– Brak na to wszystko słów. Nikt się ze zwykłym człowiekiem nie liczy – rozkłada ręce pani Irena.

Dwa lata temu poszła na obiad do restauracji przy pl. Matejki. Usiadła z tyłu sali, zamówiła posiłek. – Kątem oka widziałam jakichś dwóch mężczyzn w wieku ok. 60 lat, rozmawiali po francusku. Pomyślałam, że to cudzoziemcy, i przestałam się nimi interesować – opowiada kobieta.

Zaczęli ją szarpać, popychać

W pewnym momencie obaj mężczyźni zaczęli bez powodu awanturować się z obsługą, wyzywać pracownice. Na podłogę poleciały szklanki i talerze ze stołów. W końcu zaatakowali klienta stojącego przy bufecie. Pani Irena akurat odnosiła wtedy talerze. Wracając na miejsce, rzuciła w stronę awanturujących się mężczyzn: – Co się tutaj dzieje?

– I w tym momencie zostałam przez nich zaatakowana – wspomina.

– Zaczęli ją szarpać, popychać. W pewnym momencie jeden z tych mężczyzn chwycił kufel i jego dnem uderzył panią Irenę w głowę, w okolicy lewego oka – relacjonowała potem policji jedna z pracownic restauracji. Przerażeni klienci uciekli z lokalu. Uciec z restauracji próbowali też obaj awanturujący się mężczyźni, ale ktoś z pracowników wezwał w końcu policję, która zatrzymała obu napastników – jak się chwilę później okazało – bliźniaków.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej