Hanna Gronkiewicz-Waltz, ówczesna prezydent Warszawy, o delegalizację ONR wystąpiła do ministra Zbigniewa Ziobry jeszcze w maju 2017 roku. Podała przykłady z kilku wcześniejszych lat, kiedy to członkowie tej organizacji byli skazywani przez sądy za nawoływanie do nienawiści na tle rasowym, ksenofobię, a także propagowanie ustroju faszystowskiego. Bezskutecznie. Jej wniosek przeleżał pół roku, nie został wówczas rozpatrzony.

Prośba pozostała bez reakcji

Prezydent Gronkiewicz-Waltz ponowiła go w listopadzie, tuż przed Marszem Niepodległości organizowanym przez środowiska narodowe. Oburzona pisała do ministra Ziobry, że jej prośba pozostała bez reakcji, tymczasem „narodowcy doczekali się zgody na cykliczną imprezę”, chodziło o wspomniany Marszu Niepodległości 11 listopada.

„Organizacje nawołujące do nienawiści ze względów narodowościowych, etnicznych, rasowych czy wyznaniowych, zgodnie z Konstytucją RP, nie mogą legalnie manifestować. Dlatego prezydent m.st. Warszawy kolejny raz wnosi do Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego o delegalizację Obozu Narodowo-Radykalnego” – pisała do Zbigniewa Ziobry tuż przed listopadowym marszem narodowców.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej