Gdy w styczniu 2017 r. Krakowski Alarm Smogowy i władze Wadowic postawiły na tamtejszym rynku mobilną stację monitorującą jakość powietrza, mieszkańcy już pierwszego dnia przecierali oczy ze zdumienia. Stężenie szkodliwych pyłów PM10 sięgnęło wieczorem i w nocy 800 mikrogramów na metr sześcienny, przy dobowej normie 50 mikrogramów.

Mieszkańcy mogli na własne oczy przekonać się, że poziom zanieczyszczeń z wrzucanych nocami do pieców odpadów i byle jakiego węgla jest gigantyczny i rujnuje zdrowie.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej