Chodzi o głośne śledztwo dotyczące nieprawidłowości w klubie. Prokuratura bada nadużycia, jakich mogły dopuścić się władze piłkarskiej spółki od sierpnia 2016 do końca zeszłego roku. Prokuratorzy sprawdzają także kwestię wypłat pieniędzy z klubowej kasy, w tym m.in. tych, które w ostatnich dniach rządów prezes Marzeny Sarapaty miały, jak informował portal interia.pl, trafić do firmy jej męża za drukowanie klubowego magazynu „R22”.

Tropieniem afery zajął się specjalnie powołany trzyosobowy zespół śledczych w krakowskiej prokuraturze okręgowej. – Śledztwo jest ogromne, wymagać będzie z pewnością powołania biegłych od przekształceń spółek, upadłości, zbywania akcji – mówił „Wyborczej” krakowski prokurator znający sprawę.

Prywatnie są kibicami Wisły

W początkach stycznia policja weszła do obiektów klubowych, przeszukała kilkanaście innych lokali. Z obiektów przy Reymonta policjanci wynosili całe segregatory dokumentów. I to było tyle. Raptem dwa tygodnie później śledztwa w sprawie Wisły nie było już w Krakowie. Prokuratura Krajowa zabrała je stąd i przeniosła do prokuratury w Poznaniu. Dlaczego? – Celem uniknięcia zarzutu stronniczości – wyjaśnia lakonicznie Ewa Bialik, rzeczniczka Prokuratury Krajowej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej