyczajeniom.

Ale wymyśliła Pani pilotażowy projekt, który uniemożliwia rodzicom podwożenie dzieci pod drzwi szkoły.

– To nie ja. Podobne działania były podejmowane wcześniej we Włoszech, na przykład w Bolzano, ale również w innych miastach Austrii, choćby w Grazu. Agencja Mobilności, w której pracuję, zaczęła szukać zainteresowanych szkół, nauczycieli, dyrektorów, rodziców i polityków dzielnicowych. Następnie Departament Bezpieczeństwa Drogowego otrzymał od nas listę propozycji i wybrał szkołę podstawową przy Vereinsgasse w 2. Dzielnicy.

Dlaczego akurat tam?

– To charakterystyczne miejsce. Szkoła znajduje się na skrzyżowaniu typu T, przy dwóch wąskich, jednokierunkowych uliczkach, bez dostępu do komunikacji publicznej. Uczy się tam 400 uczniów. Rodzice skarżyli się od dawna, że tuż przed rozpoczęciem lekcji ruch samochodowy jest zbyt duży, samochody parkują gdzie popadnie, a ryzyko potrącenia któregoś z uczniów jest wysokie. Na zwykły ruch drogowy nakładał się ten generowany przez rodziców, odwożących dzieci do szkoły. Pamiętam taki moment, kiedy na 15 zaparkowanych przez rodziców samochodów aż 14 aut stało w nieprawidłowy sposób, utrudniając ruch dzieciom.

Przez cały wrzesień pracownicy szkoły ustawiali więc na wjazdach w ulice przenośne płoty, blokując ruch pomiędzy 7.45 a 8.15, czyli w czasie, kiedy dzieci schodzą się do szkoły. Postawiliśmy też znaki drogowe informujące o czasowym zakazie wjazdów. Były ulotki, pomagali nam policjanci, na chwilę zainstalowaliśmy kamery, żeby liczyć poszczególnych uczestników ruchu. A po miesiącu płoty zdjęliśmy i zostały tylko znaki drogowe.

Nie każda szkoła nadaje się do takich działań. Odpadają placówki położone przy dużych, ruchliwych ulicach i w miejscach z komunikacją publiczną.

JAKUB WŁODEK

Byłem na miejscu, żeby zobaczyć, jak działa pilotaż. Przy tych ulicach mieszka kilkaset osób. Jak zareagowali na czasowy zakaz ruchu?

– Stanęło na tym, że również mieszkańcy nie mogą wyjeżdżać w tym czasie ze swoich miejsc parkingowych. Prosiliśmy, żeby wychodzili odrobinę wcześniej albo później, ewentualnie parkowali poza zamkniętymi ulicami. Wydaje się, że zrozumieli sens naszych działań. Dotychczas otrzymaliśmy zaledwie trzy skargi.

Nie jest tak, że kierowcy zatrzymują się po prostu za rogiem?

– Pewnie część tak robi, ale proszę wziąć pod uwagę, że próbujemy osiągnąć dwa cele jednocześnie: zmniejszyć liczbę przejazdów samochodowych do szkół i poprawić bezpieczeństwo wokół placówek. Mówimy rodzicom jasno: jeśli chcecie przywozić dzieci do szkoły, nie będziemy tego zabraniać. Ale zadbajcie chociaż o bezpieczeństwo dookoła szkoły. Zaparkujcie dalej i przejdźcie ten kawałek na piechotę. Potrwa to może 10 minut dłużej, ale pod szkołą będzie bezpieczniej. Innymi słowy: zmieńcie przyzwyczajenia.

A potem zdjęliście płot. Widziałem, że rodzice przychodzili z dziećmi na piechotę, ale sporo kierowców przejeżdżających tą trasą, lekceważyło zakaz.

– Cóż, okazało się, że same znaki drogowe to jednak trochę za mało. Ogrodzenie okazało się konieczne.

Policzyliście wcześniej, jaki procent porannych przejazdów samochodowych stanowią te do szkół?

– Tak, mamy to dobrze udokumentowane. W całym Wiedniu średni udział w ogólnej liczbie wszystkich przejazdów wynosi 20 proc., jest więc o co walczyć. Jeśli zaś chodzi o tę szkołę, sytuacja wygląda inaczej: chodzą do niej w dużej mierze dzieci z okolicznych kwartałów. Na początku czerwca zrobiliśmy dokładną statystykę: 10 proc. dzieci przyjeżdżało samochodami, 47 proc. przychodziło pieszo, 8 proc. przyjeżdżało rowerem, 17 proc. korzystało z transportu publicznego, reszta z innych środków transportu, jak hulajnogi.

A teraz?

– Samochodami przyjeżdża 7 proc. dzieci, pieszo przychodzi 56 proc., roweru używa 10 proc., a transportu publicznego 12 proc. Wydaje mi się, że zmianę widać gołym okiem.

To sukces?

– Naturalnie, tym bardziej, że rodzice przestali parkować przed wejściem do szkoły. Ten problem został rozwiązany. No i najważniejsze: dzieci i rodzice są zadowoleni z efektów pilotażu. Chcą, by zakaz nadal obowiązywał. Wydaje się też, że miarą tego sukcesu jest zainteresowanie w innych częściach miasta: w tej chwili wprowadzenia podobnych rozwiązań domaga się 20 wiedeńskich szkół. Razem z Departamentem Bezpieczeństwa Drogowego pracujemy właśnie nad ramami, dzięki którym będzie to możliwe. Co istotne, nie mówimy o wielkich inwestycjach. Przenośny płot i znaki drogowe nie wymagają dużych nakładów finansowych.

JAKUB WŁODEK

Władze Krakowa zastanawiają się, czy nie wprowadzić podobnego programu pilotażowego jak w Wiedniu. Zastanawiam się, jakie są szanse powodzenia? Wiedeń jest co prawda znacznie większy, ale starsza część Krakowa ma charakter urbanistyczny podobny do stolicy Austrii.

– A dlaczego nie? Warto próbować, rozmawiać z rodzicami, dziećmi, nauczycielami, lokalnymi aktywistami. Tym bardziej, że to nie jest jedyny pomysł, który ostatnio realizujemy w Wiedniu. Pewne działania podjęliśmy już jakiś czas temu, ograniczając prędkość pojazdów, wprowadzając tzw. strefy spotkań [na tej samej przestrzeni dopuszczony jest ruch pieszy, samochodowy i rowerowy – red.] czy likwidując część podziemnych przejść pod ulicami. Wszystko to miało dać większy komfort pieszym. Ale na tym nie poprzestajemy. Przed jedną ze szkół zamknęliśmy ostatnio ulicę, stawiając tam ławki. Zrobiło się naprawdę bezpieczniej i przyjaźniej, dzieci mogą biec do pobliskiego parku bez strachu, że zostaną potrącone przez nieuważnego kierowcę. Gdzie indziej rodzice zgłaszali nieustanny problem z lekceważeniem przez kierowców ograniczenia prędkości w pobliżu szkoły. Pomalowaliśmy więc ulicę na niebiesko, co okazało się strzałem w dziesiątkę – na kierowców ta strefa działa trzeźwiąco. Prowadzimy też dużo projektów edukacyjnych skierowanych do przedszkoli: każde może na przykład wypożyczyć na 5 tygodni specjalny rower cargo, wyładowany grami edukacyjnymi. Wychowawcy przechodzą szkolenie, dzięki któremu profesjonalnie i ciekawie opowiadają najmłodszym o tym, dlaczego warto jeździć rowerem i chodzić na piechotę.

Myślę o czym innym: rejonizacja szkół w Krakowie postrzegana jest przez rodziców jako utrapienie i wykorzystywana w ostateczności. Każdego poranka na nasze ulice wyjeżdżają tysiące rodziców – taksówkarzy, rozwożących dzieci po różnych zakątkach miasta, często bardzo odległych od miejsca zamieszkania. Na parkingach szkolnych dochodzi do awantur, ulice są kompletnie zakorkowane. I nie mamy metra.

– Pocieszę pana: w Wiedniu też są rodzice – taksówkarze. I zachodzę od lat w głowę, dlaczego szkoły nie przyjęły najprostszego modelu, dzięki któremu można byłoby ruch samochodowy przynajmniej odrobinę rozgęścić. Nie ma przecież obowiązku, żeby do szkoły wszyscy chodzili na godzinę ósmą, dyrektorzy mają tu prawo do elastyczności. Z jakichś przyczyn z tego nie korzystają. A jak jest u was?

Nasi dyrektorzy również nie mają takiego obowiązku. Mimo to w przedszkolach i szkołach dominuje godzina ósma. To chyba pozostałość dawno minionych czasów, kiedy cała klasa robotnicza i urzędnicza zaczynały pracę mniej więcej o tej samej godzinie.

– No właśnie, nie rozumiem tego upartego trzymania się ósmej jako momentu, który organizuje cały dzień. Rozumiem, że to jest cząstkowe rozwiązanie, ale podsuwam je pod rozwagę, bo moim zdaniem, może przynieść ulgę.

Jeszcze jedno: ponosimy konsekwencje tego, że po 1989 roku polskie miasta projektowane były tak, by najwygodniej żyło się w nich kierowcom. Ten trend zmienia się dopiero w ostatnich latach.

– Chyba nie jest aż tak źle. Jeździłam trochę po Polsce, w dużych miastach macie świetną infrastrukturę dla pieszych i rowerzystów. Rzecz w tym, by nie poprzestawać i dążyć do trwałej zmiany trendu. „Ulica szkolna” ma być jednym z takich drobnych pomysłów, które usprawniają życie w mieście.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Mieszkam od kilku lat w Salzburgu, gdzie do pracy dojeżdżam - jak większość mieszkańców - rowerem. Pora roku nieważna. Od kilku lat nie byłam przeziębiona, mam lepszą kondycję i nie zanieczyszczam alpejskiego powietrza.
    @nickki
    zazdroszczę pani, ja się w smogach sarmackich męczę...
    już oceniałe(a)ś
    16
    1
    @nickki
    Ale w Polsce się nie da:) Wystarczy poczytać kilka komentarzy na tym forum:))
    już oceniałe(a)ś
    14
    2
    @nickki
    Na marginesie dodam, że za brak przeziębień odpowiada nie magia roweru, tylko brak kontaktu z chorymi w komunikacji miejskiej. Pozdrawiam i życzę dalszego zdrowia.
    już oceniałe(a)ś
    9
    4
    @nickki
    To znana zależność. Gdy byłem piękny i młody przejeździłem rowerem całą "zimę stulecia" 1986-87. A nie było wtedy takich kurtek, kominiarek, polarów, przeciwwiatrowych spodni, ocieplaczy na buty, opon rowerowych z kolcami i mnóstwa innych rzeczy, ułatwiających jeżdżenie w zimie.
    Mrozy były straszne, przekraczały 20 stopni. Twarz owijałem szalikiem, który potem zamarzał. Ubierałem 2 pary skarpetek i rękawiczek. I tak marzłem. Dało się jeździć 1 -1,5 godz., potem ręce za bardzo bolały, już nie marzły tylko bolały - bałem się odmrożenia. Na drogach zalegała warstwa śniegu i lodu - sól już nie działała. A i tak jeździłem.
    Przez całą zimę nie miałem nawet kataru - o grypie nie wspomnę. Po 30 latach nie mam chorych nerek, zatok itd. To jakieś mity. Dziś naprawdę można się dobrze, ciepło ubrać, trzeba tylko wydać trochę kasy.
    już oceniałe(a)ś
    13
    1
    @indywidualismus
    Zimno nie wywołuje przeziębień. Wywołują je bakterie i wirusy, które poniżej 5C praktycznie przestają funkcjonować.
    już oceniałe(a)ś
    8
    2
    @indywidualismus
    " całą "zimę stulecia" 1986-87."

    Zima stulecia to była w '79.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    @nickki
    Nie masz dzieci ... więc Twój wpis jest z ... czapy.
    Temat artykułu jest konkretny. Jakbym dzieci nie miał, to nie musiałbym ich rozwozić po zajęciach, pędzić na złamanie karku do pracy by 10h żeby zarobić na ich utrzymanie, nie musiałbym się spieszyć by je odebrać z zajęć i zawieźć na kolejne, więc 0,5h w tę czy we w tę by mi wisiało.
    Rowerem do pracy jadę godzinę. Jak dzieci były z babcią na wakacjach to jeździłem. Do tego dwukrotne przebranie się to dodatkowe 10 minut. Samochodem mimo wszystko nadrabiam po 0,5h w każdą stronę, w sumie 1h. I właśnie czas dojazdu jest sprawą kluczową. Dorabianie teorii jak to się komu nie chce jest prymitywne.
    już oceniałe(a)ś
    4
    3
    @klos
    "bakterie i wirusy, które poniżej 5C praktycznie przestają funkcjonować."
    Co Pan powie?:) Jakies zrodlo tej rewelacji?:)
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @Franek.Dolas
    a zaczela sie w sylwestra'78.
    Pamietam jak dzis:)
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @pan_draska
    Ja mam dwójkę. Do szkoły rowerem odprowadza je żona. Rower zostawia pod szkołą, dalej jedzie do pracy autobusem, albo taksówką. Wpracy ma umówiony późniejszy o godzinę start. Ze szkoły odbieram je ja, też rowerem. Wszystko można sobie urządzić jeśli się chce. Samochodem jeżdżę wyłącznie na treningi i za miasto. Od 10 lat i żyję.
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    @nickki
    Bardzo zazdroszczę (piękne miasto). Tylko taki szczegół; Salzburg ma powierzchnię taką jak Krowodrza i mniej więcej taką jak Krowodrza liczbę mieszkańców.
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    @klos
    po pierwsze to ... pozazdrościć żony ;)
    po drugie, pomijając kwestię żony to abym pierwsze dziecko odebrał o 16:30, to pracę musiałbym skończyć o 15:20 max. nierealne.
    po trzecie, bardzo często poza swoimi, odbieram też kolegę syna, czy koleżankę córki, non stop jeżdżę z 3 fotelikami.
    po czwarte, po szkole dzieci mają zajęcia dodatkowe o różnych godzinach, w różnych miejscach, abym zdążył ich poodbierać i porozwozić rowerem pracę musiałbym skończyć o 14.
    Czynnikiem kluczowym jest czas (no i żona :) )
    już oceniałe(a)ś
    0
    2
    @klos
    I tak i nie. Jeżdżę w Krakowie rowerem. Tylko. Przyjmuje zakatarzonych pacjentow codziennie. Sam kataru nie mam. Wniosek raczej taki - aktywność fizyczna mnie trzyma z dała od kataru :)
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Dowożenie dzieci do szkoły do 1/4 porannych korków
    @mirekmm@gazeta.pl
    Nie, podwożenie dzieci to jakieś 3/4 korków.
    już oceniałe(a)ś
    5
    3
    @klos
    Bez kozery powiem 4/3!
    już oceniałe(a)ś
    11
    0
    @100
    W ferie i wakacje nie ma korków mimo że nie wszystkie dzieci wyjeżdżają z miasta. Jak to wytłumaczysz?
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    @klos
    ludzie jadą na urlop, nie jadą do pracy (i nie wożą dzieci).

    następne pytanie proszę.
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    @andy_gazeta
    Jak napisałem, nie wszyscy wyjeżdżają. A korki znikają wszędzie. Po drugie, korki powstają zazwyczaj w pobliżu szkół i głównie w godzinach, gdy szkoły albo się zaczynają, albo kończą.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @klos
    w wakacje ludzie nie wożą dzieci do szkoły stąd mniejsze korki. Plus część wyjeżdża na odpoczynek.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @ssaassaa
    To jest dokładnie moja argumentacja.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @klos
    Badania z Poznania pokazały że ruch w ferie, gdy korków praktycznie nie ma, maleje średnio jedynie o 8% (na niektórych ulicach to tylko 3%, na niektórych nieco powyżej 10%, średnia dla całego ruchu wyszła 8%). To akurat jest proste do wyjaśnienia, korek tworzy się gdy więcej samochodów dojeżdża do skrzyżowania niż przez nie przejedzie na jednym cyklu świateł. Wystarczy 1 samochód więcej i o ten jeden samochód razy liczba cykli w szczycie będzie przyrastać korek. Wystarczy mały nadmiar samochodów.
    Jeszcze jedno, samochody mają czerwone po to by inne samochody miały zielone. To kierowcy kierowcom gotują ten los. A w zdecydowanej większości samochodów jeden zdrowy człowiek w sile wieku, wiezie siebie i kanapki, portfel, telefon do pracy. Jednej jedynej pracy ze stałymi godzinami i z możliwością dobrego dojazdu komunikacją miejską. Bo większość mieszkańców miasta pracuje w mieście.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Popieram walkę o zmniejszenie liczby samochodów w mieście. Sam zasuwam codziennie 10 km rowerem do pracy. Jednak gdyby ktoś mi zabronił codziennie w określonej godzinie wyruszać własnym samochodem spod domu, to bym tę decyzję zaskarżył. Kilka lat temu miałem do wyboru jeździć do pracy 25 km samochodem w 20 minut lub pokonywać tę samą odległość środkami komunikacji miejskiej w 90 minut, więc oczywiście wybór padł na samochód. Czasami nie da się inaczej.

    Inna sprawa to rodzice, którzy uważają, że ich dzieci zginą, zachorują albo się zgubią jeśli przejdą kilometr piechotą do szkoły. Zgoda, że z tym trzeba walczyć, ale nie kosztem mieszkańców.
    @geo-tmk
    Nikt nie zabrania wyruszać o określonej godzinie sprzed domu.
    Po prostu w godzinach rozpoczęcia zajęć nie można podjeżdżać samochodem pod szkołę. Możesz wysadzić dziecko z auta za rogiem i kawałek może sobie dojść bezpieczną ulicą do szkoły.
    już oceniałe(a)ś
    18
    4
    @geo-tmk
    Zwróćcie uwagę, że nie ma tu zmuszania do niczego. Te zmiany są powiązane z równoległym rozwijaniem komunikacji i infrastruktury rowerowej, aby było szybciej i bezpieczniej. Bez tego oczywiście zauważalnych zmian nie będzie.
    Np. w Gdańsku ruch rowerowy wzrósł w ostatnich latach z 2 do 6% dzięki rozbudowie infrastruktury, która nadal jest daleka od doskonałości.
    Niemniej, statystyki pokazują, że większość przejazdów są na odcinku do 5 km. A takie odległości można rowerem lub pieszo pokonać bez żadnych problemow, nawet bez specjalnej infrastruktury. Wystarczyłoby więc, aby te osoby ruszyły tyłki z aut, a już życie w mieście byłoby dużo przyjemniejsze.
    już oceniałe(a)ś
    13
    5
    @jagi.pk
    Nie ma zmuszania ludzi do zmiany zachowań, jest tylko ich permanentne obrażanie, znieważanie, ośmieszanie. Nawet w twojej wypowiedzi - "wystarczy, by te osoby ruszyły tyłki z aut".
    To z pewnością przysparza wam zwolenników, tak trzymać!
    już oceniałe(a)ś
    11
    10
    @szczepan7689
    Ależ zabrania, bo ulicę pod szkołą zamknęli również mieszkańcom (kilkuset, jak wynika z tekstu)...
    już oceniałe(a)ś
    7
    3
    @geo-tmk
    Zrozumiałeś o co chodzi w tym projekcie w Wiedniu, na PÓŁ GODZINY zamykana jest JEDNA ulica, przy której znajduje się szkoła. Nikt nikomu niczego nie zakazuje, chesz to jedź autem, ale ostatnie 200m pokonasz pieszo.
    już oceniałe(a)ś
    7
    4
    @wilczek1968
    Akurat tu się zgadzam. Stop agresji w dyskusjach, komentarzach, na drogach!!
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @wilczek1968
    Przecież @jagi nikogo nie obraził(a), ośmieszył(a). Stwierdzenie "ruszyć tyłki" na pewno obraźliwe nie jest. Pisząc, że 5km można spokojnie przejść lub przejechać rowerem ma rację. Może zamiast obruszać się i doszukiwać obraźliwych treści, warto zastanowić się "hm, a może rzeczywiście to jest dobry pomysł?". Proszę nie zakładać złych intencji autorów takich propozycji. Miłego dnia. :)
    już oceniałe(a)ś
    7
    3
    @geo-tmk
    Ja uważam, że samochody są potrzebne, ale żeby dzieci dowozić to już skandal, bo ktoś pozwolił budować się na obrzeżach miasta i oczekuje, że w dziczyźnie będą szkoły, przedszkola i szpitale. To świadczy o tym, że nasze miasta są dość ch...owe i tyle.
    już oceniałe(a)ś
    4
    1
    @wilczek1968
    Moja mam często do mnie mówiła: "rusz tyłek z kanapy..." i jakoś nie czułem się obrażony.
    Ale tu sprawa jest [poważniejsza, bo jak wygląda życie w miastach każdy z nas widzi i jest to niestety zasługa osób, które kosztem własnej wygody niszczą życie innym. Najpierw uciekają z miasta na "wieś" by zaznać ciszy i spokoju, a potem kupują SUV'y i pakują się nimi do miast, by smrodzić innym pod oknami.,
    Tu nie ma miejsca na obrażanie się, tylko na konkretne działania.
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    @szczepan7689
    nikt nie zabrania czytać ze zrozumieniem
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    @jagi.pk
    chcesz aby jakaś osoba stała sie twoim sprzymierzeńcem to obraź ją
    już oceniałe(a)ś
    0
    2
    @j-karpinska
    osmiesz kogoś to na pewno stanie sie twoim sprzymierzeńcem
    już oceniałe(a)ś
    1
    2
    Mój syn chodzi sam, bo ma bardzo blisko. Choć jest już duży, gdyby miał dalej, to bym go pewnie podwoził ze względu na masę plecaka. Dopóki przy siedmiu lekcjach dziennie każdy nauczyciel upiera się, że dziecko ma nosić komplet podręcznik+zeszyt+ćwiczenia+cholera wie, co jeszcze, trudno puścić dziecko z plecakiem w dalszą drogę. Może to egoizm ale jego kręgosłup jest dla mnie ważniejszy niż niezakorkowane miasto.
    @pierrot
    Może kupcie dzieciom szafki szkolne, jeśli szkoła nie ma i jej nie stać, będzie mógł zostawić część książek w szkole, a ty oszczędzisz czas i benzynę
    już oceniałe(a)ś
    4
    3
    @Adelael
    "Nie masz jeszcze dzieci? Doradzaj rodzicom! " Rany ale Ty pleciesz androny w kolejnym już poście. :) to nawet śmieszne.
    już oceniałe(a)ś
    1
    2
    @pierrot

    "każdy nauczyciel upiera się, że dziecko ma nosić komplet podręcznik+zeszyt+ćwiczenia+cholera wie"

    U mojej córki wystarczy jeden podręcznik na dwoje, jak mają ćwiczenia, to nie mają zeszytów.

    Moja żona (nauczycielka) kiedyś sprawdziła, dlaczego dzieci mają ciężkie plecaki. Otóż nosiły w plecakach wszystko - nawet na przedmioty, których danego dnia nie miały. Nie chciało się przepakowywać.
    już oceniałe(a)ś
    4
    1
    @pan_draska
    Mam 3 dzieci:)
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Z Zielonek burżuazja na rowerze nie dojedzie do fancy szkółki :(
    @bmmb
    boli mocno, co?
    już oceniałe(a)ś
    5
    8
    @bmmb
    No akurat w Zielonkach to mieszka chyba wyłącznie arystokracja! Regularnie mają tam 700% normy zanieczyszczeń powietrza, zdarza się 1000%. Czym ci ludzie palą?? Wyłącznie starymi oponami, kaloszami i szmatami?? Taka "burżuazja"...
    już oceniałe(a)ś
    11
    0
    @bmmb
    W okolicy Zielonek, a wiec rowniez Krakowa, nie ma zadnych "fancy" szkolek. Sa bardzo zle, zle, przecietne i w miare dobre, bezplatne i drogie, ale zadnych fancy..
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @bmmb
    Do najbliższej szkoły w Zielonkach od mojego domu idzie się albo po pas w błocie przez pola, albo drogą bez pobocza. Do tego ta szkoła to moloch, lekcje na zmiany, tłok i hałas. Wolę dowozić swoje dziecko do małej szkoły, do której jest dalej, ale warunki i efekty nauczania o niebo lepsze. A jeśli chodzi o jeżdżenie rowerem po Krakowie i okolicy, to nieodmiennie mnie śmieszy widok zapamiętale pedałujących rowerzystów oddychających głęboko wspaniałym, krakowskim powietrzem. Na zdrowie.
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    do szkoly autobusem mamy 30 minut. 15 przystankow.
    autobus jezdzi co15 minut przy czym co drugi nie dojezdza do naszego osiedla. konczy 3 przystanki wczesniej - ok 1 km przed przystankiem na naszym osiedlu.
    autem - 15 minut na ogol.
    hulajnoga odpada - za daleko, nie mam pojecia ile trwala by jazda do szkoly pomijajac fatalna ilosc drog rowerowych ( bo najprostsza i najkrotksza droga nie ma chodnikow).
    rowerem - moze w lecie a na pewno nie zima. W zyciu nie puszcze dziecka na takie dojazdy pomijajac fakt, ze :
    1. nie ma drog rowerowych
    2. nie ma mozliwosci zostawienia gdzies roweru pod szkola czy w szkole.

    sily na zamiary...prosze....
    @azyf
    Dlatego potrzebne są równolegle zmiany w infrastrukturze rowerowej i komunikacji. O tym właśnie też jest ten artykuł.
    A ta ciągle się rozwija w większości dużych miast w Polsce. Coraz trudniej o taką wymówkę jak wyżej. Czy naprawdę Wasze dzieci będą zdrowsze dojeżdżając do szkoły samochodem niż rowerem i żyjąc w brudnym, pełnym hałasu mieście? Trzeba jednak myśleć troszeczkę do przodu, a nie tylko liczy się tu i teraz, mój wygodny tyłek i zmarźnięte noski moich "biednych" dzieci.
    już oceniałe(a)ś
    16
    4
    @azyf
    Jak ktoś zamieszkał w osiedlu "Wilno" na dalekim Targówku a raczej już Ząbkach powinien żądać od dewelopera współudzialu w budowie szkoły publicznej. Skrzyknąć się i wyjść w kilkaset osób pod biuro sprzedaży DomDevelopment i od razu znajdzie się twren pod szkołę.
    już oceniałe(a)ś
    16
    2
    @jagi.pk
    niestety - to demagogia.
    Infrastruktura sie nie rozwija.
    O drogi rowerowe i rozwoj komunikacji miejskiej ciagle jest walka pomiedzy UM a mieszkancami.
    UM ma swoja wizje, ktora nie obejmuje drog rowerowych, a rozwoj komunikacji polega na zakupie nowych autobusow moze z klima w wlaczona latem i ogrzewaniem w zimie.
    Moje miasto to prawie 200 tys. mieszkancow - nie mala miescina, w wysoko zurbanizowanej czesci kraju.
    UM stawia na samochody. buduje parkingi w centrum.
    A dojazd z osiedla na osiedle graniczy z cudem.
    nie ma dojazdu bezposredniego - dojezdzamy do centrum i przesiadka. Zabiera to min. godzine w jedna strone.
    W Wiedniu moga sobie rozstawiac plotki i barierki. i narzekac na dojazdy do szkoly.
    U nas to nie ma racji bytu. - nie mam innej mozliwosci dojazdu.
    albo kupic auto albo autobus. Rower - w zimie? z dojazdem przez ruchliwe ulice? w zyciu.
    "Samobojcy gineli daremnie".
    już oceniałe(a)ś
    10
    2
    @azyf
    dodam tylko, że nie wolno korzystać z hulajnogi na drogach rowerowych...
    już oceniałe(a)ś
    6
    2
    @jagi.pk
    Zmuszanie dzieci do jazdy rowerem w zimie to na dłuższą metę proszenie się o setki, jak nie tysiące wypadków. I wcale nie uważam, że trzeba koniecznie samochodem.
    już oceniałe(a)ś
    6
    6
    @azyf
    Są takie sytuacje i nikt rozsądny nie oczekuje od Ciebie martyrologii. Chodzi o to, żeby tę sytuację zmieniać. Gdybyś mógł podać nazwę miasta - napiętnujemy, pokrzyczymy. Może kiedyś, coś da się zmienić.
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    @azyf
    Efekt braku planowania w mieście. Twoje problemy pewnie są klasycznym przykładem zaniedbania podwarszawskich miejscowości. Buduje się byle jak i byle gdzie, a potem płacz, że szkoła daleko, do przedszkola nie ma jak dojechać. Są lepsze i gorsze dzielnice. Ludzie żyjący na Białołęce mają rzeczywiście duże problemy, bo dzielnica jest ogromna, nie zaplanowana z głową, a buduje się tu i tam. Za granicą miasta są planowane z głową.
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    @andy_gazeta
    o! :)

    dzieki za info.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @azyf
    Do szkoły masz 15 przystanków bo nie było szkoły w okolicy czy też świadomie zapisałeś dzieciaka do super druper hiper szkoły społecznej/prywatnej ?
    już oceniałe(a)ś
    4
    2
    @azyf
    A ja wychowałem się na szarym komunistycznym osiedlu? Te zamordystyczne komunisty tak bardzo chciały trzymać władzę nad umysłami narodu, że mi SZKOŁĘ wybudowali RAZEM z osiedlem! Dzisiejsza kapitalistyczna Polska nie ma na szczęście tych chorych ambicji indoktrynowania młodzieży od najmłodszych lat :-)
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    @azyf

    "rowerem - moze w lecie a na pewno nie zima."

    Dlaczego nie?

    www.youtube.com/watch?v=GtEseNPenZM

    W Danii jeżdżą, tam zimy też są zimowe.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @indywidualismus
    Cos mi sie zdaje, ze Gliwice;)
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Kto bywa w Wiedniu ten wie, jak działa tam transport miejski i ile jest ścieżek rowerowych. Przeniesienie tych rozwiązań do polskich miast, szczególnie do Krakowa z jego infrastrukturą transportu miejskiego to jakiś ponury żart. Wiedeń najpierw inwestował w transport miejski i w infrastrukturę, a później próbował zakazów. Dlatego spróbujmy w Krakowie zrobić na odwrót - bardzo rozsądne.

    No a druga rzecz to śmieszna argumentacja w tekście, która ośmiesza samą ideę - słuszną zresztą, bo z tym, by było mniej aut prywatnych w miastach to chyba każdy rozsądny człowiek się zgodzi. Szkoła ma 400 uczniów. 40 z nich było przywożonych autami. Potem zamknięto ulicę, postawiono zakazy, zatruto życie lokalnym mieszkańcom i teraz do szkoły przyjeżdża autami o 12 osób mniej. I p. Jens nazywa to oczywistym sukcesem, choć zdaje sobie sobie sprawę, że ludzie parkują wciąż w okolicy, tylko trochę dalej, gdzie zapewne też utrudniają przejazd.
    @von_nie
    Dokładnie. Gra się na uczuciach a nie patrzy się na twarde fakty. 12 uczniów przestało (chyba) dojeżdżać samochodami. No żesz, jaki sukces!!!!
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    Mieszkam przy ulicy w którą, dzień w dzień, rano skręcają rodzice wożący swoje dzieci z lokalnych "suburbii" do miejskiej szkoły. Za kółkiem ojciec albo matka, z tyłu dzieciak, najczęściej z nosem w komórce. Ruch jak diabli. Jeden autobus rozwiązałby problem: kilkadziesiąt samochodów mniej. Ale jest pytanie czy ci ludzie wsadziliby te swoje najwspanialsze dzieci do autobusu żeby jechały jak jakiś plebs? Można też przecież dogadać się z sąsiadami: dziś jadę ja, jutro ty, pojutrze on - no ale u nas ciągle "szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie" i nikt się tam z nikim dogadywać nie będzie. Tu bardziej problem z mentalnością rodaków niż "technikaliami".
    @100
    Nie po to kupiłem za ciężko zarobione pieniądze samochód, żeby stał w garażu nieużywany, a ja z dzieckiem musiał kisić się z często śmierdzącym suwerenem w komunikacji miejskiej (bywa, że mocno niepunktualnej). Płacę podatki i mam prawo wymagać aby tworzone były takie rozwiązania prawne, które ułatwiają, a nie utrudniają korzystanie z mojej własności, czyli samochodu. Rower nie jest żadnym rozwiązaniem, bo nadaje się do jazdy po parku, a nie po zatłoczonych ulicach.
    już oceniałe(a)ś
    3
    11
    @realista66
    Jeśli kupiłeś auto tylko po to, żeby odwozić dziecko (pewnie niemałe) do szkoły, to naprawdę jest milion lepszych sposobów na zużytkowanie tych pieniędzy
    już oceniałe(a)ś
    0
    0