Grupa skupiła się wokół Johna Deveralla, 37-letniego informatyka z Nowej Zelandii, który na początku lutego na kilka dni przyleciał do Krakowa. Gdy wieczorem spacerował po centrum, zaczepiła go młoda dziewczyna i namawiała do wejście do VIP Club – lokalu przy ul. Mikołajskiej.

– Na początku mówiła, że wejście jest darmowe, gdy odmówiłem, powiedziała, że dostanę zniżkę na drinka. To też mnie nie skusiło, więc zapewniła, że drink będzie za darmo. Wszedłem – relacjonuje Deverall.

Narkotyk w drinku?

Nowozelandczyk podejrzewa, że w drinku mógł zostać mu podany narkotyk. – Po chwili poczułem się jakiś nieswój, też bardziej swobodny, rozluźniony. Podeszła do mnie miła dziewczyna, a zaraz za nią kelnerka, która spytała, czy chciałbym postawić dziewczynie drinka. Zgodziłem się i zapłaciłem gotówką – opowiada.

Następnie 37-latkowi zaproponowano tzw. lap dance, czyli erotyczny taniec w osobnym pokoju. Miał kosztować 120 zł. – Nie chciałem go, nie mam takiego charakteru. Jednak w głowie mi wirowało, obsługa ciągle naciskała, więc poszedłem z dziewczyną do pokoju – wspomina turysta.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej