Od rządu domagają się 15 procent podwyżki w tym roku i kolejnych piętnastu w następnym, wycofania przepisów dotyczących wydłużonej ścieżki awansu zawodowego nauczycieli oraz powrotu do poprzednich rozwiązań prawnych dotyczących oceny ich pracy. Swój protest rozpoczęli tydzień po tym, gdy Związek Nauczycielstwa Polskiego ogłosił, że 8 kwietnia rozpoczyna strajk w oświacie. Nauczycielska bieda nie ma politycznych barw – uważa szef ZNP Sławomir Broniarz i namawia „Solidarność”, by się do nich przyłączyła. Ta powiedziała „nie”.

Szykują się zmiany

To „nie” wypowiedziane przez władze związku bardzo nie spodobało się części jego szeregowych członków. To nauczyciele z „Solidarności”, którzy chcą strajkować 8 kwietnia i wywalczyć w ten sposób 1 tys. zł podwyżki.

Bierność ich związku tak bardzo ich wkurzyła, że ponoć zaczęli nawet rzucać związkowymi legitymacjami. Według Broniarza protest „Solidarności” jest rozpaczliwą próbą wyjścia z twarzą z sytuacji, w jakiej ta się znalazła. „S” musi pokazać, że i ona umie ostro się postawić w imię dobra nauczycieli. A nauczyciele zauważają, że nad dwoma z żądań związku rząd pochylił się już jakiś czas temu. Szykują się zmiany i w ocenie pracy nauczycieli, i w rozporządzeniu o ich awansie. Tak więc postulaty „Solidarności” przynajmniej częściowo zostaną zrealizowane.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej