„Nowoczesne, ekologiczne, łatwo dostępne i pozwalające omijać korki” – zachwycają się jedni. Inni narzekają, że pędzą – szczególnie po chodnikach – zbyt szybko, a zostawiane byle gdzie – nawet na przejściach przez ulicę i skrzyżowaniach – utrudniają życie pieszym, stwarzają wręcz zagrożenie dla niewidomych.

Z elektrycznych hulajnóg, bo o nich mowa, od kilku miesięcy korzystają już wrocławianie i warszawiacy. Na ulice tych miast wprowadził je Lime – start-up z Kalifornii, wspomagany przez Google’a i Ubera. Pojazdy wypożycza się poprzez aplikację o tej samej nazwie. Koszt: 2 zł opłaty startowej i 50 gr za każdą minutę użytkowania. Hulajnoga rozpędza się nawet do 25 km/godz. i można ją zostawić w dowolnym miejscu. Jak dowiedziała się „Wyborcza”, operator e-hulajnog chce wkrótce wejść także do Krakowa. Ze swoim sprzętem rozkłada się u nas powoli również firma Hulaj.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej