Jako mieszkaniec Krakowa, wodniak, z niepokojem obserwuję działania władz i instytucji zajmujących się zabezpieczeniem miasta przed ekstremalną powodzią, a że taka będzie, jest coraz bardziej pewne - pisze w liście do redakcji Maciej Wójcik. List drukujemy poniżej. Zachęcamy do dyskusji. Czekamy na opinie: redakcja@krakow.agora.pl.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Lipiec 1997 r. Fala powodziowa zostawia metrowy prześwit w najwyższym miejscu mostu Dębnickiego.

18 maja 2010 r. Fala powodziowa jest większa od tej z 1997 r., nazwanej „powodzią tysiąclecia”, o 99 cm. Praktycznie zamyka prześwit pod mostem. Na dodatek zerwany pomost uderza w konstrukcję mostu. Na szczęście fala kulminacyjna po paru godzinach zaczyna opadać.

Czerwiec 2024 r. Fala powodziowa przekracza o ponad metr tę z 2010 r. Na dodatek, w związku z długotrwałymi intensywnymi opadami przepełnione zbiorniki na Sole oraz na Skawie i Wiśle muszą dokonywać awaryjnych zrzutów wody w obawie o ich przerwanie. Brak suchych zbiorników powyżej mostu Dębnickiego uniemożliwia obniżenia fali. Woda przelewa się przez most. Barierki mostu będące swego rodzaju sitem zatrzymują płynące gałęzie i konary drzew, dodatkowo spiętrzając wodę.

Wariant I (łagodniejszy): spiętrzona woda przerywa namoczone wały:

a/ Dębnik (mniejsze zło), zalewając całe Dębniki i Podgórze,

b/ Zwierzyńca (większe zło), zalewając tereny po Bibliotekę Jagiellońską i AGH,

c/ a+b,

ale dzięki temu następuje spłaszczenie fali powodziowej i most Dębnicki zostaje uratowany.

Straty porównywalne do tych, jakie poniósł Wrocław w 1997 r.

Wariant II (koszmar): spiętrzona woda zrywa most Dębnicki, w wyniku czego powstaje fala, która porywa zacumowane w zakolu pod Wawelem barki. Woda plus barki uderzają w most Grunwaldzki, którego prześwit większy o ok. metr od Dębnickiego już wcześniej został zniwelowany. Most, który podobno jest najsłabszym mostem krakowskim, nie wytrzymuje i pęka. Fala gna dalej …. Dalej jest najsłabszy odcinek między Kazimierzem a Podgórzem, swego rodzaju lejek. Co się może dziać – zostawiam to Państwa wyobraźni.

W wyniku tego horroru Kraków zostaje bez dwóch a nawet trzech mostów, z zalanym Kazimierzem, Grzegórzkami (zatopione rondo Mogilskie) i Podgórzem.

Miasto na parę lat zostaje sparaliżowane i jest bankrutem.

Tylko proszę mi nie mówić, że jest to nierealne.

Przepłynąłem całą Wisłę od Krakowa do Nogatu. Płynąc, oglądałem tabliczki, jakie pozostawiono na murach różnych miejscowości dla upamiętnienia powodzi. Dla przykładu w czasach, gdy Wisła nie była obwałowana, a więc mogła się swobodnie rozlewać, a co za tym idzie s p ł a s z c z a ć (!) falę powodziową, ta w 1570 r. w Toruniu miała ponad 10 m i sięgała do połowy murów miejskich! W 1532 r. fala powodziowa miała taką siłę, że podmyła 40-metrową skarpę, na której stał zamek w Płocku i znaczna jego część obsunęła się w nurt naszej królowej rzek. W XV i XVI w. mieliśmy małe ocieplenie, które skutkowało znaczną liczbą powodzi. I tak, jak podaje pan Marek Grześ z Instytutu Geografii UMK, w XV w. było ich 67, w tym poważnych 31, a w XVI w. odpowiednio 88 i 32.

Dlaczego o tym piszę, bo również obecnie klimat nam się ociepla i mamy do czynienia z różnymi anomaliami pogodowymi. Dla Krakowa najgorszą z nich jest powódź.

Jako mieszkaniec Krakowa, wodniak, z niepokojem obserwuję działania władz i instytucji zajmujących się zabezpieczeniem miasta przed ekstremalną powodzią, a że taka będzie, jest coraz bardziej pewne.

Wszelkie prace zabezpieczające nas przed powodzią polegają przede wszystkim na podnoszeniu wałów, co skutkuje podnoszeniem fali powodziowej! A powinno nam zależeć na spłaszczaniu, obniżaniu fali powodziowej. Miały to uczynić suche zbiorniki powyżej Krakowa o pojemności 150 mln m3 wody. O ile wiem, nie powstały! Zbiornik na Skawie ma mieć pojemność 160 mln m3 wody, ale tylko część stanowi rezerwę przeciwpowodziową. Ale co najważniejsze, zbiornik ten pomimo urzędowego otwarcia dalej jest niegotowy. Jest jeszcze gorzej, bo zbiorniki na Sole i zbiornik na Wiśle w Goczałkowicach mają już trochę lat i zostały mocno zamulone. Tym samym ich pojemność jest mniejsza. Podobna sytuacja ma miejsce z Wisłą. Ponieważ nie jest żeglowna, ulega zamuleniu.

Uważam, że w trybie pilnym winny być podjęte działania władz państwowych i samorządowych, aby uchronić nasze miasto przed katastrofą!

Moim zdaniem w trybie pilnym należy:

1. Stworzyć suche zbiorniki powyżej Krakowa. Wały obronią nas przed „zwykłymi” powodziami, ale w przypadku ekstremalnej mają jedynie kierować wodę do polderów!

2. Wrócić do tematu kanału ulgi. Decyzja wojewody pana Jerzego Millera o odstąpieniu od jego budowy jest zła. Kanał, którego planowana powierzchnia wynosi ok. 40 ha, przy obwałowaniu o wysokości ok. 5 m staje się zbiornikiem akumulującym ok. 2 mln m3 wody (1 ha = 10.000 m2 x 40 ha x 5 m = 2.000.000 m3). Jednocześnie w przypadku spiętrzenia się wody na moście Dębnickim, przekierowuje impet fali powodziowej i w ten sposób również go odciąża! Opinie, że kanał ulgi niewiele zmniejszy falę powodziową, nie biorą pod uwagę kwestii tzw. „złotych centymetrów”, które jak „złote minuty” neurochirurgii ratujące sprawność neurologiczną pacjenta, w tym przypadku mogą uratować most.

Jest jeszcze jeden aspekt przemawiający za zbudowaniem tego kanału, a mianowicie poprawa komfortu życia krakowian, tym samym uatrakcyjniając inwestycyjnie miasto. Dzięki kanałowi powstałby ring wodny ułatwiający uprawianie sportów wodnych, a tereny nad jego brzegiem można by zamienić w części na piękny park wodny, a w części dobrej klasy budynki mieszkalne tak poszukiwane obecnie, czego dowodem jest zabudowa brzegów Wisły pomiędzy mostem Kotlarskim a stopniem Dąbie.

I ostatnia przesłanka za: bez kanału żegluga towarowa na Górnej Wiśle jest niemożliwa, barki nie mieszczą się w łuku pod Wawelem, a dotychczasowe, wielomiliardowe nakłady to pieniądze w dużej mierze wyrzucone… w muł.

Ale na pewno nie wolno zrobić jednego. Pozwolić zabudować rezerwę terenu przeznaczonego dla tej inwestycji. Decyzja ta miałaby znamiona zbrodni wobec przyszłych pokoleń krakowian.

3/ Stworzyć w samym Krakowie, powyżej mostu Dębnickiego, miejsca przeznaczone do kontrolowanego ratunkowego zalania. Takim miejscem po odpowiednim przygotowaniu przez jego obwałowanie mogłyby być krakowskie Błonia. Mają one powierzchnię 48 ha. Gdyby można tam zgromadzić wodę o głębokości 2 m, uzyskalibyśmy zbiornik o pojemności ok. 1 mln m3. Oczywiście możemy powiedzieć, że Błonia są tak cenne, że nie warto tego robić dla tych kilku centymetrów na moście Dębnickim.

4/ Dokonać segmentacji przeciwpowodziowej w Krakowie, aby nie dopuścić do swobodnego przemieszczania się wody w samym mieście, po ewentualny przerwaniu wałów, jak to miało miejsce w 1997 r. we Wrocławiu. Taką segmentację można oprzeć np. o nasypy kolejowe. Niestety jeden obecnie ulega rozebraniu.

Kończąc, chcę powiedzieć, iż moim celem nie jest wywołanie taniej sensacji czy straszenie kogokolwiek. Moim celem jest spowodowanie, aby osoby które, za nasze pieniądze podjęły się zapewnienia miastu i jego mieszkańcom bezpiecznego życia, gdyby doszło, oby nie, do opisanej przeze mnie katastrofy, nie mówiły, że nie wiedziały, że się nie dało, że nie było na to pieniędzy itd. itp.

Z poważaniem

Maciej Wójcik

PS

Niestety, Kraków i Niepołomice mają jeszcze jedną bombę hydrotechniczną i hydrologiczną, a zarazem ekologiczną. Jest nią stopień i śluza w Przewozie zbudowana na początku lat 50. Ponieważ nie zbudowano kolejnych stopni: w Niepołomicach i Nowym Brzesku, nastąpiła erozja dna Wisły o ok. 4 m, co skutkuje tym, że mamy wiszącą, dosłownie wiszącą śluzę (fenomen na skalę światową), podmyty stopień wodny, co może w ekstremalnych warunkach grozić jego przewróceniem (podobna sytuacja jest we Włocławku), oraz obniżony poziom wód gruntowych w Puszczy Niepołomickiej, co powoduje jej wysychanie. Ale to temat na inną okazję.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
I tyle po Tuskach zostało :;"/^)
już oceniałe(a)ś
0
0
Brak powodzi uspokaja czujność. Doskonale widać to na przykładzie Serafy - nowe suche zbiorniki mogłyby być w przyszłym roku, ale dzięki działaniom urzędnikom MZMiUW będą najwcześniej za kilka lat. Albo w ogóle. A jak zaleje złocień? Wiadomo, wina Tuska...
już oceniałe(a)ś
0
0
Kanał lgi powinien powstać wKrakowie
już oceniałe(a)ś
1
1
Czy Houston było zabezpieczone przed powodzią?
już oceniałe(a)ś
0
0