Pan Tomasz w 2008 r. wziął w Banku Millennium kredyt we frankach szwajcarskich na zakup mieszkania. Jak wielu innym frankowiczom bank nakazał mu opłacenie ubezpieczenia niskiego wkładu. To produkt, który banki wciskały frankowiczom, gdy brali kredyt na 100 proc. wartości nieruchomości bądź mieli niewielki własny wkład finansowy. Pan Tomasz przyznaje, że nie miał wyjścia: musiał wziąć ubezpieczenie, bo inaczej nie dostałby kredytu. 

Niedozwolone zapisy

Pierwsza składka wyniosła 2,4 tys. zł. Kurs franka szybował jednak w górę, a z nim koszt ubezpieczenia. Druga opłata roczna wyniosła niemal 6 tys. zł. Do 2014 r. Millennium ściągnęło z klienta w ten sposób ponad 16 tys. zł. – Zacząłem się zastanawiać, przed czym tak naprawdę chroni mnie to ubezpieczenie. W umowie nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie, pisałem więc do banku maile z prośbą o przesłanie kopii umowy między bankiem a ubezpieczycielem. Bezskutecznie – wspomina mężczyzna. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej