Bardzo duża część pisarzy w Polsce jest w kiepskiej sytuacji materialnej. Choć wokół literatury powstaje cały biznes, pisarz czy pisarka są często ostatnią wynagradzaną osobą. Co znaczy, że dostają grosze lub w ogóle nie oglądają pieniędzy. Rozmowa z Alicją Palęcką, socjolożką, współautorką badań o polskim życiu literackim.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Łukasz Grzesiczak: Przez trzy lata badali państwo życie literackie w Polsce. Jakie były intencje tego badania i jak ono przebiegało?

Alicja Palęcka: Badania zostały zainicjowane przez krakowską Fundację "Korporacja Ha!art", która działa w obszarze kultury i na rynku wydawniczym. Szefem naszego 60-osobowego zespołu badawczego był Piotr Marecki. Tego rodzaju badania - nie licząc wyrywkowych i fragmentarycznych sondaży z zakresu socjologii literatury - do tej pory w Polsce nie istniały. Nasz projekt jest pierwszym dużym, systematycznym badaniem obejmującym wiele zjawisk związanych z literaturą w Polsce. Przedmiotem naszego zainteresowania są pisarze, pisarki, ich sytuacja, wydawnictwa, media, krytyka literacka i nagrody. Badaliśmy także literaturę w kontekście szkolnictwa. Przeprowadziliśmy niemal 100 wywiadów z uczestnikami polskiego życia literackiego, sprawdzaliśmy obecność literatury w mediach i program nauczania.

Z badań wyłania się smutny obraz sytuacji pisarzy w Polsce. Ich sytuacja ekonomiczna jest nie do pozazdroszczenia.

- Okazuje się, że w wielu przypadkach to nie jest zawód, ale ekstrawaganckie hobby, na które mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. Większość pisarzy i pisarek na co dzień pracuje w zawodach niezwiązanych z literaturą - są nauczycielkami, urzędnikami, pracowniczkami agencji reklamowych czy pracownikami budowlanymi. Wielu z nich pracuje w instytucjach kultury lub są wolnymi strzelcami. Swoje utwory tworzą w czasie wyrwanym z codzienności, po nocach, na urlopach, niekiedy przyznają, że piszą nawet w pracy.

Nasze badania pokazują, że bardzo duża część pisarzy w Polsce jest w kiepskiej sytuacji materialnej. Choć wokół literatury powstaje cały biznes, pisarz czy pisarka są często ostatnią wynagradzaną osobą. Co znaczy, że dostają grosze lub nie są wynagradzani wcale. Wiele zależy od wydawnictwa i jego pozycji na rynku.

Ilu pisarzy żyje w Polsce wyłącznie z literatury?

- Trudno powiedzieć nawet, ilu jest w Polsce pisarzy. Nie mam na myśli osób, które same publikują swoje książki lub robią to w internecie, ale te, które przechodzą przez proces wydawniczy. Dla oszacowania liczby sprawdziliśmy członkostwo w stowarzyszeniach, strony wydawnictw itd. Liczbę pisarzy w Polsce szacujemy na mniej więcej 3,5 tys. osób.

Z pisania żyją ci, którzy są naprawdę rozpoznawalni. Każdy z nas może wymienić kilka lub kilkanaście największych nazwisk, gwiazd literatury: od Olgi Tokarczuk, przez Jerzego Pilcha, po Katarzynę Grocholę.

W Polsce jest zapewne kilkadziesiąt osób żyjących z literatury, ale ich zarobki plasują się na bardzo różnym poziomie. Oprócz gwiazd są jeszcze tacy, którzy postanowili zajmować się literaturą zawodowo i organizują sobie masę wydarzeń literackich, spotkań autorskich, tekstów dla czasopism itd. W ten sposób kleją domowy budżet. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że zarabianie na literaturze to na ogół nie jest zarabianie na sprzedanych egzemplarzach lub zaliczkach, lecz właśnie na takich wydarzeniach.

Ile więc zarabiają pisarze?

- O najwyższych zarobkach gwiazd powstają plotki, jak o zaliczce w wysokości 200 tys. zł dla Jerzego Pilcha czy 500 tys. zł dla Michała Witkowskiego. Potem te plotki są przez samych autorów prostowane lub rozdmuchiwane.

Stawki wydawnictw są zróżnicowane, w zależności od statusu pisarza czy pisarki. Osoba debiutująca może liczyć średnio na mniej więcej 7 proc. od ceny okładkowej. To niewiele. Później ta kwota się zmienia, od 10 do 15 proc., w zależności od przyjęcia przez czytelników, nagród i obecności w mediach. Średni nakład książki w Polsce to około 3,5 tys. egzemplarzy. Pisarze, z którymi robiliśmy ankiety, szacowali swoje zarobki z literatury na poziomie od kilkuset do kilku tysięcy złotych rocznie. Pisarze zarabiają dodatkowo na pisaniu felietonów do gazet czy portali internetowych, niewielkich form dla radia czy teatru, opowiadań do antologii.

Ważnym elementem budżetu domowego pisarzy i pisarek są honoraria za spotkania autorskie. Ich wysokość szacuje się od zera do kilku tysięcy złotych podczas większych imprez, np. festiwali. Trzeba jednak pamiętać, że spotkania organizują głównie biblioteki, oferowane przez nie stawki nie są wysokie. Zwykle jest to od 200 do 1000 zł. Budżet twórców niekiedy wspomagają stypendia. Oferują je Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, urzędy miast czy instytucje wojewódzkie. By otrzymać stypendium, należy złożyć projekt książki i przedstawić plan pracy. W ten sposób można zyskać utrzymanie przez kilka miesięcy lub rok, ale nie jest to nawet poziom średniej krajowej. Ministerstwo oferuje 3 tys. zł miesięcznie, stypendia miejskie dotyczą raczej realizacji konkretnych projektów i nie mogą być przeznaczane na utrzymanie.

Najważniejsze polskie wydawnictwa stawiają często na literaturę komercyjną i pisarzy, których dobrze znają. Są trochę jak inżynier Mamoń z "Rejsu" - podobają się im melodie, które już raz słyszeli...

- Nie zgodzę się z tą opinią. Z moich rozmów z redaktorami i redaktorkami, także dużych komercyjnych wydawnictw, wynika, że wszyscy mają poczucie misji. Owszem, wydają bardzo dużo literatury komercyjnej czy poradników, ale z przekonaniem, że w ten sposób finansują wydawanie książek, które mogą się nie zwrócić. To nie wydawnictwa, lecz media są jak inżynier Mamoń z "Rejsu", czyli sięgają po sprawdzone twarze i nazwiska.

W swoich badaniach wieszczą państwo śmierć krytyki literackiej, a przecież każdy tygodnik opinii ma dział recenzji książek...

- W każdym tygodniku znajdują się rekomendacje, opinie lub notki okraszone punktami. Nie są to recenzje.

Oczywiście do popularnych czasopism piszą ciągle prawdziwi recenzenci i recenzentki. Zresztą dziś jesteśmy świadkami dyskusji o krytyce literackiej w Polsce, którą prowadzą sami zainteresowani. Marginalizacja krytyki literackiej w dzisiejszych mediach jest faktem. Dziennikarka "Polityki" Justyna Sobolewska niedawno na antenie radiowej "Dwójki" przyznała, że ma na swoje teksty bardzo mało miejsca na łamach tygodnika.

Dziś zmieniła się rola redaktora książki. Na czym ona polega?

- Mam wrażenie, że udało nam się w badaniu uchwycić jakiś moment przejściowy. Kiedyś redaktor pełnił swoją tradycyjną rolę, czyli prowadził autora czy autorkę, współpracując z nią bezpośrednio nad książką. Dziś - przynajmniej w przypadku najważniejszych wydawnictw - redaktor zaczyna być kimś na kształt menedżera projektu. Już na etapie proponowania swojemu wydawnictwu wydania publikacji musi określić, jak dane dzieło promować, do jakiej grupy docelowej jest skierowane, jaką niszę wypełni. Powinien przedstawić kompletny plan na to, co się będzie działo z książką i jej autorką czy autorem po publikacji.

Agent literacki to nowość na polskim rynku książki? Jak wielu pisarzy korzysta z jego usług i jakie są zadania agenta?

- Rolą agenta literackiego jest negocjowanie umowy pomiędzy wydawnictwem, także zagranicznym, a autorem, a także przejęcie organizacji wszystkich wydarzeń związanych z promocją książki i obecnością autora w mediach.

Agent literacki to postać, która praktycznie jeszcze nie istnieje w Polsce. Jedynie pojedyncze osoby, które wzięły udział w naszym badaniu, miały jakiekolwiek doświadczenia w pracy z agentem czy agentką. Pamiętam autora, który na jakiś czas nawiązał współpracę z agentką literacką. Nie zauważył nawet, kiedy ta współpraca się zakończyła, tak bardzo okazało się to nieadekwatne do jego potrzeb. Zawód agenta jest w powijakach - jak powiedziała jedna z agentek, pisarz zarabia grosze, a agent grosze z tych groszy. Niemniej powstało już w Polsce kilka agencji, które trafiły w niszę na rynku. Tych kilkadziesiąt osób, które zarabiają na pisaniu, potrzebuje wsparcia.

Czy z waszych badań wynika, dlaczego Polacy tak mało czytają i czy jest szansa na zmianę tego zjawiska?

- Nie, nie zajmowaliśmy się badaniem czytelnictwa w Polsce. Natomiast jakieś tropy pojawiły się w naszym badaniu programów nauczania. Poza tym można wyciągnąć wnioski z dostępnych badań czytelnictwa.

Podręczniki skupiają się na epokach, które uczniom i uczennicom mogą wydawać się odległe i zamierzchłe. Co więcej, jeśli prezentowane są nowsze zjawiska w literaturze, to też zazwyczaj w kontekście odniesień romantycznych, religijnych i patriotycznych. W szkole niemal nieobecna jest nowa polska literatura, a przecież z jej bohaterami łatwiej się młodemu człowiekowi utożsamić. Ale szkoła to niejedyne i nie najważniejsze miejsce, w którym spotykamy się z literaturą. Z dwóch różnych raportów o czytelnictwie w Polsce wynika, że najważniejsze do wyrobienia nawyku czy potrzeby sięgania po książkę jest czytanie w domu. Najważniejsze, by w naszym dzieciństwie rodzice czytali książki. Chodzi o głębokie przemiany nie tylko w instytucjach, ale i w zwyczajach polskich rodzin, dlatego trudno coś prognozować.

Alicja Palęcka - socjolożka, doktorantka w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zajmuje się socjologią pracy, przede wszystkim warunkami pracy kreatywnej. Współautorka badań o życiu literackim w Polsce.

Rynek Główny
Rynek Główny  JAKUB OCIEPA
Twitterze Facebooku

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Bartosz T. Wieliński poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Postawmy sprawę jasno: Polska nie jest dobrym miejscem dla kultury, Polacy to naród kulturalnie okaleczony przez historię, ale w stopniu nie mniejszym przez własne umysłowe i estetyczne lenistwo. Większości społeczeństwa Literaturę zastępują telenowele, Sztukę - pseudo dekoracyjne badziewie, Muzykę - disco-polo itp. Poprawy nie widać.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    A może ze zbyt dużej ilości miernot próbuje się zrobić na siłę pisarzy, bo wiadomo, taki prestiżowy fach. Jeśli ktoś dobrze pisze i ludzie chcą go czytać, to i na książkach zarobi. Ci którzy nie mogą się z tego utrzymać, może jednak powinni znaleźć sobie inne zajęcie!
    @budujesie.pl_forum_krakow Niestety - prawa gospodarki wolnorynkowej nie mają tu zbyt wielkiego zastosowania. Czy wartość książki doprawdy tkwi w ilości sprzedanych egzemplarzy? Jak w takim razie porównać np. młodzieżową fantazję o wampirach z tomikiem poezji współczesnej? Problem jest naprawdę złożony i dotyczy nie tylko polityki finansowej samych wydawców - ale ogólnie obiegu finansowego w kulturze. Jeżeli standardem jest 300-700 złotych brutto za spotkanie autorskie, jeżeli autor na to spotkanie ma dojechać na własny koszt, brać na nie urlop z pracy zarobkowej, jeśli ten obieg promocyjny musi konstruować w oparciu o własne znajomości, układy lub starania - czy naprawdę świadczy to o jego miałkości jako literata? Proszę sobie przemyśleć również tę kwestię.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0