Jarosław K. Kowal: Odetchnął pan, kiedy zobaczył skład reprezentacji Polski na mecz z Włochami?

Wojciech Klich: Przede wszystkim ucieszyłem się. Występ Mateusza nie był może olśniewający, ale przyzwoity. Stać go na więcej, ale nie wszystko od razu, przecież nie było go w tej drużynie od czterech lat.

Więc małe błędy można wybaczyć...

– Błędy zawsze się zdarzają. Mateusz był jednak aktywny, próbował grać do przodu, ale też pomagał w defensywie. Po jego odbiorze padł gol dla Polski.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej