Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Statystyki są nieubłagane: co piąta kobieta, która w tym roku usłyszy w gabinecie lekarskim diagnozę nowotworu, będzie chorować na raka piersi. Wiele kobiet obserwowało, jak chorują ich matki, babcie czy ciocie. Chcąc uniknąć podobnych doświadczeń, coraz więcej z nich – już w młodym wieku – stawia na wczesną profilaktykę.

Gen a ryzyko zachorowania

Do krakowskiego Szpitala na Klinach zgłaszają się już młode dziewczyny, u których, podobnie jak u Angeliny Jolie, stwierdzono obecność genu BRCA1 lub BRCA2. To gen, który powoduje, że ryzyko zachorowania na raka piersi wzrasta w ciągu życia o około 60 proc. Szansą na uniknięcie choroby jest profilaktyczna mastektomia i jednoczasowa rekonstrukcja piersi. W Polsce podobne operacje są wykonywane od niedawna. Wciąż są odpłatne, mimo że ich koszt jest nieporównywalnie niższy niż potencjalne leczenie laka w przyszłości.

Dr Wioletta Szepieniec ze Szpitala na Klinach podkreśla, że takiej operacji nie należy postrzegać jako kosztownej zachcianki czy chęci poprawienia biustu. – To operacja, która daje realną możliwość zminimalizowania ryzyka choroby. Jest obarczona pewnym ryzykiem powikłań, np. zwłóknienia, przez co efekt kosmetyczny może nie być taki, jakiego oczekujemy. Kobiety, które decydują się na operację, są jednak zdeterminowane, by podjąć pewne ryzyko i móc w przyszłości normalnie żyć – podkreśla ekspertka.

Jak zaznacza dr Szepieniec, coraz częściej zamiast rekonstrukcji piersi, przeprowadzanych jakiś czas po mastektomii, wykonuje się jednoczasowe odbudowy piersi. – Odchodzimy od rekonstrukcji rozumianej jako oddzielna operacja. Takie operacje są trudniejsze, bo po mastektomii następuje deformacja klatki piersiowej i mamy do dyspozycji mniejszy płat skóry, pod którą można wszczepić implant. Nie bez znaczenia jest też ogromne obciążenie psychiczne, jakie dla każdej pacjentki wiąże się z każdym kolejnym zabiegiem – wyjaśnia znana ginekolożka z krakowskiego szpitala.

Metoda rekonstrukcji

Rekonstrukcja jednoczasowa to odtworzenie kształtu piersi na stałe lub przygotowanie piersi do końcowej pełnej odbudowy. Zabieg polega na wszczepieniu na stałe implantu lub tzw. espanderoprotezy, wypełnionej sylikonem i solą fizjologiczną. Możliwe jest również wszczepienie tzw. ekspanderów, czyli wszczepów, które stopniowo wypełniane są solą fizjologiczną. Ostatecznie wszczepy są wymieniane na implanty stałe.

Przy wykonaniu rekonstrukcji jednoczasowej lekarze mają do dyspozycji płaty skórno-podskórno-mięśniowe, które przenoszą na pierś, albo płat z mięśnia najszerszego grzbietu, płat z mięśni brzucha czy płat z brzucha z zespoleniem mikrochirurgicznym. – W zależności od oczekiwań pacjentki i możliwości technicznych możemy wykonywać tzw. rekonstrukcje hybrydowe, czyli łączenie tych technik celem uzyskania odpowiedniego efektu estetycznego. W wielu przypadkach, żeby poprawić efekt pooperacyjny, wykorzystujemy dodatkowo tzw. lipofiling, polegający na ostrzykiwaniu odpowiednich regionów własnym tłuszczem – opowiada dr Szepieniec.

Jak w przypadku każdej medycznej procedury, także metoda rekonstrukcji jednoczasowej wiąże się z pewnymi ograniczeniami. Nie można jej stosować m.in. u pacjentek z tzw. rakiem zapalnym. Możliwe są też powikłania, skutkujące pogorszeniem efektu estetycznego. Ważne jest jednak, że dzięki nowym technologiom lekarzom udaje się coraz bardziej ograniczyć negatywne skutki raka piersi – zarówno jeśli chodzi o zdrowie fizyczne pacjentek, jak i ich psychiczną zdolność do budowania relacji i prowadzenia normalnego życia intymnego.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.