- Przechodzę Drogą Królewską z grupami turystów i zawsze pokazuję im kamienicę na Grodzkiej 39. Tylko tablica zaświadcza, że w tym miejscu żył i pracował Wit Stwosz - mówi Bernard Michalik, krakowski przewodnik. I dodaje: - Zżymam się, gdy muszę tłumaczyć zagranicznym gościom, dlaczego kamienica jest w tak opłakanym stanie i dlaczego nie ma w tym miejscu muzeum poświęconego artyście.

Wit Stwosz kupił stuletnią już wówczas kamienicę po pożarze w 1476 r. za 300 złotych węgierskich. Zapłacił w dwóch ratach. Współcześni historycy mieli jednak wątpliwości co do adresu. W latach 80. udało się w końcu ustalić, że pracownia mieściła się na Grodzkiej pod dzisiejszym numerem 39. Miasto w 1990 r. zleciło nawet opracowanie adaptacji kamienicy na muzeum Stwosza, ale projekt upadł, bo budynek został sprywatyzowany. I tu zaczyna się wieloletnia historia sporów pomiędzy kolejnymi współwłaścicielami, które doprowadziły zabytek do ruiny.
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.