Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wydobyte ze skrzyni materiały pochodzą z lat 1917 – 1922, dotyczą powstałej na fali niepodległościowych nastrojów Ukraińskiej Republiki Ludowej oraz proklamowanego przez hetmana Pawło Skoropadskiego Państwa Ukraińskiego. Oba te organizmy państwowe trwały krótko – po ofensywie bolszewickiej wojsko i administracja rządowa URL ewakuowały się do Polski. Rządowe agendy znalazły schronienie w Tarnowie i Częstochowie, potem także w Warszawie.

Skrzynia trafiła do Krakowa podczas niemieckiej okupacji, wraz z pokaźnym zbiorem akt rządu atamana Symona Petlury, przywiezionym tu w styczniu i marcu 1942 roku przez Heinza Goeringa (najprawdopodobniej z Historycznego Ukraińskiego Muzeum oraz z Archiwum w Tarnowie). Dokumenty umieszczono na I piętrze Collegium Iuridicum przy ul. Grodzkiej – tam przez następne lata okupacji były spisywane i porządkowane.

Gdy do Krakowa dotarła Armia Czerwona, przejęła opracowane już akta Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Ministerstwa Skarbu. W marcu 1945 cały zespół dokumentów wraz ze spisami jego uporządkowanej części został wywieziony na wschód.

Pozostała tylko ta skrzynia. – Być może jej zawartość, np. wycofane z obiegu banknoty czy pieczęcie, wydała im się bezużyteczna? – zastanawia się Iwona Fischer, kierownik Oddziału IV Archiwum Narodowego w Krakowie.

W czterech językach

Z jednej strony zielone, z drugiej – pomarańczowo-brązowe, z wyrysowanym w środku „tryzubem” – tak wyglądają najstarsze wydobyte ze skrzyni banknoty, „karbowańce”. Są szczególnie cenne – zwłaszcza w obecnym, jubileuszowym dla Ukrainy roku (od sformowania pierwszych rządów mija sto lat).

– Te pierwsze banknoty mają ciekawą cechę: są czterojęzyczne. „Karbowaniec” napisano na nich po ukraińsku, rosyjsku, po polsku oraz w jidysz. To ewenement, a zarazem świadectwo wielokulturowości Galicji – podkreśla Iwona Fischer.

KarbowaniecKarbowaniec Fot. Dorota Gut

Banknoty te miały słabe zabezpieczenia, były drukowane na kiepskim papierze, bez znaków wodnych. Co ciekawe, na całych plikach „setek” widać też wycięcie w miejscu, w którym powinien znajdować się podpis ministra skarbu. Z jakiego powodu i kto je zrobił – nie wiadomo.

W zbiorze są karbowańce oraz hrywny wydawane przez trzy kolejne ukraińskie rządy, do roku 1922. Widać, jak ewoluowały, zmieniały szatę graficzną, zyskiwały lepsze zabezpieczenia.

– Mamy tu wszystkie serie, jakie były wydawane od 1917 roku, co potwierdzili nam ukraińscy badacze. I mamy ich sporo, o różnych nominałach. W ukraińskich zbiorach jest ich kilkadziesiąt, w naszym są tysiące. Mamy ponad 3 tysiące „setek", ponad tysiąc o nominale 25 karbowańców i ponad tysiąc „pięćdziesiątek” – wylicza Iwona Fischer.

W stanie bankowym

Prócz banknotów, które noszą ślady używania są i takie, które nigdy nie weszły do obiegu, przetrwały przez sto lat w „stanie bankowym". Są oryginalnie zapakowane i związane sznurkiem, po tysiąc sztuk. Spinają je banderole z pieczęciami, podpisami osób sprawdzających i zatwierdzających dany pakiet.

– Nie rozcinamy takich paczek, przechowujemy je w oryginalnym opakowaniu. To integralna całość – zaznacza archiwistka.

Zalakowane paczki z banknotamiZalakowane paczki z banknotami Fot. Dorota Gut

Zbiór uzupełniają inne waluty, stanowiące ówczesny rządowy majątek: rosyjskie ruble (np. o nominale 10.000), banknoty włoskie, pięknie zdobione tureckie. A także pieniądze wydawane przez poszczególne miasta – np. banknoty z Żytomierza czy Odessy.

W skrzyni znajdowało się także 28 ołowianych matryc, służących do drukowania banknotów o różnych nominałach. Są zużyte – wyraźnie widać, że intensywnie je wykorzystywano do drukowania kolejnych partii pieniędzy. To także cenna część zbioru – zwłaszcza że w ukraińskich zbiorach takich matryc nie ma.

– Co ciekawe, możemy złożyć komplet, składający się z matrycy, wydrukowanego wedle tego wzoru banknotu oraz pieczęci, widniejących zarówno na pieniądzach, jak i na banderolach – dodaje Iwona Fischer.

MatrycaMatryca Fot. Dorota Gut

Pieczęci jest ponad 180. Oprócz urzędowych (np. Ministerstwo Dróg, Handlu Wewnętrznego) są to także pieczątki władz lokalnych oraz dotyczące innych dziedzin życia (np. medyczne – pokazujące na odbitce układ kostny, na którym można było zaznaczać leczoną część ciała).

Opracowaniem tej części zbiorów i „dopasowaniem” ich do kolejnych rządów mają się zająć naukowcy z Ukrainy. Swoje zbiory (liczące ok. 30 pieczęci z tego okresu) już skatalogowali – teraz z ich pomocą może powstać ewidencja pieczęci ukraińskich w zbiorach krakowskiego archiwum.

„Z bolszewickiego raju”

Na tarnowskie pochodzenie całego zbioru wskazują włożone do skrzyni dokumenty. Te najważniejsze rządowe zapewne zabrała Armia Czerwona – tu zachowały się te mniej istotne z ich punktu widzenia, oficjalne oraz prywatne dokumenty, ilustrujące bardzo różne dziedziny życia.

Niektóre notatki sporządzono na papierach firmowych różnych firm i instytucji – np. tarnowskiego hotelu Bristol. Nieprzypadkowo: właśnie ten hotel, usytuowany przy ul. Krakowskiej, był przez pewien czas emigracyjną siedzibą naczelnych władz Ukraińskiej Republiki Ludowej (pracował tu m.in. Symon Petlura).

Część zbioru dotyczy działających w Tarnowie stowarzyszeń, np. Towarzystwa Oświaty Ukraińskiej (znajdziemy tu m.in. statut klubu, inwentarz książek z czytelni i jej regulamin, zapis programu muzycznego i in.).

Są okruchy czyjegoś życia, świadectwa wojennych losów: bilet kolejowy, przepustka, prośba o wydanie pozwolenia na wyjazd do Krzemieńca, poświadczenie dla młyna, zaświadczenie o statusie uchodźcy, blankiety i wypisane legitymacje członków Ukraińskiego Związku Inwalidów Wojennych itp.

PrzepustkaPrzepustka Fot. Dorota Gut

Wśród nich można znaleźć dokumenty prywatne, np. nieduży album ze zdjęciami (w tym z wizerunkiem Symona Petlury) i pocztówkami z Tarnowa. „Pisze dla dobrej pamięci – kozak Andriej” – głosi podpis na jednej z nich. Między kartami pamiętnika wciąż tkwią zasuszone dawno temu kwiaty.

Jest także rękopis – spisane po ukraińsku zapiski „z bolszewickiego raju” (jak zatytułował je autor).

– Wszystkie te dokumenty czekają jeszcze na opracowanie, czekają na badaczy znających język ukraiński, mogących pomóc w ich odczytaniu – podkreśla Iwona Fischer. – Kto wie, może kiedyś uda się także odnaleźć kolejną część tego zbioru, gdzieś w przepastnych archiwach rosyjskich, dokąd trafiło przecież tyle zabranych przez Armię Czerwoną archiwaliów?

WIĘCEJ ZDJĘĆ - BANKNOTY, MATRYCE, DOKUMENTY >>>

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.