Do zdarzenia doszło w czwartkowe popołudnie na Plantach pomiędzy ul. Sławkowską a Barbakanem. Pani Marta wracała z koleżanką i dziećmi ze szkoły. Najmłodsze siedziało w wózku, dwójka ośmiolatków szła za matkami. – Naprzeciwko nas jechała grupa turystów na segwayach. Kątem oka zobaczyłam, jak przyjaciel mojego syna upada i uderza głową w asfalt. Działałam automatycznie: rzuciłam się na mężczyznę i zatrzymałam go siłą, żeby nie odjechał. Był rozbawiony i nawet nie zauważył, że potrącił dziecko – relacjonuje czytelniczka. Potrącony został również syn pani Marty.

Rzucili się w pogoń i zatrzymali grupę

Turyści wypożyczyli urządzenia z firmy Segway Point działającej przy ul. Siennej. – Grupa chciała jechać dalej i bagatelizowała zdarzenie. Doszło do pyskówki i szarpaniny. Jeden z turystów mówił po polsku, zaczął robić mi zdjęcia i grozić, że jego rodzina znajdzie mnie i spali mi dom. Ci ludzie byli pijani, śmierdziało od nich alkoholem. Na pewno pijany był mężczyzna, który potrącił dzieci. Zadzwoniłam na policję – opowiada pani Marta. – Wtedy część porzuciła segwaye i zaczęła uciekać. Mieliśmy szczęście, bo zanim nadjechał radiowóz, koło nas przechodził patrol. Rzucili się w pogoń i zatrzymali grupę. Wszystkiemu przypatrywali się bezradni pracownicy firmy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej