W Krakowie nabiera temperatury dyskusja, co zrobić z 18 dzielnicami. Ich funkcjonowanie budzi coraz więcej wątpliwości. 372 radnych dzielnicowych nie ma praktycznie żadnych narzędzi do podejmowania decyzji ani poważnego budżetu, na dodatek dla większości krakowian pozostaje anonimowa. Do tego dodajmy bardzo niską frekwencję w ostatnich wyborach do rad dzielnic – wyniosła ona zaledwie 12 proc.

Śródmieście, Podgórze, Nowa Huta i Krowodrza

Jak zmienić tę sytuację? Najdalej idący wariant dyskutowany jest w klubie PiS. – Istnieje możliwość, by Sejm przyjął napisaną wyłącznie na potrzeby Krakowa ustawę, wzorowaną na ustroju Warszawy. Wówczas moglibyśmy podzielić Kraków na cztery duże, historyczne dzielnice: Śródmieście, Podgórze, Nową Hutę i Krowodrzę i każdej z nich dać duże kompetencje, np. możliwość wydawania wuzetek – tłumaczy Włodzimierz Pietrus, zaznaczając, że podobny podział obowiązuje nadal np. w urzędzie skarbowym. – Obecne funkcjonowanie dzielnic to tylko mydlenie oczu. Rady dzielnic opiniują np. rożne inwestycje, ale te opinie rada miasta może wrzucić do kosza, bo nie są one wiążące. Budżety dzielnic są tak skromne, że trudno im nawet wyremontować chodniki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej