Pobyt jest nadmorski, co dało mi jedyną w swoim rodzaju możliwość zapoznania się w krótkim czasie z jedzeniem w pendolino, z jedzeniem na dworcu w Gdyni (cóż, zapomnijmy o sprawie, dobrze? Powiem tylko, że już na dworcu czuć morski powiew cenowy); w końcu zaś, i z tym do was przychodzę, z wakacyjnym jedzeniem wegetariańskim.

Otóż znalazłem się jako osoba towarzysząca w wegetariańskiej grupie żywieniowej. Oni ćwiczą jogę, ja nie ćwiczę. Czasem chodzę nad morze. Oni chodzą na medytacje, my na kawę. Oni rozmawiają o medytacjach i o jodze dla młodych matek, my, szczerze mówiąc, wolimy poczytać. Tak to mniej więcej wygląda.
Pozostało 90% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.