Monika Waluś: Znalazłam notkę z 2015 roku o tym, jak dyrektor Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu zablokował pomysł inżyniera z Politechniki Krakowskiej, by przetestować w Krakowie kilka „budzących kontrowersje” rozwiązań komunikacyjnych. Wśród nich było wyznaczenie przejścia naziemnego przy placu Bohaterów Getta...

Łukasz Franek: Tak było!

Rok później ten inżynier został wicedyrektorem ZIKiT, a w 2017 roku na ul. Na Zjeździe wymalowano zebrę. Jednak się dało.

Tak, chociaż to jeden z wielu przypadków, które wcześniej odbijały się od tego naszego krakowskiego „nie da się”. Przykład przejścia naziemnego przy placu Bohaterów Getta pokazał, że nie trzeba czekać na przebudowę i wielkie inwestycje, które wymagają wielu lat przygotowań, ale można je zrobić od razu. Nawet jeśli nie są do końca dopracowane, to chodziło o to, by piesi mogli wygodnie, a przy tym bezpiecznie dostać się na przystanki tramwajowe. Spychanie pieszych w podziemia było niczym nieuzasadnione, a nieczynne windy uniemożliwiały poruszanie się osób z ograniczoną mobilnością. Badania pokazały zresztą, że i tak połowa pieszych przechodzi górą. Odkąd wyznaczyliśmy przejście, słyszymy tylko pytania, dlaczego od zawsze tak tam nie było. Teraz trzymamy się założeń, że jeżeli da się wprowadzić jakieś rozwiązanie, to nawet jeżeli nie jest ono perfekcyjne, ale przynosi korzyść dla społeczności, wdrażamy je.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej