Siedział sobie facet, wyglądał jak leśna istota, miał wydarte z ziemi korzenie żywokostu i parę buteleczek nie wiadomo czego, wszystkie uświnione ziemią, a także parę grubych pęczków niedźwiedziego ziela. Wyglądają jak liście konwalii, ale mają wspaniałą moc.

Więc jest dla nas nadzieja, przyjdą lepsze czasy. Teraz bowiem Kleparz sprzedaje głównie towary, które pokonały wiele granic, zanim znalazły się w sklepach i na stołach.

Spożywcze przedwiośnie

A jeszcze parę dni temu łaziłem po targach neapolitańskich, odpoczywałem, a jednak w głowie kłębiły się tak zwane przemyślenia: że gdyby tak zajrzeć pod skorupę, to wygląda to, jakbyśmy to my, wschodni Europejczycy, żyli bogatszym, bardziej kolorowym życiem.

Bo tam, gdzie się zaczyna południe Włoch i pieniądz liczy się nieco bardziej niż na Północy, a tradycja trzyma obywateli w morderczych okowach, przedwiośnie jest okresem wstrzemięźliwości spożywczej. Wspaniałej, bo wyszlifowanej jak diament. Ryby i owoce morza niby są, ale mało – za to złowione tego samego dnia.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej