W poniedziałek oderwała się skała z Niebieskiej Turni w Tatrach. Na odcinku około 30 metrów zniszczony został fragment czerwonego szlaku między Świnicą a Zawratem. Trasa została zamknięta do odwołania.

W momencie obrywu w pobliżu przebywał Tomasz Nodzyński, przewodnik tatrzański, który pracuje także w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej w stacji na Hali Gąsienicowej. Zajmuje się badaniami śniegu oraz lawin. 

Jan Latała: Jak blisko był pan obrywu z Niebieskiej Turni?

Tomasz Nodzyński: Szedłem z kolegą z Kasprowego do doliny Pięciu Stawów. Początkowo mieliśmy iść właśnie przez Świnicę i Zawrat, ale w ostatniej chwili zmieniliśmy trasę na obchodzącą ten rejon. Niewykluczone, że to uratowało nam „cztery litery” – z dużym prawdopodobieństwem bylibyśmy właśnie w tamtym rejonie w momencie, kiedy spadały skały. Huk, który usłyszeliśmy, zrobił ogromne wrażenie. Początkowo nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Dopiero, gdy wyszliśmy na grań, z odległości kilkuset metrów zobaczyliśmy obryw. Był jednym z większych, jakie widziałem w Tatrach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej