Na kamienicach przy rynku wiszą dwa wielkie banery: „Dochody – 93 mln zł, zadłużenie – 0 zł” – reklamuje się na jednej z płacht urzędujący burmistrz Mateusz Klinowski. „Burmistrz #DlaWadowic” – zachęca do wyboru wraz z żoną i dwójką dzieci Bartosz Kaliński, kandydat z PiS. Ale w Wadowicach już wszyscy wiedzą, że po niedzielnych wyborach nastąpiła zmiana. Czy dobra?

Ateista w papieskim mieście

Kiedy cztery lata temu wybory wygrał lewicowy ateista Mateusz Klinowski, o papieskim mieście mówiła i pisała cała Polska. Nowy burmistrz miał być lekiem na „chorobę filipińską” (nazwa wzięła się od nazwiska jego poprzedniczki Ewy Filipiak, która rządziła Wadowicami przez 20 lat) i spełnił te nadzieje – z magistratu usunął bliskich współpracowników poprzedniczki. Mieszkańcom zaś obiecał „rozbicie układu i uczciwość”, a także inwestycje i walkę ze smogiem. Zwolennicy bili brawo, polityczni rywale zaczęli szukać haków. Kilka razy działaniami Klinowskiego interesowała się prokuratura, ostro krytykował je także jeden z lokalnych portali. Podzieleni byli również sami mieszkańcy.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej