Rozmowa z Wojciechem Nowickim

Michał Olszewski: Ty wybierasz zdjęcia czy zdjęcia wybierają ciebie? W swojej najnowszej książce „Tuż obok” przyznajesz, że oglądasz zdjęcia długo, niektóre całymi latami, że prowadzą cię one w nieprzewidzianych kierunkach.

Wojciech Nowicki: Najchętniej uniknąłbym tego pytania. Odpowiadając, że to ja je wybieram, staram się pokazać, że jestem panem sytuacji i wiem, co robię. Tymczasem ta książka, jak i część innych, opowiada o błądzeniu wokół tematu, nie tylko fotograficznego. Stąd tyle w niej niewiedzy.

A odpowiadając przeciwnie, usuwam siebie z tej opowieści. Ale druga jest prawdziwsza. Obrazy docierają się ze mną, próby zrozumienia, co w sobie niosą, czasem trwają bardzo długo. Jest w tym jakieś oczekiwanie. W „Tuż obok” opisuję historię tzw. teki Schultza – zachowanego w Muzeum Etnograficznym w Krakowie zbioru ponad 1200 fotografii wykonanych na terenie mniej więcej Królestwa Polskiego (taką geografią posługiwali się autorzy zdjęć) w czasie pierwszej wojny światowej przez naukowców niemieckich. Pracowałem intensywnie z tym materiałem, przygotowując wystawę na Miesiąc Fotografii, ale dopiero po kilku latach poszukiwań w archiwach i antykwariatach zrozumiałem, że dotykam wielopiętrowego kłamstwa. Po pierwsze: kłamstwa, jakim jest fotografia, po drugie: kłamstwa, polegającego na zapomnieniu o pierwszym z wielkim kataklizmów XX wieku i całkowitym nakryciu go drugą wojną światową.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej