Ruch turystyczny w Polsce rośnie z roku na roku. Tylko w jedną tatrzańską dolinę w ciągu weekendu potrafi wejść kilkadziesiąt tysięcy osób. Kolejki ustawiają się do wejścia na Giewont, korkuje się szlak na Zawracie. Coraz więcej osób wybiera się też do innych parków narodowych.

– Obserwujemy, że rośnie popularność Babiej Góry. Podczas popularnych okresów urlopowych coraz więcej osób wybiera się do naszego parku. Oczywiście trudno porównywać nas z Tatrami, bo Tatrzański Park Narodowy jest większy niż nasz, ale i u nas jest wzrost liczby odwiedzających. To każe się zastanowić nad tym, co robić z odwiedzającymi, by ten boom turystyczny nie wpłynął negatywnie na cenne przyrodniczo tereny – mówi Tomasz Pasierbek, dyrektor Babiogórskiego Parku Narodowego, który wspólnie z konsulatem generalnym USA w Krakowie był gospodarzem zorganizowanej w ubiegłym tygodniu konferencji „Turystyka XXI wieku i modele udostępniania terenów chronionych”. Wykładów amerykańskich specjalistów, oprócz Polaków, wysłuchali też przyrodnicy z Ukrainy i Gruzji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej