Prawda i tak wyjdzie na wierzch, więc powiem od razu: jestem na wakacjach. Jesteśmy, właściwie. W tym akurat wypadku to ja jestem towarzyszący, nie Towarzysząca, to ona tym razem gra pierwsze skrzypce. Ona wymyśliła, ona zmusiła, ja siedzę cicho i noszę walizki. Ja się podporządkowuję, spełniam zachcianki. Cieszę się, że tego nie widzicie.

Pobyt jest nadmorski, co dało mi jedyną w swoim rodzaju możliwość zapoznania się w krótkim czasie z jedzeniem w pendolino, z jedzeniem na dworcu w Gdyni (cóż, zapomnijmy o sprawie, dobrze? Powiem tylko, że już na dworcu czuć morski powiew cenowy); w końcu zaś, i z tym do was przychodzę, z wakacyjnym jedzeniem wegetariańskim.

Otóż znalazłem się jako osoba towarzysząca w wegetariańskiej grupie żywieniowej. Oni ćwiczą jogę, ja nie ćwiczę. Czasem chodzę nad morze. Oni chodzą na medytacje, my na kawę. Oni rozmawiają o medytacjach i o jodze dla młodych matek, my, szczerze mówiąc, wolimy poczytać. Tak to mniej więcej wygląda.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Bardzo dziękuję za współczucie! Przypomniały mi się te wszystkie trudy żywienia stadnego nad polskim morzem, ten stary kalafior polany zasmażką i ziemniaki. I sadzone - tyle byłam w stanie znaleźć dla siebie w karcie dań. Od lat jeżdżę na dalekie południe, nad nasz Bałtyk się nie wybieram :)
    już oceniałe(a)ś
    8
    3
    >>więc wychodzą rozgotowane kluchy.<< Tak właśnie gotowano makaron we Włoszech w czasach Renesansu. Makaron al dente jest równie świeżej i podejrzanej proweniencji, jak pizza.
    już oceniałe(a)ś
    9
    7