– Nie wyobrażam sobie wizyty krakowskich urzędników w zaprzyjaźnionym niemieckim mieście, gdzie na budynkach administracji publicznej wiszą flagi hitlerowskie. Myślę, że to porównanie obrazuje sytuację – mówi Mirosław Gilarski, krakowski radny Prawa i Sprawiedliwości.

W ten sposób komentuje podjętą w ostatnich dniach stycznia przez Radę Obwodową (odpowiednik naszego sejmiku samorządowego) uchwałę o wywieszaniu flag i symboli banderowskich na budynkach administracji i instytucji publicznych w miastach i wsiach obwodu lwowskiego. Flagi mają zawisnąć 11 razy do roku. W ten sposób tamtejsi samorządowcy chcą upamiętnić daty związane z działalnością OUN-UPA i Stepanem Banderą.

Symbolika zakazana przez międzynarodowe gremia

Gilarski zwraca uwagę, że w 2016 roku polski Sejm uznał OUN, UPA i SS-Galizien za organizacje odpowiedzialne za ludobójstwo na Polakach dokonane m.in. na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943-1945. – Flaga i symbolika banderowska są uznawane przez różne międzynarodowe gremia, w tym UE i FIFA, za symbolikę zakazaną ze względu na propagowany rasizm i nacjonalizm – przypomina.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej