Łotwa - jeden z najbliższych Polsce adresów, które zdecydowanie powinno się poznać. Zero tłumów, dzika przyroda, mocne stężenie secesji to jej znaki rozpoznawcze.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rześkie, czyste powietrze. Mnóstwo słońca latem, bielusieńki śnieg zimą. I krajobrazy, których pozazdrościć mogłyby kantony Szwajcarii. Do tego fascynujące miasta, sędziwe zamki, agroturystyka na wysokim poziomie, świetne piwo, obiecujące jedzenie...

Łotwa. Niespełna dwa miliony mieszkańców, z czego ćwierć populacji jest rosyjskojęzyczna. Ludnościowo to wielkość Warszawy, terytorialnie – pięć razy mniejsze od nas państwo. Dla przybyszów znad Wisły/Odry korzystnie umiejscowione: w pół drogi między Polską a tłumnie odwiedzaną (turystycznie i pracowniczo) Skandynawią. Przez Łotwę właśnie mknie się aż nad Zatokę Fińską do estońskiej stolicy, aby tam przesiąść się na prom do Helsinek. A przez łotewską granicą przemierza Litwę, którą wielu Polaków zna już bardzo dobrze. Paradoksalnie, właśnie to wydaje się największym przekleństwem łotewsko-polskich kontaktów na niwie turystyki. Zwiedzając Litwę, niewielu decyduje się na wizytę „pośrodku", na gościnnej ziemi łotewskiej. Znacznie więcej bierze za cel wszystkie trzy „baltic countries", Łotwę traktując tranzytowo i nieco po macoszemu.

Nie tylko Ryga

Błąd. Pominąć Łotwę to zdecydowanie fatalna taktyka. W porównaniu ze swymi sąsiadami Łotwa momentami zdecydowanie przewyższa konkurencję. Już sama stolica – Ryga – to istna perełka. Zachwyca największym w świecie skupiskiem secesyjnej architektury, pieczołowicie utrzymaną starówką, mnóstwem świetnych barów i restauracji, zielonymi przestrzeniami, nowoczesnymi inwestycjami. Ale Łotwa to również nieco peryferyjny, a niezwykle ciekawy Dyneburg (Daugavpils) w pięknej, nadgranicznej z Białorusią i Rosją Łatgalii, „złuszczone” Cesis pełne drewnianych domów, kurortowa Sigulda, romantyczna Kuldiga, jakby żywcem wyjęta z przedwojennej pocztówki, nadmorskie Jurkalne wpatrzone w szwedzką wyspę Gotlandię, sielskie okolice Valmiery czy buchający zielenią park narodowy w Jurmali.

Ryga
Ryga  Rafał Romanowski

Dla większości zagranicznych przybyszów celem numer jeden podczas wycieczki na Łotwę była, jest i będzie łotewska stolica Ryga. I słusznie, bowiem to portowe miasto z dumną, hanzeatycką przeszłością to obecnie tętniący życiem organizm, gromadzący w sobie blisko 700 tysięcy mieszkańców. Dla Skandynawów będzie to piękne miasto nieco na południe, gdzie ceny nie przyprawiają już o palpitację serca. Dla Rosjan jedna z najbardziej wysuniętych na wschód stolic Unii Europejskiej i obiekt westchnień tych, którzy nie mogą już ciągle zachwycać monumentalnym Petersburgiem. A dla Polaków? Nas urzeknie tam przede wszystkim klimat imponującego miasta Północy Europy, które nie tylko zachowało swą tożsamość, ale i nadaje ton wielu ośrodkom w swym sąsiedztwie.

Po Rydze możemy spacerować godzinami odkrywając kolejne jej zakamarki. Trafimy na kamienice z rzeźbionymi kotami o naprężonych ogonach, roślinne ornamenty przykrywające niemal całe fasady, fikuśnie rzeźbione detale, okiennice, portale. Ich kolorowe mury będą świetnie wyglądać w instagramowych filtrach, sąsiadując z niedającymi się łatwo ująć w zdjęcia obiektami stylu art deco.

Ryga zaprosi nas do przechadzki po parkach, nadrzecznymi ulicami (miasto leży u ujścia płynącej przez niemal całą Łotwę drugiej po Wiśle bałtyckiej rzeki – Dźwiny), pochwali się nowoczesną architekturą (otwarta w 2014 Latvijas Nacionala biblioteka, czyli Biblioteka Narodowa Łotwy to jeden z najbardziej futurystycznych budynków tej części kontynentu, książki nieomal „wiszą” nam nad głowami).

Ryga - szlak piwny
Ryga - szlak piwny  Rafał Romanowski

Hitem wieczornej Rygi jest organizowany z myślą o turystach tzw. szlak piwny, którego śladem wyruszają pielgrzymki chętnych do spróbowania słynnej, łotewskiej odmiany tego trunku. Zlokalizowane w post-przemysłowych budynkach lokalne browary i piwiarnie to uosobienie tego, co wyobrażamy sobie, mówiąc „offowe piwo na mieście". Piwo zagryza się specjalnym menu degustacyjnym, m.in. słoniną, ziemniakami, rybą w porcjach, kruszonym ostrym serem gouda, orzechami, ciepłą bułką. Na koniec wieczoru można spróbować mocnego „ryskiego balsamu”, czyli ziołowo-owocowego płynu o zawartości 30-40 proc. alkoholu. Zapada w pamięć...

Do Marka Rothko i Kiesia

Dyneburg leży od Rygi ponad 200 km, ale podróż w jego kierunku może się spodobać. Przede wszystkim z powodu pięknych krajobrazów wczesnego biegu Dźwiny, która malowniczo meandruje okolicznymi lasami i polami.

Sam Dyneburg (oficjalna nazwa łotewska to Daugavpils) to miasto głównie rosyjskojęzyczne – mieszka tu blisko 60 proc. posługujących się cyrylicą ludzi. „Największa rosyjska kolonia” w UE ma dla nas kilka atrakcji, m.in. starą fabrykę broni, bogato zdobioną cerkiew oraz... oryginalny kompleks fortyfikacji z czasów carskich.

Dyneburg
Dyneburg  Rafał Romanowski

Tu umiejscowiono Daugavpils Mark Rothko Art Centre, sporą galerię sztuki poświęconą pamięci jednego z najważniejszych abstrakcjonistów w historii światowego malarstwa (Rothko urodził się tu i stąd wywędrował do USA).

Czas na Cesis. Po polsku... Kieś. Jedno z najcichszych miast na całej Łotwie, z średniowiecznym zamkiem pośrodku, monumentalnym gotyckim kościołem przy rynku, a przede wszystkim uroczą, drewnianą, nieco podniszczoną zabudową, rodem ni to ze wsi, co z prowincjonalnego miasteczka (Kieś ma 17 tys. mieszkańców). Nic bardziej błędnego, Cesis to całkiem żywe miasto, które nieoczekiwanie ożywa nocą, otwierając podwoje kilku świetnych restauracji oraz klubów z tańcami. Kto chciałby lepiej poznać Cesis może zawinąć kilka kilometrów dalej, aby podziwiać piaszczyste klify nad meandrującą tam urokliwą rzeką Gaulią.

Kies
Kies  Rafała Romanowski

Wyjeżdżając z „lesistego trójkąta” otaczającego Gaulię trafiamy do Valmiery, a dokładnie do przyrośniętego doń przysiółku Valmiermuiža, gdzie warzy się najlepsze na Łotwie piwo (flagowy napitek wspomnianego wyżej szlaku piwnego w Rydze).

Bez dwóch zdań Valmiermuiža to browar doskonały i kompletny. Fabryczkę ulokowano w pomalowanym na biało folwarcznym budynku pamiętającym jeszcze czasy początku XX wieku (można zwiedzać!). W dużych salach pod zawisłymi nisko drewnianymi sufitami z belek serwuje się różne odmiany Valmiermuižy, a zakąsza kwaśno-słonymi przekąskami wyrabianymi w okolicznych wsiach. Można zjeść, odpocząć, napić się chłodnego piwa, popatrzeć na łotewskie krajobrazy dookoła. Obok działa przyjazna zwiedzającym stadnina koni, jakby żywcem wyjęta z hipsterskich kont na Instagramie: pobielone ściany, worki z sianem jako fotele, zasuszone kwiaty.

Sigulda
Sigulda  Rafał Romanowski

Kolejny przystanek to Sigulda, łotewski kurort w otoczeniu pagórkowatych (na Łotwie to rzadkość) terenów. Atrakcją jest przełom rzeki Gaulii między Siguldą a Krimuldą i rozpięta nad nim kolejka linowa. A zwłaszcza budząca dreszczyk emocji możliwość pomknięcia kilkadziesiąt metrów nad ziemią dzięki specjalnym, podpiętym pod linami kolejki platformami. Próbowaliśmy. Hardcore...

Amazonia, fasola i fish-jumping

Trzy ostatnie punkty na szybkiej mapie Łotwy to Jurmala, Jurkalne i Kuldiga. Pierwsze to przypominający Amazonię bałtycki park pełen lasów, strumieni i nadmorskich ostępów. Drugi to maleńka, położona nad samym brzegiem Bałtyku osada, gdzie czeka na nas wysoki klif i szeroka, przestronna plaża pełna piasku, muszli i zapachu sosen.

Na koniec łotewskiej przygody warto zaglądnąć do Kuldigi – jakby zapomnianego nieco miasta w zachodniej części Łotwy. Wyobraźcie sobie, że nagle kolorowe miasto zmienia swą tonację na czarno-białą i przypomina teraz... przedwojenną fotografię. Właśnie taki klimat chwytają tu klisze pod koniec drugiej dekady XXI wieku. W mieście trafimy na kilka pierwszorzędnych restauracji z regionalnym jedzeniem (czarna fasola z boczkiem i śmietaną, grzybne kociołki) oraz na... skaczące ryby (maleńki wodospad nieopodal starej części miasta to arena popisów tych rzecznych stworzeń).

Kuldiga
Kuldiga  Rafał Romanowski

Jedźcie na Łotwę. Wciąż nieodkryty kraj pełen przyjaznych ludzi, rozsądnych cen i pięknych krajobrazów. W upalne wakacje będzie tam chłodniej, w zimie bielej, przez cały rok relatywnie taniej. Łotwa prowadzi aktualnie mocne działania promocyjne skierowane do polskich turystów, uruchamiając m.in. projekt „Promotion of International Competitiveness in Tourism”, dzięki któremu dostęp i informacja o wartych odwiedzenia obiektach turystycznych, jest jeszcze łatwiejszy.

Z Warszawy na terytorium Łotwy trafimy po niespełna 600-kilometrowej podróży samochodem w siedem godzin. Z Krakowa, Gdańska czy Poznania będzie nieco dalej. Choćby nie wiem, jak ją umiejscowić, zawsze drogą lądową trzeba poświęcić za kółkiem trochę czasu. Bardziej leniwi mogą wybrać ofertę samolotów LOT lub Air Baltic, które nawet za 400 zł (w obie strony) przewiozą nas w nieco ponad godzinę z Okęcia na lotnisko w Rydze.

Ryga
Ryga  Rafał Romanowski

A tam pierwsze, co rzuci się Wam w oczy, to... Pałac Kultury. Tak, Łotewska Socjalistyczna Republika Radziecka również dostała z Kremla taki prezent. Jeszcze 30 lat temu tkwił on w części Sowietów. Dziś Łotwa to jeden z najprężniej rozwijających się krajów regionu. Wypada się tylko cieszyć.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem