Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jej partnerem był Zarząd Infrastruktury Sportowej w Krakowie. Z ekspertami rozmawialiśmy przez prawie półtorej godziny.

Debata: Po co Krakowowi duże imprezy sportowe?

Imprezy

– Po co w ogóle organizować te wszystkie duże imprezy sportowe? – rzuciliśmy.

– Wystarczy spojrzeć na ścieżki pokryte rowerzystami i biegaczami oraz na pełne hale – odpowiedział Krzysztof Kowal, dyrektor ZIS-u. – A bardziej na poważnie, to są ku temu trzy powody. Pierwszy: sport to zdrowie. Drugi: mieszkańcom, którzy płacą podatki, się to po prostu należy. Trzeci: sport to najtańsza forma promocji. Dzięki niemu Kraków jest coraz bardziej doceniany. Nie mówi się o nim już tylko jako o zabytkowej, dawnej stolicy Polski, ale też jako o mieście sportu – uważa Kowal. Zastrzegł przy okazji, że rozmowy w sprawie organizacji dużych imprez nie są łatwe („dlatego już negocjujemy organizację imprez na 2022 r.”).

– Dla nas, siatkarzy, zawsze bardzo duże znaczenie miało to, w jakich występujemy halach, a Kraków ma jedną z najpiękniejszych – tłumaczył Paweł Zagumny, do niedawna wybitny siatkarz, dziś prezes Polskiej Ligi Siatkówki. Opowiadał, że siatkarska reprezentacja Polski to „produkt rozchwytywany” i nie każdy może go mieć u siebie. Np. w tym roku naszych siatkarzy na żywo będzie można zobaczyć tylko w trzech miastach: Katowicach, Gdańsku i Krakowie. Tutaj po raz kolejny odbędzie się Memoriał Huberta Jerzego Wagnera. – Wszyscy chcą pokazywać kadrę, ale nie wszyscy mogą – mówił Zagumny. Przypomniał, że w tym roku kibiców do Tauron Areny może przyciągnąć debiut Wilfredo Leona w reprezentacji Polski.

JAKUB WŁODEK

Adam Siluta, prezes zarządu Lang Team, opowiadał, co miasto zyskuje na organizacji etapu kolarskiego Tour de Pologne. – Robimy wszystko, by pokazać najpiękniejsze zakątki Krakowa m.in. w zwiastunach. Do tego dochodzą godziny transmisji w prawie 100 krajach. Sami też korzystamy na tej sile, bo łatwiej nam zaprosić znanego gościa do Krakowa niż do mniejszego miasta – mówił.

– O tym, że sport jest jednym z największych magnesów przyciągających ludzi w jedno miejsce, wiemy wszyscy – podkreślał Maciej Łataś, ekspert ds. marketingu sportowego. Dużo mówiliśmy o tzw. turystyce sportowej. – Statystyki pokazują, że ok. 50-60 proc. uczestników takich imprez jak maraton czy półmaraton to turyści, którzy dodatkowo przyjeżdżają do miasta razem z rodzinami, często zostają na kilka dni, by przy okazji pozwiedzać – dodał.

Biegi

Jeszcze więcej było o bieganiu, na które Kraków – jak wiele innych miast – stawia od lat. Frekwencja w większości biegowych imprezach rosła z roku na rok, ale to się może zmienić. Bo rywalizacja o biegacza w całym kraju robi się coraz bardziej zażarta. Łataś podkreślał, że trzeba być wrażliwym na zmieniające się trendy.

Anna Witkowska, utytułowana ultramaratonka, przytakiwała: – Oferta jest dziś tak szeroka, że my, biegacze, staliśmy się wybredni. Coraz częściej o wyborze imprezy decydują drobiazgi.

Kowal nie ukrywał, że miasto priorytetowo traktuje imprezy spod znaku tzw. królewskiej triady biegowej (PZU Cracovia Maraton, PZU Cracovia Półmaraton Królewski, Bieg Trzech Kopców), ale chce się otworzyć na inne wydarzenia. W planach jest m.in. zorganizowanie imprezy triatlonowej w Krakowie („to olbrzymie wyzwanie”).

Zastanawialiśmy się, dlaczego nie wszyscy mieszkańcy do takich imprez są przekonani. Niektórzy psioczą głównie na zamknięte ulice. Jak ich uspokoić? Paweł Kubicki, socjolog miasta z Uniwersytetu Jagiellońskiego, zaznaczył, jak ważne jest informowanie m.in. o utrudnieniach w ruchu. Mieszkańcy będą protestować, jeśli będą zaskakiwani. – Konflikty rodzą się wtedy, gdy coś po raz pierwszy zaburza normalny rytm funkcjonowania miasta. Kiedy coś jednak staje się rytuałem, jest też bardziej akceptowalne – tłumaczył.

Często odnosiliśmy się do maratonu w Berlinie, który w ubiegłym roku ukończyło ponad 40 tys. osób. – Tam mieszkańcy są już przyzwyczajeni, że w ostatni weekend września zamknięte jest niemal całe miasto. I wszyscy kibicują, niektórzy wynoszą kanapy na ulice. Na trasie nie ma dwóch metrów, by przy barierkach nie stali kibice. A więc da się to zrobić, można pogodzić interesy biegaczy z interesami mieszkańców – mówiła Witkowska.

JAKUB WŁODEK

Łataś: – Przykład Berlina jest opisywany w książkach. Z jednej strony pokazuje, jak przyciągnąć kibica i biegacza, a z drugiej: jak opanować narzekania niektórych osób na utrudnienia w ruchu.

Kowal: – Jeszcze 10 lat temu protestów było dużo więcej. Od paru lat sprawy konfliktowe mogę policzyć na palcach jednej ręki. Nie ma tak, by np. podczas maratonu z jakiegoś miejsca Krakowa nie można było wyjechać. A pamiętajmy, że wyznaczenie 42-kilometrowej trasy to mordercza praca. Robimy jednak wszystko, by dotrzeć do krakowian, informować ich. Oni zaczynają traktować PZU Cracovia Maraton jako swój, chcą tej imprezy. A co do dopingu: kibiców jest i u nas coraz więcej, to nas wyróżnia.

Obiekty

Rozmawialiśmy też o sportowej infrastrukturze miasta. O tym, czego brakuje. Kowal wyliczał, że ZIS odnowił ok. 200 boisk przyszkolnych, uczestniczył w budowie 10 hal sportowych, a teraz stawia m.in. na baseny. Wkrótce mieszkańcy dostaną pięć nowych krytych pływalni. – Czasem ludzie pytają, dlaczego w Krakowie nie mamy drużyn siatkówki czy koszykówki w najlepszej lidze. Ubolewam nad tym, ale jako miasto nie będziemy płacić na sport wyczynowy. Za to m.in. unowocześniamy bazę sportową – tłumaczył.

Witkowska: – Jakich udogodnień dla sportowców amatorów potrzebuje Kraków? Do powiedzenia „wow” brakuje niewiele. Pochodzę ze Śląska, w Krakowie mieszkam od kilku lat. Widać różnicę. Do rozwiązania zostały np. kwestie lepszego oznaczenia szlaków rowerowych. Kluczowa czasem jest nie tylko liczba obiektów, ale ich lokalizacja, łatwość dojazdu do nich.

Podczas debaty padł wniosek: więcej otwartych basenów! Krakowianie kąpieli pod chmurką zażywają wyjątkowo rzadko. Także dlatego, że nie mają gdzie.

Kubicki: – Szkoda, że Krakowowi brakuje zbiorników naturalnych, bo to znacznie wpływa na jakość życia w mieście. Bagry i Kryspinów same zapotrzebowania nie zaspokoją. Dobrym przykładem jest Budapeszt, gdzie dzięki basenom, nie tylko termalnym, w lecie naprawdę przyjemnie spędza się czas.

Kowal odpowiadał, że budowa otwartych pływalni niesie za sobą ryzyko ze względu na klimat. Pogoda pozwala na korzystanie z takich basenów ledwie przez trzy, cztery miesiące w roku, więc z ekonomicznego punktu widzenia dużo większy sens ma stawianie kompleksów pod dachem. – Pewnych rzeczy nie przeskoczymy, za brak jezior w mieście mogę tylko przeprosić. Ale otwarte baseny też będziemy odrestaurowywać, mamy np. program zagospodarowania Bagrów. Za parę lat będzie jeszcze lepiej – zapewniał.

PARTNER MATERIAŁU

embed
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.