Jadące w kolumnie rządowej luksusowe audi, którym podróżowała ówczesna premier Beata Szydło, zderzyło się z fiatem seicento 10 lutego zeszłego roku. Ranni zostali Szydło i jeden z oficerów ówczesnego Biura Ochrony Rządu. Według prokuratury winny wypadku jest Sebastian K., który nie zachował ostrożności, skręcając w lewo.

W śledztwie pojawiło się jednak wiele wątpliwości co do tego, czy rządowa kolumna przestrzegała wszystkich zasad bezpieczeństwa w ruchu. Jedną z kluczowych kwestii jest sprawa sygnałów emitowanych przez rządowe samochody. Do przyjęcia, że tworzyły kolumnę uprzywilejowaną, konieczne było potwierdzenie, że wszystkie trzy samochody rządowe miały włączone sygnały świetlne i dźwiękowe. Prokuratura ma pewność tylko co do tego, że samochody miały włączone te pierwsze.

Wiarygodność zeznań

O tym, że działały także dźwiękowe, mówili w śledztwie oficerowie BOR oraz kilka osób będących świadkami przejazdu. Ale 12 innych osób przesłuchiwanych przez śledczych zeznało, że rządowe samochody miały tylko sygnalizację świetlną. W większości to uczestnicy terapii odwykowej, którzy widzieli ich przejazd albo byli w pobliżu miejsca wypadku.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej